Czy dobrze się mieszka w Walencji i w Barcelonie i dlaczego?

Co takiego ma w sobie Twoje miasto, że zdecydowałeś się w nim zamieszkać? Myślę, że tylko niewielka liczba osób może powiedzieć, że zdecydowała się na zamieszkanie w jakimś szczególnym kraju i mieście po rozważeniu wszystkich za i przeciw. Zazwyczaj to nie my wybieramy miejsce, w którym będziemy żyć, lecz to miejsce wybiera nas (w konkretnym miejscu się wychowujemy, tam mamy rodzinę, dostajemy atrakcyjną ofertę pracy albo odnajdujemy naszą drugą połówkę pomarańczy). W większości przypadków więc balans „za i przeciw” przeprowadzamy dopiero po fakcie, po miesiącach lub latach życia w jakimś mieście na co dzień.

Jak ja oceniam moje dotychczasowe mieszkanie w Hiszpanii, w Walencji? Jakie są największe zalety tego miasta, a co nie do końca mi w nim odpowiada? Do takich przemyśleń skłoniło mnie przeczytanie tego raportu o największych zaletach Barcelony przygotowanego przez agencję wynajmu apartamentów w Barcelonie. Chodzi o badanie przeprowadzone wśród osób w pewnym sensie podobnych do mnie – przybyszy z innych krajów, którzy z różnych przyczyn na dłużej wylądowali w Barcelonie.

Jak mieszkańcy miasta przyjmują obcokrajowców?

Wspomniany raport pokazuje, że większość osób uznała za „co najmniej zadowalające” przyjęcie, z jakim się spotkały ze strony Katalończyków w Barcelonie. Ale jeśli dobrze się przyjrzeć dokładnym liczbom, ledwie 13% obcokrajowców uznała, że to przyjęcie było „bardzo dobre”. Zupełnie mnie to nie dziwi!

Ja też tutaj, w Walencji, przez dłuższy czas „docierałam się” z tubylcami. Na każdym kroku wydawało mi się (piszę – wydawało, bo nie wiem, na ile byłam obiektywna w mojej ocenie, a ile w tym wszystkim było wychodzących ze mnie kompleksów i strachu przed nowym i nieznanym), że jestem traktowana z góry jako osoba pochodząca z innego kraju.

Już samo załatwianie najważniejszych papierów pozwalających obcokrajowcowi na spokojnie mieszkanie w Hiszpanii może przysporzyć bólu głowy.

Odsyłają cię z urzędu do urzędu, każą czekać w długich kolejkach, wypełniać niezrozumiałe formularze. Kiedy wreszcie dochodzisz do okienka, wyczerpany czekaniem w zgiełku i zupełnie zdezorientowany, okazuje się, że musisz wrócić następnego dnia, bo nie przyniosłeś kopii paszportu, która teoretycznie nie była wcale wymagana. Nie mówiąc już o tym, że nawet tak podstawowe kwestie jak wynajem mieszkania, założenie konta w banku i załatwienie karty zdrowia wymagają anielskiej cierpliwości (której – jak ci się pewnie wydaje, Hiszpanie wcale tobie nie okazują!).

Teraz już tak nie myślę, czuję się tutaj naprawdę mile widziana i „bardzo dobrze przyjęta”, ale żeby dojść do takiego stanu, potrzebowałam czasu (przeczytaj o moich bardziej pozytywnych doświadczeniach)!

Co z tym katalońskim?

Obecność języka walenckiego w administracji i w pewnych kręgach społeczeństwa też czasem dała mi w kość. To bardzo frustrujące, gdy przeprowadzasz się do kraju, którego język teoretycznie znasz (hiszpański), a tu nagle okazuje się, że bez drugiego oficjalnego języka po prostu się gubisz (dodam, że z perspektywy czasu widzę, że walenckiego używa się tu jednak bardzo, bardzo rzadko, przeszkadzało mi to w momencie, gdy przygotowywałam się do egzaminy… nie miałam praktyki!). Wyobrażam sobie, że w Katalonii pod tym względem jest jeszcze gorzej: tam język kataloński jest w powszechnym użyciu i wiem od znajomych mieszkających w Barcelonie, że czasem nawet obcokrajowcy nie mogą liczyć na taryfę ulgową: zdarza się, że w odpowiedzi na swoje pytania zadane po hiszpańsku, otrzymują odpowiedź po katalońsku. Mimo wszystko, cytowane badanie pokazuje, że większość osób ocenia raczej pozytywnie to, jak zostali przyjęciu przez mieszkańców miasta. Bądź co bądź, Barcelona ma bardzo międzynarodowy klimat, pełno w niej przybyszów z różnych stron świata, czasem zostających na dłużej, czasem tylko odwiedzających. Dopóki ci przybysze nie robią zbyt wiele hałasu, szanują tamtejszy styl życia i wykazują chęć integracji, Katalończycy na pewno nie odwrócą się do nich plecami.

Hiszpańscy znajomi i przyjaciele

Na stronie z cytowaną ankietą pojawiają się przykładowe odpowiedzi badanych osób. Przytoczę jedną, która wydaje mi się bardzo trafiona i myślę, że spokojnie mogłaby się odnosić nie tylko do Barcelony, ale do wielu hiszpańskich miast w ogóle:

„Ludzie są zamknięci i nie jest łatwo przebić się do kręgu ich znajomych. Jednak kiedy już się to uda, są naprawdę w porządku.”

Święta prawda! Może przed wyjazdem do Hiszpanii wiele osób ma inne wyobrażenie o tym narodzie. Mówi się przecież, że są oni bardzo otwarci i serdeczni, nawet niedawno poznane osoby traktują jak amigos. Moim zdaniem (i zdaniem wielu osób, z którymi ten punkt widzenia konfrontowałam) to stereotyp, złudne wrażenie, które szybko weryfikuje tutejsza rzeczywistość. Żeby naprawdę zostać zaakceptowanym w hiszpańskim towarzystwie i zbudować sobie zgraną grupą znajomych, trzeba się bardzo postarać, a przede wszystkim to wymaga czasu. Hiszpanie rzadko chcą inwestować czas i energię w przyjaźnie z osobami, które być może są tu tylko przejazdem.

Trzy największe zalety Barcelony i Walencji

Kolejne ciekawe pytanie w ankiecie to „trzy największe zalety Barcelony”. Odpowiedzi badanych: jakość życia (70%), klimat (67%), kultura (43%), morze (42%), lokalny charakter (30%), życie nocne (17%) oraz jedzenie (12%).

Najbardziej cenione aspekty życia w Barcelonie

Najbardziej cenione aspekty życia w Barcelonie

Przyznam, że trudno mi wybrać z tej listy moje trzy typy. Co najbardziej sobie cenię w Walencji? Jeśli moją odpowiedź miałabym zamknąć w tych opcjach, to wybrałabym 1) jakość życia, 2) lokalny charakter i 3) jedzenie.

Jeśli masz pracę (nawet taką dla mileuristas, czyli pracę dla osób zarabiających około 1000 euro miesięcznie) i w Hiszpanii jesteś, bo chcesz tu być, to możesz mieć naprawdę fajne życie. W miastach takich jak Walencja czy Barcelona przez wiele miesięcy w roku panuje bardzo przyjemna pogoda, świeci słońce, nie zaznasz braku witaminy D. Można uprawiać sporty, spacerować, jest ciekawa oferta kulturalna, piękne okolice, morze, mnóstwo przytulnych kawiarenek i restauracji z pysznym jedzeniem, w których możesz być stałym bywalcem bez potrzeby wydawania na to majątku. Zawsze są dostępne świeże owoce i ryby, możesz w miarę wygodnie korzystać z podstawowych usług i opieki zdrowotną na świetnym poziomie.

A teraz płynnie przechodzimy do punktu 2 (lokalny charakter), bo oto na co dzień spotykasz na swojej drodze uśmiechniętych ludzi, sympatycznych sprzedawców, życzliwych sąsiadów. Jakie to ważne, że codziennym rytuałem w pracy nie jest wspólne narzekanie i burczenie, bo za zimno, za drogo, za ciepło, podatki, reumatyzm…! W kolejkach nikt Cię nie szturcha, w autobusie rzadko poczujesz na sobie zabójcze spojrzenie mówiące „ustąp mi”, ludzie się ze sobą witają z uśmiechem na ulicy i nie wtrącają się do twojego prywatnego życia. Nikogo tu nie obchodzi, z kim żyjesz i jak żyjesz, ile masz dzieci i dlaczego tylko jedno, czy w twojej rodzinie ktoś urodził się z in-vitro, gdzie chodzisz w niedzielę, ile masz pieniędzy na koncie i czy możesz sobie pozwolić na kolejne wczasy na Majorce.

Teraz, gdy już się rozpisałam o tym „lokalnym charakterze”, mam wręcz ochotę wynieść go na pierwsze miejsce na mojej liście trzech zalet… Właściwie w moim rozumieniu „lokalnego charakteru” zamyka się też kultura (ta pisana z „k”), kultura bycia, kultura pracy, kultura codzienności. Czyli wszystko to, co naprawdę zaczynasz doceniać po dłuższym przebywaniu w jakimś miejscu (bądźmy szczerzy, kwestia życia nocnego, na którą zwrócili uwagę ankietowani na temat Barcelony to sprawa drugorzędna dla większości śmiertelników).

Na trzecim miejscu umieściłam jedzenie. Jestem miłośniczką kuchni i gotowania. Mimo że nie powiedziałabym, że kuchnia hiszpańska jest moją ulubioną, to bardzo, bardzo cenię sobie tutaj łatwość z jaką można zdobyć wszelkie składniki, jakie zmotywowanemu kuchcikowi mogą się przyśnić. Pyszne owoce i warzywa przez cały rok, dobrej jakości ryby i wędliny, sery. Są sklepy z produktami indyjskimi, chińskimi, polskimi, od kilku lat nie brakuje też oferty „eko” i już prawie każdy tutaj wie, czym jest trigo sarraceno (gryka). Poza tym można dobrze zjeść za małe pieniądze praktycznie wszędzie! Przyznam, że o trzecie miejsce biło się u mnie jedzenie z klimatem… no ale nie mogę, nie mogę z czystym sumieniem umieścić tutaj klimatu, bo jestem z tych osób, które przez dwa miesiące wręcz umierają z gorąca i przez kolejne dwa dygocą z zimna. Wiem, że zarówno Barcelona jak i Walencja cieszą się opinią miejsc o raczej „łagodnym klimacie”, bo jednak nasze upały nijak się mają do tych andaluzyjskich i nie pada tutaj tyle co w Galicji, jednak ten dobry (a mógłby być jeszcze lepszy) klimat ja już wliczyłam w jakość życia i nie zasługuje sobie na osobne miejsce na podium.

Chyba jednak jestem jakaś dziwna, bo z badania na temat Barcelony wynika, że inni Polacy ocenili najwyżej klimat (61%), kulturę (18%), morze (7%) i jakość życia (7%). Myślę, że możemy tu mieć do czynienia ze zmienną ukrytą: być może przebadani Polacy przyjechali do Barcelony stosunkowo niedawno? Może wciąż zachwycają się głównie tym, że w grudniu słońce nie zachodzi po 15 i już w połowie wiosny można się wylegiwać na plaży? Nie mogę ich za to winić!

Dobrze, wygodnie, bez nudy

Wreszcie w raporcie pojawia się kilka komentarzy na temat jakości życia w Barcelonie, a wśród nich taki, który idealnie oddaje moje wrażenia z życia w Walencji:

„Tętniące życiem miasto, przyjemny klimat, jedzenie w dobrych cenach i ciągle nowe miejsca czekające na odkrycie.”

Tak, to ogólniki, które mogą się odnosić właściwie do każdego hiszpańskiego miasta. Ale to właśnie ta opinia mi się spodobała: wyważona, bez przesadnego zachwytu żadnym aspektem życia w Barcelonie, który świadczyłby o tym, że autor tego komentarza zachłysnął się nowym doświadczeniem. Parafrazując, w Barcelonie jest przyjemnie, jest dobrze, nie jest nudno. Mam identyczne odczucia w stosunku do Walencji!

Ciekawa jestem, jakie są Twoje doświadczenia związane z Barceloną lub innymi miastami hiszpańskimi, w których miałeś możliwość przez jakiś czas pomieszkać. Co szczególnie skradło Twoje serce? Czy był to klimat, morze, czy raczej pyszne jedzenie? A może coś zupełnie innego? Daj znać w komentarzu!

Ten wpis powstał we współpracy z agencją OK Noclegi Barcelona.