Nie pytaj hiszpańskiego szwagra koleżanki o zasady gramatyczne

Jak ona właściwie miała na imię? Byłam tak podekscytowana moją pierwszą rozmową z prawdziwą (!) Hiszpanką, że jej imię zupełnie wyleciało mi z głowy, choć kilka minut wcześniej wymieniłyśmy powitalne grzeczności. To jednak nie przeszkadzało mi w dukaniu po hiszpańsku wyjaśnień na temat życia studenckiego w Krakowie. Czułam nie tylko odpowiedzialność za to, żeby ta egzotyczna Erasmuska z Granady dobrze się tu poczuła, ale też dławiącą presję przekazania jej wszelkich potrzebnych informacji. Poprawnym językiem hiszpańskim, ma się rozumieć. A to był zaledwie pierwszy semestr studiów, nie wiedziałam nawet, jak powiedzieć “kołdra” ani co to jest remolacha. Dopiero gdy dotarłyśmy do centrum handlowego, z pomocą rekwizytów wszystko stało się jasne. Kupiłyśmy jej edredón na zimne noce, a na warzywniaku przekonałam się, że surówkę chciała robić z buraków. Pod koniec tego tekstu dowiesz się, czego jeszcze nauczyłam się od tej dziewczyny, której “mentorką” zostałam na pierwszym roku studiów.

Po miesiącach nauki z podręczników lub z polskimi lektorami, pierwsze rozmowy z Hiszpanami są trochę jak egzamin praktyczny z prawa jazdy, który nie był poprzedzony jazdami próbnymi.

Pierwsze wrażenie jest zawsze imponujące, bo jest spotkaniem z prawdziwym hiszpańskim w autentycznej sytuacji, wymagającej dogadania się na określony temat. Tu nie ma luk do wypełnienia, nie można sobie wybrać odpowiedzi a, b lub c.  To też trochę jak egzotyczna podróż za kulisy powstawania kursów językowych i podręczników, zaglądanie nauczycielowi do zeszytu. Czy aby mój rozmówca rzeczywiście mówi tak, jak “uczyliśmy się na lekcji”? Zaczyna się niewinnie, od zadawanych samemu sobie pytań: Dlaczego użyła właśnie teraz Subjuntivo, przecież ten zwrot tego nie wymaga? Skąd się wziął rodzajnik przed imieniem jej przyjaciółki? Dlaczego mówi do mnie hombre, jeśli jestem kobietą? Wystarczy chwila, by skupienie na formie językowej zaczęło uniemożliwiać zrozumienie treści. Nieświadomie zmieniasz się w nieopierzonego kierowcę, któremu kontrola nad sprzęgłem i zmianą biegów przysłania sytuację na drodze.

Czasem kto pyta, błądzi

Ale najgorsze wpadki dopiero przed tobą… Chaotyczna i miejscami ocierająca się o paragraf jazda zamienia się w gnanie pod prąd, gdy twojemu hiszpańskojęzycznemu rozmówcy zaczynasz wprost zadawać kłębiące się w głowie pytania.

Dlaczego użyłeś Subjuntivo po parecer?

Dlaczego mówisz habían muchos coches en la autopista, jeśli haber jest nieodmienne?

Skąd w twojej wypowiedzi wzięło się estoy feliz, jeśli z feliz zawsze występuje czasownik ser?

Musisz wiedzieć jedno. Twój rozmówca prawdopodobnie nie ma bladego pojęcia, dlaczego użył Subjuntivo, z jakimi przymiotnikami z listy w twoim podręczniku pojawia się “zawsze” feliz. Być może nie pamięta już nawet ze szkoły, co to jest Complemento Directo, więc nie dopytuj się, czy z czasownikiem llamar łączy się lo czy le. Zanim zdziwisz się lub obruszysz tym “rażącym brakiem wiedzy”, zastanów się przez moment, co ty wiesz o użyciu dopełniacza w języku polskim. Na takie pytania odpowie ci raczej filolog, osoba świeżo po kursie językowym lub ktoś żywo interesujący się takimi tematami. Dodatkowo, żeby prawidłowo wyjaśnić pewne użycia, potrzeba nie tylko znajomości zasad gramatycznych, ale też ogromnego wyczucia, intuicji językowej, którą pochwalić się mogą tylko nieliczni. Niektórzy po prostu mają taki dar, inni sobie tę specjalną wrażliwość wyrobili przez lata nauki i badań nad językiem.

Gramatyka swoją drogą, a co ze słownictwem?

Chyba nie będę ci wmawiać, że rodowity Hiszpan nie potrafi Cię niczego nauczyć o słownictwie? Oczywiście, słownictwo nabywane w czasie autentycznej komunikacji jest bardzo cenne. Korzystaj, rozmawiaj, pytaj o znaczenie słówek i zapisuj je sobie w notesie. Ale błagam, błagam cię o jedno. Kiedy opublikuję tekst o frazie les das una patada a una piedra, nie atakuj mnie, mówiąc, że szwagier twojej koleżanki (Hiszpan przecież najprawdziwszy, z krwi i kości), w życiu czegoś takiego nie słyszał. Gdy próbuję ci wyjaśniać, że w hiszpańskiej mentalności usmażenie komuś jajka ma specjalną wymowę, proszę nie parskaj na mnie, że bujam, bo twój narzeczony z Gomery je tylko jajka na twardo, a w jego rodzinie to w ogóle jajka jada się tylko od święta. Nie znoszę tego typu zarzutów. Co z tego, że jedna osoba, a może nawet kilka osób stwierdzi, że nie używa jakiegoś wyrażenia? Może po prostu pochodzą z innego regionu? Może są z innego pokolenia i nie wiedzą, kto to jest pagafantas, nie oglądali filmu?

Rozwaga i ostrożność przede wszystkim. W nauce języka też w pewnym stopniu obowiązuje zasada ograniczonego zaufania.

Nie wszyscy wiedzą wszystko, a nawet twoja ukochana przyjaciółka z Malagi może cię zupełnie nieświadomie wprowadzić w błąd… a przynajmniej “błąd” językowy w rozumieniu normatywnym. Bo jeśli ona twierdzi, że “tak się mówi i już”, to też ma rację. Wiele jest takich konstrukcji, które od Hiszpanów usłyszysz, a których gramatyka nie zaleca. Warto, byś znał obie wersje, jako osoba z zewnątrz ucząca się języka, powinieneś się trzymać tej oficjalnej.

Czas wyjawić, jak się skończyła historia mojej opieki nad hiszpańską Erasmuską. Kiedy już przypomniałam sobie, jak miała na imię, przy okazji rozmowy z właścicielem wynajmowanego przez nią mieszkania, marzyło mi się, że będziemy się z Mirellą widywać co kilka dni, rozmawiać sobie po hiszpańsku, a moje umiejętności językowe wzrosną razy sto do końca semestru. Niestety, szybko przestała się do mnie odzywać, a ja też starałam się zbytnio nie narzucać. Wreszcie, po dwóch tygodniach milczenia, zadzwoniła do mnie w deszczową, październikową sobotę. Dorota, wracam do domu, do Hiszpanii. Aquí hace un frío que te cagas. Po tej rozmowie chodziłam struta przez kilka dni. Nie wiem, czy bardziej mnie ubodło to, że tak szybko się poddała, pozbawiając mnie tak wyśmienitej okazji do podszkolenia języka. Czy też to, że w kilka sekund zrujnowała moje wyobrażenie o wyuczonej z trudem konstrukcji hace un frío que pela.