O hiszpańskich ślimakach

Czy czasem spoglądasz “hiszpańskim okiem” na otaczającą cię rzeczywistość? Moim zdaniem, to jest świetny sposób na uczenie się, a przede wszystkim, na podtrzymywanie tego płomyczka pasji i zainteresowania językiem… językami, a właściwie to po prostu światem. Coś w rodzaju pielęgnowania dziecięcej ciekawości, której nie powinniśmy tracić nigdy.

A więc lato, w tym roku wyjątkowo deszczowe, a jednocześnie słoneczne. Ciebie może taka pogoda okropnie denerwuje, ale jest ktoś, kto ją uwielbia. Kto? Jasna sprawa: ślimaki. Mam dla ciebie garść hiszpańskich ciekawostek z nimi związanych. Po pierwsze, ten nasz śliczny winniczek, wielki ślimak w jasnobrązowej muszli. W dzieciństwie dowiedzieliśmy się, że to jest właśnie ten ślimak jadalny, ale nie będę cię przepytywać, czy próbowałeś i w jakiej postaci… W każdym razie, po hiszpańsku ten gatunek ślimaka nazywany jest caracol romano de viña, caracol de Borgoña. A więc jednak, to, że nasz WINNIczek jest winny, nie wskazuje na to, że jest niemal tak soczysty jak nóżka z kurczaka, ale że ma związek z winnicami… A mówiąc o ślimaczej soczystości (trochę przewrotnie), może warto wrócić do wpisu o “fałszywym przyjacielu”, słówku baba po hiszpańsku?

Przy okazji dowiedziałam się też, że winniczka po Polsce roznieśli zakonnicy (przez jakiś czas występował głównie na południu), nie tyle z miłości do tego stworzenia, co ze względów praktycznych. Otóż okazuje się, że w kontekście postu bezmięsnego, ślimak jest traktowany na równi z rybą… to znaczy, nie jak mięso. Sprytnie!

Plato de caracoles

W Hiszpanii ślimaki przez wielu uznawane są za przysmak i na lokalnych targach można kupić świeże (pełzające) ślimaczki w różnych rozmiarach, idealne do różnego rodzaju potraw. W Walencji znana jest paella z dodatkiem ślimaków, choć nie oznacza to oczywiście, że wszyscy tam szaleją na punkcie smaku tych stworzeń. Hodowla ślimaków do celów spożywczych ma własną nazwę, to co potocznie nazwiemy po prostu (dosłownie) cría de caracoles, w języku branżowym brzmi helicicultura. W Hiszpanii spożywa się kilka gatunków ślimaków, choć temat jedzenia caracoles jest rzeczywiście dosyć kontrowersyjny, nie wszyscy uważają je za rarytas. I o ile wiele muszelkowych owoców morza jest takim daniem gourmet podawanym w luksusowych restauracjach, to ślimaczki w większości przypadków pozostają raczej przekąską barową, typową dla kuchni lokalnej, domowej, prostej. Być może wyjątkiem jest tu Katalonia, która – zapewne przez wiele wątków łączących jej zwyczaje z francuskimi, jest regionem najbardziej ślimakolubnym. O tym, w jaki sposób przygotowuje się i podaje ślimaki w różnych regionach Hiszpanii możesz przeczytać tutaj (po hiszpańsku), dodatkowo opisom towarzyszą zdjęcia potraw, które mówią więcej niż tysiąc słów.

Paella con caracoles

Pamiętasz rymowankę o ślimaku, który w zamian za wystawienie rogów, miał zostać obdarowany serem na pierogi, tak jakby był to najbardziej ceniony przez ślimaki przysmak? Ślimak, ślimak wystaw rogi, dam ci sera na pierogi… Hiszpanie nie mają pierogów, mają za to ślimaki i są one również kochanymi przez dzieci towarzyszami ogrodowych zabaw. Mają więc własną rymowankę na temat ślimaka, w której zachęcają go do wystawienia rogów (cuernos) na słońce. A idzie to tak:

Caracol, caracol, saca los cuernos al sol, que tu padre y tu madre también los sacó.

Inne wersje regionalne znajdziesz tutaj.

Mój związek ze ślimakami jest bardzo prosty: lubię, ale nie lubię jeść. Lubię sobie na nie patrzeć na łące, ciekawią mnie ich kolory, kształty i odwaga, z jaką wspinają się po stromych ścianach. Zdarza mi się nawet ocalić winniczka przed przejechaniem, kiedy widzę takiego nieboraka na środku drogi, przerzucam go na trawę. Ale nie, nie jem ślimaków i nie jestem zupełnie zainteresowana tym daniem. Zdarzyło mi się skosztować ślimaka z paelli, powiedziałabym ni fu ni fa. Zdecydowanie wolę fasolę!