Jak się przygotować do obrony pracy licencjackiej lub magisterskiej po hiszpańsku?

Przygotowania do obrony.

Wszyscy wokół szczebioczą już o wakacjach, a ty siedzisz nadal zgarbiona nad komputerem, z nosem w książkach, ze stosem notatek zamiast kolacji, z dziesiątkami stron maszynopisu do poprawienia… czyli – szykujesz się do obrony?

Uwierz mi, wiem, jak to jest. To nieprawda, że to taki sam egzamin, jak każdy inny. I wcale nie pomaga, że osoby nieco od ciebie starsze, te same, które jeszcze kilka lat temu twierdziły, że „maturę to się zdaje z palcem w nosie, zobaczysz na studiach”, teraz tłumaczą, że „licencjat to pikuś, poczekaj na magisterkę” albo „magisterka to pestka, jeszcze dopadnie cię prawdziwe życie, praca, dzieci”… Przyznaję, że sama czuję czasem pokusę, żeby takimi argumentami pocieszyć kogoś, kto znajduje się właśnie w takim momencie swojego życia. Ale staram się jednak powstrzymać, bo wiem też, że na każdym etapie mamy inne problemy i inaczej je widzimy. Dla dziewczynki dramatem może być niska ocena albo przegrany koncert recytatorski. Studentowi może się wydawać, że jeśli źle odpowie na obronie, to już do końca życia będzie chodził napiętnowany wstydem. A młoda mama nie wyobraża sobie nic gorszego od tych nieprzespanych nocy… Dlatego uważam, że każdy sam, dopiero z perspektywy czasu i WŁASNYCH nabytych doświadczeń potrafi ocenić, czy coś w przeszłości nie było jednak warte wylanych łez i godzin zadręczania się. 
To, że sam kiedyś dojdziesz to takich wniosków nie oznacza jednak, że teraz, w tej chwili, na kilka tygodni – a może nawet dni przed obroną, nie można jeszcze czegoś dla ciebie zrobić.

Jeśli ten tekst choć w małym stopniu przyczyni się do tego, że dzisiejszej nocy nie będzie ci się śniło, że egzamin zdajesz w sali tortur, to będę szczęśliwa.

Pozwól, że wytłumaczę ci jeszcze krótko, dlaczego ja mogę cokolwiek powiedzieć ci o wystąpieniach przed publicznością (lub komisją egzaminacyjną). Miałam okazję bronić już trzech prac. Pierwsza to magisterka na UJ. Druga to magisterium, praca wieńcząca studia podyplomowe na UV w Hiszpanii. Trzecia, moja praca doktorska, wspomnienie najświeższe i to, które najwięcej mnie nauczyło. W międzyczasie miałam okazję przedstawiać referaty na różnych konferencjach i sympozjach, w wielu krajach, przed bardzo zróżnicowaną publicznością. Miałam też to szczęście – i przywilej, że byłam nauczycielem, raz lektorką języka angielskiego i hiszpańskiego, innym razem, nauczycielem akademickim. Wiem, co to znaczy stanąć przed grupą osób, które znalazły się na sali, bo naprawdę chcą mnie wysłuchać. Wiem też, co to znaczy mówić do ludzi, którzy są tam z obowiązku i tylko odliczają minuty do momentu, aż wreszcie skończę mówić i będą mogli wyjść do swoich spraw.

W dzisiejszym tekście dam ci więc kilka sprawdzonych sposobów na to, żeby paraliżujący strach przed wejściem na salę, w której czekają na ciebie egzaminatorzy, komisja lub publiczność, której reakcji na twoje słowa nie jesteś pewien zamienił się w stymulujący zastrzyk adrenaliny. Bo odrobina pozytywnego stresu w takich sytuacjach jest konieczna, przecież masz bronić – siebie i swojej pracy. Masz wyjść z tej rozgrywki jako zwycięzca, ale nie tylko to się liczy. Ważne jest też to, żebyś przez to jedno wydarzenie nie rozchorował się, nie dostał wrzodów, nie pokłócił się z najbliższymi i nie dorzucił nowej traumy do listy twoich życiowych doświadczeń. Oto więc lista moich rad i sprawdzonych sposobów na to, żeby cały ten stres oswoić, okiełznać i zamienić w sprzymierzeńca.

1. Przygotuj się merytorycznie

Myślałeś może, że uda się to wszystko „załatwić” bez uczenia się, zapamiętywania, przygotowywania odpowiedzi na pytania, które mogą paść? Nie ma takiej opcji. Pierwszym, a zarazem milowym krokiem ku wygranej w tej rozgrywce jest przygotowanie się. Nie chodzi już tylko o to, że będziesz potrafił odpowiadać na zadawane ci pytania. Chodzi przede wszystkim o to, że twoje poczucie pewności siebie podskoczy o dziesięć pięter. Jeśli masz poczucie, że wiesz, co powinieneś wiedzieć albo wiesz tyle, ile czas i własne możliwości pozwoliły ci się nauczyć, masz prawo iść na egzamin lub obronę ze stoickim spokojem.

Miałam okazję uczestniczyć w obronie, na której padło mnóstwo zarzutów i kąśliwych komentarzy… dotyczących błędów ortograficznych w ocenianej rozprawie. Pomyślałam wtedy, że tamten egzaminator musi być w życiu codziennym takim typowym hejterem, który, jeśli już naprawdę nic nie ma do powiedzenia, to czepia się o głupoty. Komentarze dotyczące struktury, formatu i języka często pojawiają się wtedy, kiedy ktoś nie przeczytał pracy lub jej nie zrozumiał i nie ma nic innego do powiedzenia.

Zawsze wydaje się, że można było zrobić więcej… ale czasem więcej po prostu fizycznie się nie da. Poza tym nie przewidzisz, w którym momencie ktoś zada ci pytanie zupełnie z innej bajki. Wszystko może się zdarzyć, ale ty masz wiedzieć, że zrobiłeś wszystko, co w twoich siłach, żeby się nauczyć i przygotować.

2. Pamiętaj, że wszystko może się zdarzyć

Nie przypadkiem piszę to już drugi raz, pozwolę sobie powtórzyć nawet po raz trzeci: wszystko może się zdarzyć i duża porcja tych niespodziewanych wydarzeń może być zupełnie niezależna od ciebie. W sali może być upalnie lub bardzo zimno. Może w ostatniej chwili zmieni się członek komisji, bo tamten się rozchorował. Może okaże się, że z powodu nieobecności koleżanki twoje wystąpienie przesunie się o pół godziny…

Na jednym z moich pierwszych wystąpień przed studentami… po sali zaczął biegać ogromny karaluch. Kilka osób z piskiem wskoczyło na ławki, ale na szczęście znalazł się śmiałek, który pozbył się niechcianego gościa. A ja co? A ja robiłam dobrą minę do złej gry. Karaluch padł, a napięcie zostało rozładowane.

W temacie niespodzianek i niechcianych zdarzeń, nie zapominaj też, że złośliwość rzeczy martwych nie ma granic. Nie opieraj się więc nigdy w stu procentach na prezentacjach, zasobach internetowych, nagraniach. Miej zawsze opcję B w rękawie. I nie, ten punkt 2 nie służy absolutnie szerzeniu katastrofizmu. Ma służyć temu, żebyś przygotował się, nie tylko psychicznie, ale też w miarę możliwości w bardziej namacalny sposób, na to, że nie wszystko pójdzie tak, jak sobie wyobrażasz.

3. Wyobraź sobie, jak to będzie

Dopiero powiedziałam ci, że pewnie nie wszystko pójdzie tak, jak sobie wyobrażasz, a teraz zachęcam do wyobrażania sobie? Jaki to ma sens? Otóż ma i to wielki. Przed każdym większym wystąpieniem, przed pierwszymi zajęciami z nową grupą, przed obroną, zawsze kilka dni wcześniej staram się usiąść (położyć się) na chwilę, zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jak to będzie. Chodzi o taką wizualizację, w której staram się umieścić jak największą liczbę szczegółów. Jak wygląda przestrzeń, w której będziemy się znajdować? W którym miejscu będę stać? A może będę siedzieć? Jak będę wyglądać, jak będą wyglądać „oni”? Kto i o czym będzie mówił? Innymi słowy, rozmieszczam siebie i innych w takiej wirtualnej, wyobrażonej przestrzeni. Staram się wyobrazić sobie, jak będę się czuła, z jakimi reakcjami się spotkam, jak sama będę reagować. Jeśli tylko mam taką możliwość, odwiedzam wcześniej miejsce, w którym będę występować. Jeśli mam przedstawiać referat lub prezentację, robię wiele prób, łącznie z próbą generalną.

Przed moją ostatnią obroną (rozprawy doktorskiej), poprosiłam promotora i zaprzyjaźnionych doktorantów, żeby towarzyszyli mi podczas próby generalnej. To była świetna okazja nie tylko do sprawdzenia sprzętu w sali (miałam przedstawić prezentację power point), ale też do zmierzenia się z przestrzenią i spojrzeniami publiczności.

Oczywiście, nie da się wyobrazić sobie wszystkiego (patrz punkt 2), nie możesz więc mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. Mimo wszystko, każda próba, każde takie wirtualne oswajanie sytuacji wyjdzie ci na dobre. Dzięki temu w dniu egzaminu nie będziesz stawał oko w oko z nieznanym, a wręcz przeciwnie, być może odczujesz nawet coś w rodzaju déjà vu.

4. Zdobądź tyle informacji praktycznych, ile to możliwe

Z ogromnym zdumieniem słyszę, że ktoś ma się bronić za tydzień, a nie wie, jak obrona będzie wyglądać. A więc nie ma nawet mowy o wizualizacji i wyobrażaniu sobie, a to, jak mówiłam, podstawa oswajania „potwora”. Jeśli przed tobą egzamin lub obrona, to jesteś osobą dorosłą i z osobami dorosłymi masz do czynienia (wykładowcy, administracja na uczelni), a więc weźże się człowieku zapytaj (to tak na nutę krakowską), co cię czeka. Jak długo trwają takie egzaminy, jak wyglądają, kto na nich jest, jakiego rodzaju pytań można się spodziewać? Choć na stronach uczelni pojawiają się lakoniczne opisy egzaminów dyplomowych, tak naprawdę nic one nie wnoszą. Nie tylko możesz, ale powinieneś zadbać o to, żeby dowiedzieć się kto, gdzie z czego i jak długo będzie cię przepytywał.

Na hiszpańskich uczelniach zwyczajem jest, że na obronę student przygotowuje krótką prezentację na temat swojej pracy. Później padają pytania związane z pracą, na które student odpowiada. Na niektórych polskich uczelniach, na egzamin dyplomowy wchodzi się parami, jedna osoba odpowiada, podczas gdy druga przygotowuje się do odpowiedzi.

Wyobraź sobie, że nagle, w dniu obrony okazuje się, że na twoim wydziale zwykło się przygotowywać prezentacje, ot taka nowa moda. Jak to, pan nie wiedział? Przecież to wszyscy studenci wiedzą. Nie wiedział pan nawet, że na stronie od lat wisi lista pytań, z której właśnie pan losował??! Można się było zapytać absolwentów albo w sekretariacie… no ale teraz to już trochę za późno…

5. Nie szukaj sobie wrogów

Wiem, to się nazywa „obrona”, ale te osoby, przed którymi będziesz swojej pracy bronić to nie są wrogowie. Bronisz przed nimi – stojąc przed nimi, przed nimi opowiadając o tym, czego dokonałeś. Ale nie przed ich atakami… tak przynajmniej powinno być, w moim przekonaniu. Przynajmniej jedna osoba w komisji to twój sprzymierzeniec, a może nawet wspólnik. Promotor jest przecież w pewnym stopniu współodpowiedzialny za to, czego dzisiaj bronisz. Również tej osobie powinno zależeć na tym, żeby dobrze ci poszło, masz więc już kogoś po swojej stronie. Wiem, że relacje z promotorem mogą się różnie układać, ale mimo wszystko, wierzę, że promotor jest zawsze za studentem i dla studenta. Poza tym, bądź wyrozumiały, jeśli chcesz, żeby i oni byli wyrozumiali. Może siedzą w tej sali już od siedmiu godzin, wysłuchując kolejnych egzaminowanych. Może też mają migrenę, są głodni, zmęczeni, w pewnym stopniu przytłoczeniu odpowiedzialnością, z jaką wiąże się wystawienie komuś oceny, która może zaważyć na jego przyszłości. Myślę, że nikt nie oblewa dla przyjemności (mówimy tu o osobach rozsądnych, bez kompleksów i niespełnionych ambicji). Dlatego nigdy nie zakładaj z góry, że egzaminatorzy będą ci nieprzychylni albo że ich celem jest zadanie ci najbardziej złośliwego pytania na świecie.

6. Zadbaj o swoją kondycję, również tę fizyczną

Czas przygotowań do sesji lub innego ważnego egzaminu to ogromny wysiłek dla umysłu. Oczekujesz, że twój mózg w krótkim czasie przyjmie, przetworzy i zapamięta ogromne ilości materiału, liczysz na pełną koncentrację, bezwarunkową współpracę oczu, uszu, strun głosowych, dłoni, które mają się zająć zapisywaniem i przepisywaniem… Ale czy zastanowiłeś się, jak traktujesz to biedne ciało, od którego wymagasz tak wielkiego wysiłku? Czy aby nie poisz go na zmianę kawą i napojami energetycznymi? Ile przyzwoitych posiłków dziennie zjadasz? Kiedy po raz ostatni wybrałeś się na spacer, poszedłeś pobiegać, potańczyć, na rower? Ile godzin przesypiasz dziennie? I czy w ogóle śpisz w nocy? Chociaż młode ciało i młody umysł mogą naprawdę wiele znieść i jednocześnie wiele z siebie dać, maratony wkuwania i pracy bez przerwy nie wyjdą ci na dobre. Może się zdarzyć, że gdy wreszcie dobiegniesz do mety – to znaczy, dożyjesz do dnia egzaminu lub obrony, po prostu zabraknie ci sił. Ta pustka w głowie, suchość w gardle, powoli przetaczające się po głowie myśli nie na temat… to może być właśnie efekt skrajnego wycieńczenia, do którego doprowadziłeś swój organizm nierozsądnymi przygotowaniami. „Nadludzkie” wysiłki mają to do siebie, że są ponad siły, pokonują człowieka. Nie zabijaj swoich szarych komórek akurat tydzień przed obroną. Nie przechodź na drastyczną dietę. Pij wodę. Nie zarywaj nocy. W zdrowym ciele zdrowy duch – i sprawny umysł.

7. Pamiętaj o powadze sytuacji

Ubierz się odpowiednio do sytuacji, po wejściu do sali nie rozwalaj się na krześle. Dopasuj do sytuacji sposób, w jaki zwracasz się do członków komisji. To ostatnie może być szczególnie istotne, jeśli masz do czynienia z hiszpańskimi wykładowcami, z którymi na co dzień studenci są na „ty”. Czasami może to wprowadzić w błąd, wydaje się, że skoro mówimy sobie po imieniu, to jesteśmy na koleżeńskiej stopie. Ale wcale tak nie jest, to zupełnie inne „ty” niż to, którym zwracasz się do kolegów z grupy lub do rodzeństwa. Twój wykładowca nie jest twoim kolega, a na pewno nie jest nim podczas egzaminu lub obrony.

Zdarza się, że na czas takich wydarzeń, hiszpańscy wykładowcy wyjątkowo mówią do studenta przez „usted”, zaznaczając powagę sytuacji. Jeśli tak się stanie, ty również koniecznie musisz używać tej formy w stosunku do egzaminatora. Przygotuj się na taką ewentualność, zapamiętaj dokładnie nazwisko i stopień naukowy nauczyciela. Być może podczas zajęć prosiłeś Carlosa o wytłumaczenie jakiegoś słówka, ale na obronie będzie cię przepytywał doctor (Carlos) Zapatero.

8. Nie zamartwiaj się, że twój hiszpański jest za słaby

Być może dziwi cię, że kwestie związane z językiem zostawiłam na sam koniec. Spójrz na to tak: punkty 1-7 dotyczą prawdopodobnie wszystkich, niezależnie od tego, w jakim języku mają się wypowiadać. Dlatego, jeśli uda ci się choć w niewielkim stopniu wprowadzić w życie te wszystkie rady, to 80% problemu ze stresem będziesz mieć z głowy. A co z tym językiem? Oczywiście, masz prawo być przerażonym faktem, że masz sklecić sensowną wypowiedź nie tylko na temat, ale też poprawną pod względem językowym. Ale to nie może cię paraliżować! Ważne, żebyś przed egzaminem jeszcze intensywniej niż na co dzień rozgadał się po hiszpańsku. Jest mnóstwo rzeczy, które mogą ci w tym pomóc: od słuchania muzyki i podcastów, przez monologi (nie wewnętrzne!), nagrywanie się, czytanie na głos, mówienie przed lustrem, do siostry, brata, kanarka… Jeśli już wiesz wszystko, co wiedzieć powinieneś (patrz punkty 1 i 4), a twój dobrze nakarmiony i dotleniony mózg pracuje na pełnych obrotach (punkt 6), to możesz się skupić na doskonaleniu mówienia. Obiecuję, że bardziej konkretne wskazówki z tym związane znajdziesz w kolejnym tekście. A tymczasem… zabieraj się za realizację siedmiu punktów, o których była mowa dzisiaj!

Uważam, że każdy ma prawo do przeżywania swoich trudnych, wielkich momentów tak, jak potrafi.

Chciałabym, żeby osoby od nas młodsze lub mniej doświadczone mogły się same, własnymi siłami wspinać na kolejne kamienie milowe swojego życia, a nie ciągle słyszeć, że „prawdziwe problemy masz jeszcze przed sobą”.

Ten tekst powstał nie po to, żeby się wymądrzać czy wskazywać ci jedyną słuszną ścieżkę, lecz po to, żeby ta wspinaczka po kolejny dyplom, tytuł, zaliczenie lub certyfikat nie odebrała ci zdrowia ani radości z każdego dnia. Nigdy nie trać z oczu tego, co jeszcze ZA tym milowym kamieniem się kryje, nawet jeśli dzisiaj wydaje się on himalajskim szczytem nie do przeskoczenia.