Hiszpanie się spóźniają. A my?

Od zawsze przekonana byłam o tym, że mogę pochwalić się doskonałą punktualnością. Nie chcę, by na mnie czekano, nie chcę przychodzić z dziesięciominutowym poślizgiem, zawsze wcześniej zaczynam się przygotowywać… Bzdury! Czas wreszcie przyznać przed sobą, że tak nie jest. Nie spóźniam się notorycznie, to fakt. Nie nadużywam “akademickiego kwadransa”, to fakt drugi. Ale odkąd mieszkam w Hiszpanii, to hiszpańskie spóźnianie wpłynęło i na mnie.

Czy Hiszpanie są punktualni?

Czy tutaj w ogóle możliwe jest umawianie się na konkretną godzinę?? Rzadko. Zazwyczaj w ustalaniu pory spotkania pojawiają się dwa przyimki, którymi Hiszpanie ułatwiają sobie spóźnialcze życie: SOBRE i HACIA, oznaczające w kontekście godziny mniej więcej około. Spotykamy się więc nie o dziesiątej (a las diez), ale około dziesiątej: sobre las diez albo hacia las diez .
Ostatnio zostałam zaproszona na parapetówkę do koleżanki. Godzina rozpoczęcią? Sobre las ocho, ocho y media (około 8, 8.30). Przybyłam o 8.48 i byłam pierwsza.

Przyłapuję się na tym, że o ile nie idę gdzieś, gdzie spóźnienie może być fatalne w skutkach (pociąg, samolot), to daję sobie trochę więcej luzu, naśladując tutejsze zwyczaje. Zauważcie, że wspomniałam tylko o wydarzeniach związanych z podróżowaniem, bo już inne, nawet takie oficjalne zebrania w pracy, też zaczynają się jak chcą. I mówię tu o obronach prac magisterskich, doktorskich, radach wydziału i podobnych. Wszystko może poczekać.

W Hiszpanii idealna punktualność to kwestia drugorzędna

Rozmyślałam o kwestii spóźniania się w zeszłym tygodniu, kiedy to pędziłam z przystanku metra na spotkanie z Asią, czytelniczką bloga. Tak, pędziłam, przyspieszyłam kroku, bo wiedziałam, że pojawię się na miejscu co najmniej o 5 minut za późno i nie chciałam, żeby czekała. Dlaczego? Chyba głównie dlatego, że jest Polką. Na spotkania z hiszpańskimi znajomymi aż tak się nie spieszę po prostu wiem, że nie ma sensu, i tak będę przed nimi! W Hiszpanii pięcio – piętnastominutowe spóźnienie w ogóle się nie liczy.

Tamto spotkanie z Asią (której oczywiście dedykuję ten wpis 🙂 nie doszło do skutku bo źle się umówiłyśmy a telefony odmówiły posłuszeństwa. Jednak przez te 30 minut gdy na nią czekałam (a ona na mnie, ale w zupełnie innym miejscu!!), odganiając obsiadające mnie gołębie, rozmyślałam o tym jak niesprawiedliwy jest ten świat.

Punktualny Polak ma gorzej

Wychodzimy z kultury, w której czas to naprawdę wielka wartość. Czas własny i czas drugiego człowieka. Nie wypada więc kazać innym czekać, uznawane jest to za bardzo niegrzeczne zachowanie. A gdzie tu miejsce na niesprawiedliwość? Otóż, gdy nasza punktualna natura zderza się z hiszpańskim opieszalstwem, jakoś źle na tym wychodzimy (choć warto pamiętać, że to spóźnianie się nie jest kierowanie przeciwko nam, ani nie wynika ze złych intencji… jest po prostu różnicą kulturową, wynikiem innego spojrzenia na czas, większego luzu).
Po pierwsze, nadal staramy się być punktualni, bo zakorzeniono w nas ten dobry zwyczaj i trudno ot tak po prostu zignorować poganiające wskazówki zegara. Po drugie, stresujemy się i skręcamy gdy się spóźniamy (ja nadal nie znoszę się spóźniać i źle się czuję gdy mi się to zdarza) chociaż wiemy i całe otoczenie uznaje, że nic nie szkodzi. Po trzecie, te same stresy i skręty pojawiają się, gdy to my musimy na kogoś czekać!

Teraz zagadka. Umówiłam się ze znajomymi sobre las 7 w centrum miasta. Do centrum z domu mam 15 minut. O której powinnam wyjść? Czy tylko ja mam takie rozterki? Macie jakichś znajomych z Hiszpanii, którzy zawsze stawiają się na czas?

 

PS Na szczęście przy drugim podejściu udało mi się spotkać z Asią i wcześniejsze wzajemne spóźnienie się poszło w niepamięć (aż do dzisiejszej publikacji tego tekstu).

 

  • Wygląda na to, że na razie wielki kryzys komentarzowy został zażegnany… Niestety, wiem, że w ciągu dzisiejszego dnia utraciłam wiele Waszych cennych komentarzy, ktoś nawet coś wspominał o zatrudnieniu grafika?! Jeśli jeszcze się nie zniechęciliście, napiszcie raz jeszcze!!! Tylko bez emoji 😉

  • Si esto es un emoji 💇

  • mon4

    Zakładając, że wiem o hiszpańskiej naturze spóźniania się, wyszłabym o 7 i czekała aż wszyscy dojdą na miejsce 🙂 Przynajmniej tak mi się wydaje teoretycznie 😉

  • Gosia

    Nareszcie trafiłam na jakiś fajny blog o hiszpańskim !! Dziękuje za to co robisz i zabieram się za przeglądanie archiwum 🙂

    • Witaj i dziekuje za miłe słowa

  • identycznie jak w Irlandii. No spotkanie wyszłabym z domu 7.10 🙂