Pachnące ogrody Viveros w Walencji

Rodzinne dialogi z moją dwujęzyczną trzylatką codziennie wprawiają mnie w osłupienie. Czasem wydaje mi się, że pod tą burzą sprężynek, które bujnie porastają jej głowę, jestem w stanie dojrzeć ciężko pracującą maszynerię, otwierające się i zamykające szufladki ze słówkami w dwóch językach, setki tabliczek z wypisanymi na nich wzorami odmian i deklinacji. Z zazdrością i podziwem obserwuję jak te dwie językowe rzeczywistości przeplatają się i łączą. Widać to w naturalnym przechodzeniu z hiszpańskiego na polski (i na odwrót), swobodnym poddawaniu hiszpańskich czasowników polskiej odmianie (nie enfadujesz się?), przestawianiu szyku zdań (quiero algo comer analogicznie do „chcę coś zjeść”), usilne próby dopasowania wszelkich nieregularności i oboczności do regułek (damy jedną drożdżę do ciasta; paluszki z solą? a co to jest sola?).

Trochę jej zazdroszczę, bo sama już nie jestem i nigdy nie będę w stanie tak szybko i intensywnie się uczyć. Podziwiam jej ciekawość i upór, zdolność wysuwania wniosków i tworzenia nowych regułek przez analogię do tych już znanych.

Językowe problemy z nosem… pach, śmierdź, wąchaj!

Z radością też odkrywam dzięki niej nowe smaczki w obu językach, które wydawały mi się już tak dobrze znane. Na przykład niedawno dotarło do mnie, jak trudno Polakom nauczyć się użycia hiszpańskiego czasownika OLER… A może to Hiszpanie cierpią bardziej, ucząc się jego polskich odpowiedników? Przeczytaj nasz dialog sprzed kilku dni:

- Mamo, pach ten kwiatek. 
- Pach?... 
- Nie, ŚMIERDŹ!
- Śmierdź? Chcesz powiedzieć "powąchaj"? Rzeczywiście, pięknie pachnie. A twoje rączki pachną truskawkami.
- Pokaż... Nie, ja nie śmierdzę truskawek.
- Nie czujesz?

Czy kiedykolwiek zauważyłeś, że specyfiką języka polskiego jest to, że czasowniki związane z węchem i zapachem różnią się z zależności od tego, czy mowa o wydzielaniu zapachu (pachnieć, śmierdzieć) czy jego odbiorze ((po)wąchać / czuć)? Tymczasem po hiszpańsku, wszystkie te czasowniki można zastąpić jednym jedynym OLER! I jak tu się w tym wszystkim połapać?

W naszej naturze leży upraszczanie sobie życia, jeśli więc trzylatce wydaje się, że jednym czasownikiem może zastąpić pięć różnych… to będzie próbowała do skutku! Nie winię jej za to, choć oczywiście systematycznie podsuwam przykłady poprawnego użycia tych typowo polskich i trudniejszych do zapamiętania czasowników, a zdaje się, że w jej przypadku są to czasowniki związane z odbiorem zapachu (wąchać, czuć). Jeszcze nie udało się jej wszystkich opanować, za to nie ma żadnego problemu z „prostym” bo pojedynczym czasownikiem OLER.

Ciekawe, czy ty wiesz, jak tego czasownika używać w hiszpańskim? Na wszelkie wypadek podrzucam ci małą ściągę: zdania z ich polskimi odpowiednikami.

OLER (presente de indicativo): yo huelo, tú hueles, él/ella huele, nosotros olemos, vosotros oléis, ellos/ellas huelen)

Mamá, huele esta flor. – Mamo, powąchaj ten kwiat.

La flor huele muy bien. – Kwiat bardzo ładnie pachnie.

Tus manos huelen un poco a fresa. – Twoje ręce pachną trochę truskawkami.

Yo no huelo nada. – Ja nic nie czuję.

¿Hueles el humo? – Czujesz dym?

Huele a humo. – Czuć dym / pachnie dymem.

¡Qué mal huele! – Ale śmierdzi!

Hueles genial, ¿qué colonia usas? – Świetnie pachniesz, jakich perfum używasz?

Nauka języka jest cudownym procesem. Pachniesz to?

Uśmiecham się szeroko za każdym razem, gdy słyszę ponaglania córki, żebym coś powąchała (MAMO PACH TO! MAMO ŚMIERDŹ TAMTO!). Wiem, że kiedyś się nauczy wszystkich językowych zawiłości związanych ze zmysłem powonienia, tymczasem jednak rozkoszuję się tą egzotyczną, rozwijającą się polszczyzną, w której na każdym kroku widać jakim cudownym narzędziem jest ludzki mózg.

Nie wiem, czy tobie nauka czasownika oler przyszła z łatwością, ale jeśli tak, to możesz sobie pogratulować: z punktu widzenia naszego rodzimego języka, jego użycie wcale nie jest oczywiste! Daj znać w komentarzu, czy zdarzyły ci się jakieś zabawne (lub nie…) wpadki podczas nauki tego czasownika lub podobnych. Bo chyba nie zdarzają się tylko dwujęzycznym dzieciom?