7 pytań o język baskijski

Jedną z najfajniejszych rzeczy w blogowaniu i byciu obecną w mediach społecznościowych jest możliwość poznawania fascynujących ludzi z całego świata. Dzięki Instagramowi, jakiś czas temu wirtualnie poznałam Anię, Polkę mieszkającą w Kraju Basków, z którą, jak się okazało, wiele mnie łączy (sami zobaczcie, Ania przedstawia się pod tekstem). Zapytałam ją nieśmiało, czy zechciałaby się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniami na temat języka baskijskiego i sytuacji językowej w jej regionie. Zgodziła się! Tekst, który powstał w odpowiedzi na moje 7 pytań jest ogromnie wartościowy i inspirujący. Może i ty zaczniesz uczyć się baskijskiego?

1. Ile baskijskiego słyszy się na ulicy w takim codziennym życiu? Czy jest niezbędny do przeżycia?

Język baskijski, czyli euskara, jest językiem oficjalnym w Kraju Basków, teoretycznie na równi z hiszpańskim, zatem jest niezbędny do pracy na oficjalnych stanowiskach: w edukacji, służbie zdrowia itd. Wciąż jeszcze można jednak spotkać funkcjonariuszy państwowych, zatrudnionych zanim wprowadzono wymagania lingwistyczne, nie znających baskijskiego. W sektorze prywatnym zazwyczaj nie ma takich wymagań.

Do życia w Kraju Basków język ten może nie jest niezbędny, natomiast jego nieznajomość może na dłuższą metę to życie uprzykrzać, jeżeli lubimy się we wszystkim orientować: przeczytać informacje na plakatach i ulotkach czy uczestniczyć w rozmowach miejscowych. Muszę przyznać, że zanim zaczęłam się uczyć baskijskiego, nigdy mi się nie zdarzyło, nawet na najgłębszej prowincji, żeby ktoś mnie źle potraktował z powodu nieznajomości języka.

Baskowie mają opinie zamkniętych, nieufnych, nawet nieuprzejmych; moje doświadczenia pokazują dokładnie co innego.

Wydaje mi się, że na ulicy i w codziennym życiu słychać coraz więcej baskijskiego, ponieważ w szkołach też kładzie się większy nacisk na jego naukę. Vitoria-Gasteiz, stolica Kraju Basków, w której mieszkam, jest może bardziej hiszpańska, ale i tutaj słyszy się ten język coraz częściej.

El Peine del viento, San Sebastian

2. Czy da się tego języka w miarę szybko nauczyć? Jak?

Baskijski nie jest językiem łatwym, wielu miejscowych Hiszpanów poddaje się podczas jego nauki. Oprócz dość skomplikowanej koniugacji nie są w stanie opanować deklinacji, która nie występuje w języku hiszpańskim. Dla mnie najtrudniejsze okazały się dialekty (euskalki). Ponieważ praktycznie w każdej wiosce ludzie mówią innym dialektem, w 1968 roku opracowano wspólne normy dla języka: euskara batua – czyli „baskijski ujednolicony”, a już w 1918 roku powstała Euskaltzaindia, odpowiednik RAE.

Dorośli zazwyczaj uczą się w szkołach zwanych euskaltegi, w dosłownym tłumaczeniu to „miejsce” lub „magazyn baskijskiego”. Te najpopularniejsze to prywatne organizacje AEK oraz IKA, w których nauka jest dość droga. Moim zdaniem nauka w takim centrum idzie zbyt powoli, opiera się na grach i zabawach, a gramatyka serwowana jest w małych dawkach. Chociaż lekcje przeważnie odbywają się codziennie (można się zapisać na kurs dwu, trzy lub pięciogodzinny), jeśli chodzi o mnie, po roku dwugodzinnego kursu nie byłam w stanie utrzymać jakiejś głębszej rozmowy po baskijsku. W takim tempie nauka może trwać latami.

Podobno świetnym wyjściem jest barnetegi, rodzaj internatu, w którym nie tylko zajęcia odbywają się po baskijsku, ale i życie towarzyskie toczy się w tym języku. Jest to świetny pomysł na wakacje.

Myślę, że jeżeli poświęci się sporo czasu i chęci nauce, mimo wszystko, można się w miarę szybko nauczyć baskijskiego. Chociaż nie znam żadnego cudownego sposobu i w moim przypadku proces był dosyć powolny, powiem na zachętę, że na pewno atutem tego języka jest logika słowotwórstwa, która ułatwia zrozumienie i tworzenie naprędce wyrazów, których się wcześniej nie znało.

3. Jakie jest podejście społeczeństwa, czy wyczuwa się różne nastroje względem tego języka?

Oczywiście język w Kraju Basków jest też sprawa polityczna, a polityka lingwistyczna rządu baskijskiego jest zaciekle komentowana przez zwolenników i przeciwników tego języka. Tak więc, w zależności od środowiska, w którym się obracamy, nastroje w stosunku do baskijskiego będą się zmieniać. Jako osoba „z zewnątrz”, staram się nie wciągać w lingwistyczne polemiki, choć osobiście uważam, że skoro mieszkamy w Kraju Basków, to wypada znać ten język.

4. A młodzież i dzieci? Czy chętnie uczą się euskara?

Często obserwuje wśród moich uczniów bardzo skrajne nastawienie. Myślę, że ich postawa w stosunku do baskijskiego zależy właśnie od ludzi, którymi się otaczają i od podejścia rodziny.

W szkolnictwie baskijskim funkcjonują tzw. modele lingwistyczne, niezależnie od modelu zarówno język hiszpański jak i baskijski są przedmiotami obowiązkowymi. Modelo A to nauka wszystkich przedmiotów, oprócz baskijskiego, po hiszpańsku, system ten od lat jest coraz rzadziej wybierany. Modelo D to dokładnie to samo, tylko na odwrót, czyli tylko literatura i gramatyka hiszpańska są w tym języku, a reszta przedmiotów wykładana jest po baskijsku, ponad 50% uczniów i rodziców wybiera tę właśnie opcje. Modelo B to bilingüismo, czyli system dwujęzyczny, cześć przedmiotów wykłada się po hiszpańsku, cześć po baskijsku. Do Modelo B zalicza się też trilingüismo (niektóre przedmioty są w języku angielskim), ale to, póki co, tylko w szkołach prywatnych i concertadas (chyba nie maja swojego odpowiednika w Polsce, są to szkoły, które znajdują się jakby w połowie drogi między prywatnymi a publicznymi, posiadają znaczące publiczne dofinansowania, ale administracja jest prywatna, pracownicy nie są funkcjonariuszami państwowymi).

5. Czy da się odczuć niechęć do hiszpańskiego?

Na pewno w niektórych środowiskach można odczuć. Mnie nigdy nie spotkały żadne nieprzyjemności, a zawsze używam hiszpańskiego w pierwszej kolejności, ponieważ zarówno w pracy dydaktycznej jak i naukowej posługuję się przede wszystkim hiszpańskim.

6. Czy znajomość baskijskiego otwiera jakieś drzwi, czy jest plusem w momencie ubiegania się o pracę?

Na wielu stanowiskach, przede wszystkim państwowych, znajomość baskijskiego jest niezbędna. Na pewno jest plusem i otwiera wiele drzwi, ale tak samo jest z angielskim.

7. Jeśli zaś chodzi o hiszpański – to czy zauważasz w nim lokalne smaczki, które warto poznać? Są jakieś lokalne słówka – kalki z baskijskiego?

Tak jak baskijski posiada zapożyczenia z hiszpańskiego, również i tutejszy hiszpański ma baskijskie naleciałości. Nawet RAE zatwierdziła zapożyczenia z baskijskiego takie jak aquelarre, chatarra czy sirimiri.

Generalnie, Baskowie mówią bardzo poprawnie po hiszpańsku, jeśli chodzi o wymowę.

Z lokalnych smaczków, zwróciłabym uwagę na pisownię; wiele osób, które nawet nie znają dobrze baskijskiego, często zapisuje hiszpańskie wyrazy „po baskijsku”. Na przykład, głoska „k” zapisywana jest jak po polsku, zamiast „c” lub „qu”: Kike zamiast Quique, kiero, kaka, tranki, itp., a głoska „ch” często zapisywana jest z baskijskiego „tx”: Kontxi zamiast Conchi, txungo, txapuza, itp.

Pintxos, baskijska wersja tapasów

Sporo jest też lokalnych słów, zapożyczeń z baskijskiego, używanych w codziennym hiszpańskim dyskursie. Przede wszystkim, prawie nikt nie mówi adiós, tylko po baskijsku agur. W Kraju Basków nie jemy tapas tylko pintxos. Kiedy składamy sobie życzenia lub gratulacje, mówimy zorionak zamiast felicidades. Txiki to pequeño, czesto się słyszy “Yo de txiki…” czyli “Cuando yo era pequeño/a…”, “Mi hermano es muy txiki”. Uwaga, po baskijsku kontuz (cuidado: “¡Kontuz! ¡Que te vas a caer!”), czy potoczne tranqui czyli lasai (“Lasai, ya lo haré yo, no te preocupes”) to kolejne słowa wplatane w tutejszy hiszpański. Jaia to fiesta, a gaupasa (“pasar toda la noche de fiesta y llegar a casa al amanecer”, gaunoche) to po polsku balowanie do rana: “El sábado salimos de gaupasa”. Mówimy  “ondo pasa” zamiast “pásalo bien” i „oso ondo” zamiast „muy bien”. Wszystkie te słówka i wyrażenia oraz jeszcze kilka innych są zazwyczaj swobodnie przeplatane z hiszpańskimi.

Jeśli chodzi o lokalne smaczki, warto by wspomnieć o słownictwie związanym z gastronomia, ale to chyba temat na osobny, obszerny artykuł. Nie bez powodu bowiem Óscar Terol, baskijski komik, napisał w swojej książce

“Todos nacemos vascos”: “Cualquier vasco es capaz de nombrar a cinco cocineros de su tierra, sin embargo, tendría serias dificultades para hacer una lista de cinco escritores vascos. Ya lo dice esa famosa máxima que resume el existencialismo vasco: «¿Quiénes somos? ¿De dónde venimos? ¿Dónde vamos a comer?».”

Na zakończenie, kilka słów o autorce, tego wspaniałego tekstu, w którym widać językową pasję. Formalnie Anna Maria Barczyk, od prawie 10 lat przedstawiam się jako Ania, już bez spinania się, że to niepoważne i trywialne; w Kraju Basków jest to całkiem popularne imię. Do niedawna uczyłam licealistów Lengua y Literatura Españolas oraz, sporadycznie, łaciny w Colegio Urkide Ikastetxea w Vitoria-Gasteiz, obecnie staram się okiełznać własnego niemowlaka. Jestem doktorantką Wydziału Historii Ameryki Uniwersytetu Kraju Basków (Euskal Herriko Unibertsitatea), prowadzę badania i piszę pracę doktorską o emigracji baskijskiej do Ameryki Łacińskiej. Studiowałam w Krakowie (Studia Latynoamerykańskie i Filologia Hiszpańska, UJ), na Universidad de Las Palmas de Gran Canaria i Universidad Autónoma de Barcelona. Prowadziłam też zajęcia na Wydziale Historycznym Universidad de La Sabana podczas badan w Kolumbii. Niemniej jednak, najwięcej satysfakcji daje mi praca z młodzieżą i dlatego wiążę jednak swoją przyszłość nie z wyższą uczelnią, a ze szkolą średnią. Poza tym, praca w szkole sprawiła, że pokochałam znów językoznawstwo. Każdą wolną chwilę poświęcam na podróżowanie z plecakiem (albo chociaż palcem po mapie) po Ameryce Łacińskiej.

zdjęcia: Pixabay