Czy ty też chcesz mówić jak rodowity Hiszpan?

Mam sąsiadkę z Albanii, która mówi po hiszpańsku bardzo naturalnie, swobodnie, z prawie doskonałą wymową i akcentem. Zna setki potocznych słówek i wyrażeń, gestykuluje jak Hiszpanie i tylko czasem jakieś niedbałe „r” zdradzi, że nie jest stąd. Wiem też, że nie uczyła się nigdy hiszpańskiego ani w szkole, ani na kursie. Przyjechała tu do pracy i od pierwszego dnia otoczona była tym naturalnym, normalnym hiszpańskim, którym posługują się rodziny, u których pracowała. Jej hiszpański nie jest perfekcyjny, ale jest prawie taki, jakiego używają rodowici Hiszpanie ze środowisk, z którymi tu miała styczność. Brzmi dobrze, ona mówi już prawie prawie „jak rodowity Hiszpan”, ale na pewno nie jest to język podręcznikowo doskonały.

To ideał, prawda? Mówić tak, jakbyśmy się od dziecka bawili na madryckich ulicach. Może ty też dążysz do tego, żeby mówić „jak rodowity Hiszpan” albo „znać hiszpański na poziomie native’a”? Jeśli to cię motywuje, to nie ma problemu. Inna sprawa jest taka, że prawdopodobnie nie zastanowiłeś się, jaki ten autentyczny hiszpański jest i czy w ogóle jest to coś, czego się można nauczyć.

Niestety, nie podam ci w tym tekście przepisu na udoskonalenie twojego języka. Zapraszam cię natomiast do refleksji nad tym rodowitym ideałem, z którym wiele osób próbuje się równać, chyba trochę po omacku. Dobra wiadomość jest taka, że kiedy odczarujemy magię „języka jak u native’a” to prawdopodobnie bardziej docenisz hiszpański, którym już władasz.

Jak mówią Hiszpanie?

Jeśli już otwierałeś usta, żeby udzielić odpowiedzi, w której pewnie pojawiłyby się wyrazy „seplenią”, „głośno”, „gestykulują”, to powstrzymaj się jeszcze przez chwilę. Może w dobrym guście jest nie odpowiadać pytaniem na pytanie, ale tutaj to jest niemożliwe. Jak mówią Hiszpanie? Którzy Hiszpanie?

Czy chodzi o tych z północy, melodyjnie układających głos mieszkańców Galicji? A może to Katalończyków bierzemy sobie za przykład, oni tak ładnie wywijają język wymawiając „l”. No dobrze, ale co z Andaluzją? A Wyspy Kanaryjskie? To przecież nadal ta sama Hiszpania… Co z tego, że ta sama, skoro inne są nie tylko wymowa i melodia wypowiedzi, ale też używane słownictwo, przede wszystkim na poziomie języka potocznego. Różnice dotykają nawet gramatyki. Przecież są regiony, w których, na przykład, do minimum ograniczone jest użycie czasu Pretérito Perfecto (he cantado) na rzecz Pretérito Indefinido (canté).

Gdy rodowity mieszkaniec Walencji wróci do domu mokry po ulewie powie me he chopao , a do ryżu z owocami morza zamówi ajoaceite zamiast alioli. Ktoś, kto wychował się w Saragossie, pewnie już zawsze będzie prosił o un poquico de agua. A ty? Skąd jesteś i skąd jest twój hiszpański „rodowitego Hiszpana”? Przecież nie wyczarujesz sobie hiszpańskiego pochodzenia! Dopiero wieloletnie mieszkanie w jednym miejscu w Hiszpanii dałoby ci szansę przesiąknięcia lokalną odmianą języka. Niestety, nawet w takich okolicznościach prawdopodobnie usłyszałbyś „mówisz trochę jak ludzie z Barcelony/Bilbao/Majorki” a nie „jesteś z Barcelony?”.

Naturalność, swoboda i poprawność językowa

Teraz druga kwestia. Czy tego naturalnego, swobodnego języka da się nauczyć? Kluczowe jest tu słowo NAUCZYĆ. Bo na kursach uczymy się standardu, normy językowej, która zakłada pewne użycia poprawne i dopuszczalne. Jednocześnie odrzuca się i często piętnuje użycia językowe, które według tej normy są niepoprawne. Mówiąc inaczej, uczymy się zawsze tego, co poprawne, słownikowe, zgodne z zasadami ortografii i gramatyki. Uczymy się też o błędach, ale w kontekście ich unikania.

Hiszpanie też się kiedyś uczyli ortografii i gramatyki, ale absolutnie nie daje im to dożywotniej ochrony przed popełnianiem językowych błędów. Być może wynika to z niestaranności, niedbalstwa, wpływu otoczenia, w każdym razie, rodowici Hiszpanie mówią i piszą z błędami. Zapytają ¿dónde *estuvistes anoche?, zjedzą końcówkę w estudiao, uzgodnią niepoprawnie czasownik w siguen habiendo disturbios. Ty, ucząc się języka z podręcznika, nawet nie wpadłbyś na takie błędy, nie przyszłyby ci one do głowy. Z drugiej strony, Hiszpanowi nie mieści się w głowie, że można pomylić ser z estar… A przecież nie będziesz się na siłę uczył niepoprawnych konstrukcji! Zwłaszcza, że oznaczałoby to oduczenie się wpojonych wcześniej zasad gramatyki.

Hiszpański dobry i lepszy

A teraz porównajmy nasz wyuczony zgodnie z regułkami, poprawny i bogaty hiszpański z hiszpańskim mojej sąsiadki. Przekonamy się, że ten drugi, mimo że pełny niepojętych dla nas błędów, na co dzień brzmi zdecydowanie bardziej naturalnie. Nie znaczy to wcale że jeden z nich jest LEPSZY. Przecież uczymy się języka w zupełnie różnych kontekstach, mamy inne cele. Ty być może chcesz w przyszłości tłumaczyć, uczyć, pisać, może będziesz pracować z hiszpańskimi klientami. Moja sąsiadka nauczyła się takiego języka, jaki jest jej potrzebny do życia w Hiszpanii, wmieszania się w tłum, poczucia jak u siebie w domu. Może nawet nie wie dokładnie, co to jest Subjuntivo, ale wie, że w zdaniu no quiero que te vayas ma się pojawić właśnie to vayas, a nie vas.

Wracając do tytułowego pytania, czy rzeczywiście chcesz mówić jak rodowity Hiszpan? Znając realne szanse na osiągnięcie tego ideału… może warto jednak inaczej zdefiniować swoje cele w nauce języka. Myślę, że dużo lepszą motywacją do nauki jest wyznaczenie sobie nie tyle modelu, do którego chcemy dążyć, ale raczej konkretnego celu. Na przykład, chcę znać język w takim stopniu, żeby móc się swobodnie poruszać po Sewilli podczas urlopu w przyszłym roku. Chcę zdać egzamin, chcę się dostać na wymarzone studia, chcę dostać pracę w hiszpańskim biurze obsługi klienta, chcę móc przeczytać Marqueza w oryginale… Zgodzisz się, że brzmi to bardziej osiągalnie i sensownie od prób podszycia się pod bliżej nieokreślonego „rodowitego Hiszpana”?

  • Ideały nie istnieją, a obcokrajowiec nigdy nie będzie mówić tak jak native. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze, żeby można się było dogadać. Żaden native nie oczekuje, że obcokrajowiec będzie się posługiwać językiem perfekcyjnie. A takie próby mówienia jak rodowity Hiszpan często wypadają po prostu śmiesznie i nienaturalnie.

  • Podpisuję się pod tym w 100%. Przed wyjazdem na Erasmusa do Hiszpanii miałam jakieś mgliste plany „załapania akcentu”, ale niestety el andaluz zupełnie mnie nie przekonał. Czuję, że brzmiałoby karykaturalnie, gdybym na siłę starała się mówić podobnie jak ludzie z Almerii. Mam dużo zastrzeżeń co do mojego hiszpańskiego, chciałabym popracować nad akcentem i intonacją, wymową niektórych głosek, rozbudować słownictwo… Fajnie by było kiedyś usłyszeć „mówisz trochę jakbyś była z (tu wstaw jakiś kraj hiszpańskojęzyczny lub jego/region)”, ale nie dążę jakoś do bycia uznawaną z native’a (plus chyba mnie trochę demaskuje wygląd :P). Pozdrawiam!
    PS. Pracuję w obsłudze klienta z hiszpańskim. Ludzie ewidentnie słyszą, że nie jestem nativem, ale reagują raczej pochwałami typu „dobrze mówi pani po hiszpańsku” niż złością i żądaniem podania do telefonu rodzimego użytkownika języka (o czym opowiadali znajomi z linii francuskiej).

    • Rozumiem Cię doskonale, andaluzyjski na pewno można pokochać i przejąć tamtejszy akcent, ale albo musi to być kwestia uczenia się od podstaw właśnie z tamtejszymi nauczycielami (nie ukrywającymi swego akcentu) albo wieloletniego mieszkania w regionie.

      To co piszesz o reakcjach na obcokrajowców obsługujących infolinię po hiszpańsku / francusku jest bardzo ciekawe. Z mojego doświadczenia, w Hiszpanii na infolinii pracują osoby hiszpańskojęzyczne, ale najczęściej z Ameryki. Stąd wiele osób jest już przyzwyczajonych do innego akcentu.

  • Aż mi serce podskoczyło gdy przeczytałam o -ico z Saragossy! Mieszkałam tam przez ponad 3 lata, a i teraz bardzo często tam bywam. Czy brzmię „jak rodowity Hiszpan” 😀 czy nie, pomiędzy mną a mężem z Aragonii -ico powtarza się bardzo często 🙂 i wychodzi mi zupełnie nieświadomie, uwielbiam te zdrobnienia!

    • Nie mam wątpliwości, że Ty brzmisz PRAWIE jak rodowita Hiszpanka z Saragossy, a ja PRAWIE jak z Walencji. To nieuniknione (i piękne!), że przebywając dłużej w danym regionie, a szczególnie żyjąc na co dzień z jej mieszkańcami, „zarażamy” się lokalnymi smaczkami. Walenckie zdrobnienie to z kolei -ete i też mi się bardzo podoba (un poquete, majete itd.)

      • Femme Nikita

        A może tak wpis o tych zdrobnieniach i smaczkach językowych właściwych dla różnych rejonów Hiszpanii? O języku ogólnym jest sporo, ale o dialektach i regionalizmach mało na blogach językowych, więc taki wpis pewnie byłby dla wielu miłośników języka hiszpańskiego interesujący.

  • Tego, że hiszpański w każdej części kraju jest nieco inny miałam świadomość 🙂 od Męża nauczyłam się używać wielu zdrobnień typowych dla Andaluzji, ale nie stawiam sobie za cel mówienia jak „native”, w sumie chyba dosyć skutecznie „wyleczyło” mnie z tego studiowanie francuskiego i pracowanie jako wakacyjna opiekunka do dzieci we Francji i Belgii. W Belgii zdarzyło mi się, że pytano mnie z którego regionu Belgii jestem. Ale w sumie tam to nie dziwi 😉 We Francji jedynie raz Francuzka zapytała mnie z której części Francji (!) jestem. Częściej słyszałam, że mam taki malutki akcencik (ale nie byli w stanie zidentyfikować kraju) 😉

    • dorota

      To, że mówiąc w języku obcym mamy „malutki akcencik” to chyba kwestia naszego języka ojczystego. Dzięki temu, że polski ma tak wielką różnorodność dźwięków, a Polacy uczą się języków obcych od najmłodszych lat, naprawdę dobrze sobie radzimy mówiąc innymi językami. Zawsze COŚ z tego polskiego słychać, ale nie jest to tak mocny i łatwy do zidentyfikowania akcent jak np. angielski, amerykański, francuski czy rosyjski.

    • To, że mówiąc w języku obcym mamy „malutki akcencik” to chyba kwestia naszego języka ojczystego. Dzięki temu, że polski ma tak wielką różnorodność dźwięków, a Polacy uczą się języków obcych od najmłodszych lat, naprawdę dobrze sobie radzimy mówiąc innymi językami. Zawsze COŚ z tego polskiego słychać, ale nie jest to tak mocny i łatwy do zidentyfikowania akcent jak np. angielski, amerykański, francuski czy rosyjski.

  • Agnieszka

    👌👍

  • Magdalena Kozak

    A czy uważasz, że możemy mówić jak native? Czy według Ciebie jest to możliwe?

    • dorota

      Wydaje mi się, że jeśli nie uczymy się od dziecka i to warunkach dwujęzyczności, to nie jest to możliwe. Możemy mówić PRAWIE jak native, to na pewno 🙂

    • Wydaje mi się, że jeśli nie uczymy się od dziecka i to warunkach dwujęzyczności, to nie jest to możliwe. Możemy mówić PRAWIE jak native, to na pewno 🙂

  • Masz zupełną rację, powinniśmy stawiać sobie cele i do nich dążyć podczas nauki języka (a w zależności od celu – tak się powinniśmy uczyć). To trochę takie „typowo polskie”, ambitne podejście, żeby się uczyć mówić jak rodowity obcokrajowiec.

    • To nasze ambitne podejście na pewno ma wiele zalet, ale zdarza się też, że staje nam na drodze do swobodnego porozumiewania się (kompleksy!!).