Czy Hiszpanie dużo przeklinają?

Już na pierwszych zajęciach z hiszpańskiego pojawiają się pytania ze strony uczniów: czy to prawda, że Hiszpanie cały czas przeklinają? Dlaczego oni są tacy wulgarni? Czy ja też powinienem częściej mówić mierda? Temat wydaje mi się ogromnie ciekawy nie tylko z punktu widzenia kulturowego, ale też z perspektywy osoby uczącej się języka. Pozwól więc, że na początek napiszę, co ja wiem na temat i co na temat swojej przesadnej ordynarności myślą sami Hiszpanie.

Hiszpanie cały czas przeklinają

Czy nie masz czasem takiego wrażenia? Hiszpanie są głośni, hałaśliwi i w dodatku nadużywają wulgarnych wyrażeń. Właściwie to CUD, że ktokolwiek jeszcze chce się uczyć ich języka i z nimi rozmawiać, prawda?

Powszechne jest przekonanie, że Hiszpanie nie przebierają w słowach w swoich codziennych rozmowach. Wyrazy takie jak mierda, puta, cojones, coño, cabrón wydają się wręcz nieodzowne do efektywnej komunikacji w Hiszpanii.

Osoba pochodząca z innego kraju i mówiąca językiem, w którym przekleństwa są absolutnym tabu jest przerażona, gdy po raz pierwszy spotyka się z tym zjawiskiem. Tworzy sobie w głowie obraz Hiszpana – pyskacza, słownego oprawcy, agresywnego rozmówcy. Sprawę pogarsza fakt, że ogromna część hiszpańskich przekleństw bezpośrednio odnosi się do naszych polskich tabu i świętości. Są tu wulgaryzmy związane z religią, brzmiące jak najgorsze bluźnierstwa (hostia, cagarse en Dios), cała masa przekleństw związanych z seksem i seksualnością (coño, joder, cojón, puta, polla, itd.), nawiązujących do czynności fizjologicznych (cagarse, mierda). W tym hiszpańskim słowniku codziennym wulgaryzmów pojawiają się słowa, które w polskiej rzeczywistości przypisalibyśmy najgorszym mętom i degeneratom. Tymczasem w Hiszpanii wydaje się, że tak mówią wszyscy!

Skąd tyle wulgaryzmów w języku hiszpańskim?

Należy pamiętać, że obelgi, zniewagi i przekleństwa istnieją w języku od zawsze, choć zmieniają się słowa i wyrażenia używane w celu ubliżenia innymi, zmieniają się też sytuacje, w których przekleństwa mogą się pojawiać. Okazuje się, że sami Hiszpanie zauważają, że w obecnych czasach „przeklina się więcej”, przekleństwa są bardziej widoczne w przestrzeni publicznej. W jakimś momencie te słowa uznawane kiedyś za nieprzystające osobom o pewnym poziomie kultury osobistej znalazły się na ustach wszystkich. Dzisiaj przekleństwa można usłyszeć od polityków i osób publicznych (mieliście okazję obejrzeć rozdanie nagród Goya 2015? Podczas gali znany aktor Dani Rovira rzucał hostiami na prawo i lewo). Niegdyś były to wyrażenia zarezerwowane dla skrajnie kolokwialnego języka mówionego, dzisiaj te słowa pojawiają się w prasie i w felietonach znanych pisarzy. Dawniej kobiety praktycznie nie używały tego rodzaju słownictwa, dzisiaj kobiece przeklinanie jest na porządku dziennym.

Język wulgarny pojawia się w rozmowach z kolegami z pracy, na ulicy, wśród znajomych, w internecie, w prasie, w telewizji. Używają go osoby o różnym wykształceniu, kobiety, mężczyźni, młodzi i starsi. Wiele przekleństw spowszedniało do tego stopnia, że ich obraźliwy ton złagodniał, nie rażą tak jak wtedy, gdy używane były wyłącznie w sytuacjach konfliktowych i rzeczywiście w w celu urażenia czyichś uczuć.

Co się stało? Kiedy sytuacja się zmieniła i dlaczego?

Językoznawcy wskazują, że zmiana postrzegania wulgaryzmów przyszła wraz z transformacją ustrojową

Po upadku dyktatury Francisco Franco i przejściu do demokracji (cały proces miał miejsce na przełomie 1970 i 1980), nastąpiła liberalizacja w praktycznie wszystkich sferach życia Hiszpanów, również w użyciu języka. Nowe zasady polityczne i społeczne i dążenie do wyrównania sytuacji pomiędzy członkami społeczeństwa spowodowało, że zatarły się różnice w sposobie mówienia osób wywodzących się z różnych środowisk. Politycy i osoby publiczne, chcąc zbliżyć się do obywateli również postawili na mniej formalny sposób wyrażania się. Kobiety nie mogły pozostać w tyle.

Dlaczego przekleństwa mają być domeną wyłącznie mężczyzn w społeczeństwie dążącym do równości i równouprawnienia na wszystkich płaszczyznach?

Należy się jednak wystrzegać generalizowania – to nie język hiszpański jest wulgarny sam z siebie, to właśnie Hiszpanie przeklinają publicznie wyjątkowo często. Sposób wyrażania się jest zupełnie inny w krajach Ameryki Południowej, w większości tych krajów przekleństwo jest nadal częścią językowego tabu i nie pojawia się w przestrzeni publicznej. To bardzo istotna informacja dla osoby uczącej się hiszpańskiego: nawet jeśli Twój dobry kumpel Diego z Madrytu i jego kuzynka Carmina mieszkająca w Barcelonie (podobno w tych dwóch miastach przekleństwa słyszy się najczęściej) klną jak szewcy, nie znaczy to, że tego samego należy się spodziewać po odwiedzających Kraków Meksykanach.

Podsumowując, wygląda na to, że to prawda, że Hiszpanie przeklinają często, Twoje wrażliwe ucho wcale Cię nie myliło. Co więcej, oni sami są tego świadomi, a nawet próbują znaleźć logiczne wyjaśnienie dla tego zjawiska – wydaje się, że ma ono wiele wspólnego z historią Hiszpanii i jej drogą do demokracji.

Bez odpowiedzi pozostawiłam natomiast inne pytanie.

Co z tym kuszącym zakazanym owocem (przekleństwami) powinna zrobić osoba ucząca się hiszpańskiego? Ugryźć czy zostawić na drzewie? A jeśli ugryźć, to z której strony?

Specjalny tekst na ten temat już powstaje. W międzyczasie możesz poczytać o hiszpańskim przeklinaniu po hiszpańsku.

Źródła:

  1. ¿Somos malhablados?
  2. La era dorada del taco
  3. Los españoles incorporan más tacos en su lenguaje