Na co może polecieć ślinka? Zwrot „se me cae la baba”

Wyobraź sobie wystawę cukierni suto zastawioną świeżymi eklerkami wypełnionymi puszystą jak chmurka masą. Odstępy między kolejnymi tacami tych wytwornych słodkości wyznaczają rumiane pączki wypolerowane lukrem. Na straży całości stoją kruche rurki na baczność nadziane różowawym kremem… Nie lubisz słodyczy? Więc pomyśl o świeżo zdjętej z grilla karkówce, skwierczących na patelni kotletach albo świeżo utłuczonych ziemniakach kryjących swe wdzięki za ażurowym listkiem koperku. Czy teraz już ślinka Ci leci? Jeśli tak, to udało mi się osiągnąć zamierzony efekt.

Przysłowiowa ślinka nam, Polakom, leci na widok jedzenia, na wspomnienie uczty albo na samą myśl o zbliżającym się biesiadowaniu. Zupełnie racjonalnie łączymy ten odruch ślinienia się z naturalnym mechanizmem aktywującym się w naszych ustach gdy tylko połaskocze je aromat ulubionej potrawy.

W Hiszpanii jest nieco inaczej.

Hiszpanom ślinka leci na widok bobasów, uroczych zwierzątek i imponujących postaci

Se me cae la baba (dosłownie: ‚ślina mi leci’) używane jest w kontekstach, które z jedzeniem nie mają nic wspólnego, chyba, że nagle społeczeństwo hiszpańskie ujawni jakieś skrywane dotąd kanibalistyczne skłonności. Ten zwrot se me cae la baba łączy się zwykle albo z czasownikiem w formie gerundio albo z przyimkiem con (wiem też, że niektórzy używają por, ale to rzadsza opcja). A na co się po hiszpańsku ślinimy?

1. Na przeurocze bobasy z zaróżowionymi policzkami i anielskimi loczkami.

Nie ma w tym żadnego negatywnego wydźwięku, chodzi o to, że te dzieciaczki tak się komuś podobają, że z zachwytu otwiera szeroko usta i z tej zachwyconej paszczy leci mu ślinka, którą w amoku zapomina przełknąć. My też czasem mówimy, że chciałoby się kogoś schrupać, prawda?

Se me cae la baba con el bebe de Maria / Dziecko Marii jest tak urocze, że chciałoby się je schrupać.

Se me cae la baba con mi hijita / Padam z zachwytu nad moją córeczką.

2. Na osoby, które się nam podobają, których zachowanie podziwiamy.

Słyszałam tę konstrukcję wielokrotnie użytą w stosunku do… studentów robiących prezentacje na koniec roku akademickiego. Zachwycona ich profesjonalnym wystąpieniem pani profesor bez wahania przyznała się, że jej „ślinka leci”.

¡Qué bien hablan mis estudiantes! ¡Qué monos! ¡Se me cae la baba! / Jak pięknie przemawiają moi studenci, są boscy! Jestem zachwycona!

3. Na znane postaci, aktorów, sportowców

Chodzi przede wszystkim o osoby, które podziwiamy lub wielbimy typowym dla fanów-fanatyków uwielbieniem. Mogą to być nawet całe zespoły muzyczne lub kluby sportowe.

Se me cae la baba viendo a Barca jugar / Ślinka mi cieknie jak widzę Barce w akcji.

4. Na urocze rzeczy, zwierzątka i obrazki

Wiem, że tego typu urokliwości wśród osób anglojęzycznych wywołują zachwycone „awww”. Wiem też, że nasze młodsze polskie pokolenie opisuje te rzeczy i zwierzątka jako „słodkie” albo „kochane”.

Se me cae la baba con estos animalitos / Te zwierzątka są przesłodkie!

Co ciekawe, tej konstrukcji często towarzyszy dosyć obrazowy gest, w którym śliniąca się z zachwytu osoba przykłada sobie dłonie z rozłożonymi palcami do ust i przesuwając je od ust w dół szyi pokazuje, jak to jej zachwyt strumieniem ślinie spływa po brodzie. Wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić i chyba nie zdarzyło mi się spontanicznie użyć tego zwrotu w żadnej sytuacji, choćbym nie wiem jak bardzo była kimś zachwycona. A Wam?

Ilu z Was poleciała ślinka na widok zamieszczonego przeze mnie dzisiaj zdjęcia?

  • Fanką owoców morza nie jestem, ale zwrot ekstra wytłumaczony.

    • ja też nie jestem!! Dlatego na targu zamiast kupować te „pyszności”, wolę im robić zdjęcia jak potworom z morskich otchłani 😉