Jak zorganizować wyzwanie językowe?

Lubimy być ambitni, lubimy sobie ciągle podnosić poprzeczkę. Lubimy mierzyć się z coraz trudniejszymi wyzwaniami. Lubimy, gdy ktoś inny nas popycha do działania i wyznacza nam realne cele, z których później będziemy mogli się rozliczyć.

To chyba dlatego tak wielką popularnością cieszą się w ostatnim czasie wszelkiego rodzaju wyzwania.

Wyzwanie to akcja organizowana przez twórców internetowych, w której biorą udział osoby, chcące w określonym czasie osiągnąć jakieś konkretne cele. Tak chyba w sposób najbardziej neutralny i szeroki można zdefiniować wyzwania w ogóle, jako ideę, rodzaj akcji. Bo to, jak wyzwanie będzie wyglądać od strony praktycznej, to już odrębna kwestia. Ilu twórców, ile tematów, tyle wyzwań. Ja dzisiaj opowiem Ci o wyzwaniu językowym, które zorganizowałam w połowie listopada 2018 roku. Może nawet brałeś w nim udział?

A może sam jesteś blogerem i chciałbyś zorganizować wyzwanie językowe, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać?

To jasne, że po jednym wyzwaniu nie mam prawa nazywać siebie ekspertką w tej materii, wcale nie zamierzam. Chcę natomiast podzielić się z tobą moimi doświadczeniami, ponieważ myślę, że wiele nam mówią na temat działania w internecie, a bardziej konkretnie: na temat uczenia siebie i innych języków obcych w internecie.

Czego może dotyczyć wyzwanie?

Wyzwania językowe mogą dotyczyć najprzeróżniejszych tematów, od przeczytania określonej liczby książek w obcym języku, przez naukę słówek, do pisania tekstów na konkretny temat. W przypadku mojego wyzwania Tropimy Idiomy chodziło o wspólną naukę idiomów i wyrażeń kolokwialnych. Przez czas trwania wyzwania, podawałam przykłady idiomów i pokazywałam, co jest najistotniejsze w ich nauce. Była to też okazja dla uczestników do samodzielnego „tropienia” i wyłuskiwania ciekawostek językowych z sugerowanych przeze mnie źródeł. Przy okazji, efektami naszej pracy dzieliliśmy się w sieci. Dlatego tak naprawdę wszyscy uczyli się od wszystkich. Wydaje mi się, że temat był całkiem nieźle dobrany, biorąc pod uwagę odpowiedzi w ankiecie.

Po co organizować wyzwanie?

Wyzwanie miało bardzo jasno określone cele. Dla odbiorców i uczestników miała to być okazja do odkrywania bogactwa językowego hiszpańskiego w jego odmianie codziennej, potocznej. Chciałam pokazać, że idiomy są istotną częścią języka i są używane codziennie i wszędzie. Jednocześnie chciałam w ten sposób wzbudzić zainteresowanie uczestników, zarazić ich fascynacją tego typu konstrukcjami językowymi i przypomnieć im, że jest takie miejsce w sieci, Hiszpański na luzie, gdzie o tego rodzaju idiomach piszę już od dobrych kilku lat.

Był to więc niejako powrót do korzeni tego bloga i całego pomysłu HNL. Miał mi również pomóc w pokazaniu światu najnowszego efektu mojej pracy, to znaczy e-booka związanego z tą samą tematyką, dzięki któremu wszyscy chętni będą mogli kontynuować naukę. Samo wyzwanie miało duży potencjał i przekazałam w nim mnóstwo darmowej wiedzy i informacji, natomiast zakup mojego produktu był  i jest zupełnie dobrowolny. Wyzwanie służyło pokazaniu tego, w jaki sposób pracuję i obchodzę się z językiem, co pomagam w nim dostrzec i jakimi ścieżkami to robię. Miało być niejako wstępem, pokazem demo, przestrzenią wystawową dla e-booka.

Jak długo powinno trwać wyzwanie?

Od początku wiedziałam, że wyzwanie musi mieć jasno określony nie tylko temat i cel, ale też ramy czasowe. Są wyzwania rozciągnięte w czasie, trwające przez kilka tygodni a nawet miesięcy. Są też wyzwania krótkie, konkretne, intensywne. Moje należało do tej drugiej grupy. Wyzwanie Tropimy Idiomy trwało trzy dni. Wiedziałam, że czas trwania wyzwania jest kluczowy z wielu względów. Po pierwsze, zachęca to uczestników do aktywnego uczestnictwa w kolejnych działaniach, bo wiedzą, że jutro otrzymają kolejne zadania, a pojutrze wszystko będzie się zbliżać ku końcowi… nie ma więc czasu na odkładanie nauki na później. Po drugie, nawet najbardziej zainteresowane tematem osoby trudno jest utrzymać w stanie maksymalnego zaangażowania dłużej niż przez kilka dni. Po tym czasie te pierwsze emocje opadają i jest duże prawdopodobieństwo, że kolejni uczestnicy przestaną aktywnie brać udział w wyzwaniu.

Jest jeszcze jedna kwestia, równie istotna. Mój czas i moje możliwości. Długość wyzwania była uzależniona od tego, w jakim stopniu mogłam się mu poświęcić. Przez ile dni mogłam wysyłać maile, odpowiadać regularnie na wszystkie wiadomości, publikować konkretne teksty, pojawiać się podczas transmisji na żywo? Wyliczyłam, że trzy dni to optymalny czas trwania mojego wyzwania, wziąwszy pod uwagę wszystkie czynniki, o których już wspomniałam.

Na poniższym wykresie możecie zobaczyć, do jakiego zaangażowania przyznają się te NAJbardziej zaangażowane osoby, to znaczy ci, którzy nie tylko z wyzwania czerpali garściami (wiedzę, informację, słownictwo), ale też dali mi w zamian to, co chyba najcenniejsze: własną opinię i ocenę tego wydarzenia.

Jak się przygotować od strony technicznej?

Jakie jest całe zaplecze techniczne i ile przygotowania wymaga tego typu akcja wiedzą tylko ci, co sami zorganizowali podobne wydarzenie. Choć miałam pewne podstawy teoretyczne, których nauczyłam się, między innymi, dzięki Pani Swojego Czasu, to jednak wiele zmienia się w momencie, gdy rzeczywiście trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Co takiego było mi potrzebne? 

  • lista osób zaintersowanych wyzwaniem. Zbierałam ją przez około dwa tygodnie przed rozpoczęciem akcji, na Facebooku, przez newsletter i przez Instagram. Na listę zapisało się 250 osób.
  • treści i zadania na każdy dzień (część merytoryczna)
  • szablony maili, które każdego dnia otrzymają uczestnicy wyzwania
  • zaprogramowane wcześniej wysyłki newslettera (po 2 dziennie)
  • przygotowane wcześniej i zapisane publikacje w grupie na Facebooku
  • grafiki na każdy dzień
  • teksty podsumowujące każdy dzień wyzwania na blogu (znajdziesz je tu, tu i tu)
  • ankieta dla uczestników wyzwania, po zakończeniu
  • zaplanowane transmisje na żywo na Facebooku

Czy wyzwania to łatwy i przyjemny sposób na interakcję w internecie?

Przyjemny na pewno, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. To niesamowite, że przez kilka dni tyle osób mobilizuje się do wspólnej nauki i pracy. Nie oszukujmy się jednak, przeprowadzenie wyzwania językowego nie należy do najłatwiejszych. Poprawka, przeprowadzenie DOBREGO wyzwania językowego zakończonego SUKCESEM; to jest naprawdę trudne. Czy wyzwanie Tropimy Idiomy można do takich zaliczyć? Przypomnę, to był mój pierwszy raz. Myślę, że jak na początek, nie było najgorzej, oceny uczestników pokazują, że było całkiem nieźle… choć nie wiem, na ile jest to miarodajne, biorąc pod uwagę, że na wypełnienie ankiety zdecydowało się tylko 19 osób z 250 biorących udział w wyzwaniu.

Czy będą kolejne?

Myślę, że tak, czuję, że to jest bardzo fajny format i ma duży potencjał, nie tylko jako działanie „marketingowe” (bo chyba wiecie, że tak się „wyzwania” klasyfikuje?) ale też dydaktyczne. To znaczy, uważam, że wyzwaniami naprawdę można zachęcać do nauki, motywować i inspirować. Dlatego w 2019 planuję zorganizować kolejne, choć nauczona doświadczeniami z Tropimy Idiomy będę bardziej ostrożnie programować działania, dobierać tematykę i format. 

Ciekawa jestem, jak ty to wszystko widzisz, niezależnie od tego, czy oceniasz z perspektywy uczestnika wyzwań, czy osoby takie akcje organizującej. Może masz ochotę podzielić się swoimi obserwacjami lub wskazówkami dla mnie na przyszłość? Wiesz, że dla mnie to one są właśnie najcenniejsze.