Hiszpanów opinie o Polsce i Polakach

Co to znaczy być Polką mieszkającą w Hiszpanii? Nie martwcie się (a może nawet Was zawiodę), nie będę pisać o trudach emigracji ani o tym jakie to straszliwe traktowanie ze strony tubylców mnie tutaj spotyka, bo tak nie jest. Czasem nawet czytając polską prasę, zwłaszcza w ostatnich dniach, wydaje mi się, że gorzej się Polki traktuje w ich własnym kraju. Ale to temat na inny tekst i pewnie też na inny blog.

Wracając do pytania, co to znaczy być Polką w Hiszpanii? Zawsze z wielką ciekawością wsłuchuję się w pierwsze zdanie, jakie wypowiadają napotkani przeze mnie ludzie zaraz po tym, jak na ich pytanie „skąd pochodzisz?” odpowiadam „z Polski”. Można usłyszeć naprawdę ciekawe i dające do zastanowienia rzeczy na temat naszego kraju, naszych rodaków i tego jak jesteśmy tutaj odbierani. Powiem krótko: ogólna opinia jest bardzo bardzo dobra. Nie spotkałam się ze złym traktowaniem (ani nawet z jakimś niemiłym spojrzeniem rzuconym w moją stronę) po tym jak wyszło na jaw żem z kraju nad Wisłą. Wręcz przeciwnie! Hiszpanie raczej nie są skłonni do milczenia, kiedy tylko mają ku temu okazję, wyrażają swoją opinię na wszelkie tematy, jakie się nawiną. A polskość rozmówcy to przecież temat nie byle jaki!

Zebrałam w tym wpisie kilka ciekawych opinii, z którymi w ostatnim czasie się spotkałam. Jaka szkoda, że wcześniej nie zaczęłam sobie tego wszystkiego zapisywać!

A wszystko te polskie oczy

W urzędzie usłyszałam „Skąd jesteś, z Rumunii”? Kiedy odpowiedziałam, pani uśmiechnęła się i powiedziała:

Jasne, że jesteś Polką, przecież masz p o l s k i e   o c z y !

Słyszałam już o polskich głowach (nieproporcjonalnie wielkich), ale polskie oczy to była dla mnie zupełna nowość! Kiedy skomentowałam to wydarzenie na FB wiele osób wypowiedziało się i dodało, że Polacy są w świecie rozpoznawani również przez: szerokie rozstawienie oczu, wydatne kości policzkowe, kolor włosów, fryzurę (krótko „na męsko” obcięte włosy u kobiet) i polski nos. Wygląda więc na to, że zdradza nas twarz, tego nie da się ukryć!!

Mam mieszkanie do wynajęcia

Innym razem, w innym urzędzie wypełniałam papiery. Urzędniczka zauważyła, że zamiast hiszpańskiego DNI mam ze sobą paszport i zapytała skąd jestem. Gdy odpowiedziałam podała mi swoją wizytówkę i rzekła:

A może masz jakichś swoich ludzi, którzy szukają mieszkania do wynajęcia? Mam takie jedno, właśnie szukam lokatorów…

Byłam w szoku!! Z jednej strony to bardzo dobrze świadczy o jej opinii o Polakach – uznaje ich za wartościowych lokatorów, którzy nie będą kopniakami roznosić ścian w salonie i będą sumiennie płacić czynsz co miesiąc. Z drugiej strony moje wredne ja miało nieodpartą ochotę powiedzieć jej, że owszem, mam takich „swoich ludzi”, którzy właśnie szukają mieszkania do wynajęcia, jeden jest z Somalii, a drugi z Czeczenii. Do dzisiaj żałuję, że nie przeprowadziłam takiego eksperymentu, ciekawe, jak zmieniłby się wyraz twarzy tamtej pani? Ironia losu, bo zaledwie dwa tygodnie później mój drogi przyjaciel (z Polski) zdecydował się na przeprowadzkę do Walencji… i nie mógł znaleźć mieszkania!! Było już niestety za późno, żeby wrócić po wizytówkę.

On słuchał tylko swojej mamy

Rok temu, w rozmowie z instruktorką pilates wyszło na jaw, że ona przez kilka lat związana była z Polakiem, w czasie, gdy oboje mieszkali w Londynie. Niestety, nie udało im się, rozstali się. Powód? Według tamtej dziewczyny, on był zbyt mocno związany ze swoją mamą. Wciąż do niej dzwonił, pytał ją o zdanie w każdej kwestii, liczył się z jej opinią bardziej niż z opinią swej partnerki. Hiszpanka tego nie zniosła i się wyniosła. Ciekawe, bo to właśnie Hiszpanie słyną z tego, że są wyjątkowymi maminsynkami!

Pranie mózgu

Taka sytuacja spotkała mnie pewnego razu podczas spotkania z listonoszem. Wręczał mi właśnie list z Polski i kiedy spojrzał na znaczek i adres nadawcy zapytał mnie

¿AllÍ es una comida de coco no?
Tam to wam piorą mózgi, nie?

Z tego, to tam dalej mamrotał wywnioskowałam, że chodziło mu o przesadny konserwatyzm panujący w Polsce. Ale przyznam, że bardziej niż sama opinia zaskoczyło mnie rzeczownikowe użycie comida de coco od idiomu comer el coco. Takie skrzywienie zawodowe… (pisałam o tym idiomie tutaj).

Zimno jak u Mikołaja

Klasyk gatunku to reakcja młodej fryzjerki, z którą rozmawiałam na temat naszego kraju. W jej przekonaniu w Polsce jest bardzo, bardzo zimno, z którego to powodu szczerze naszemu narodowi współczuje i rozumie nasze zafascynowanie hiszpańskim klimatem. Zrozumiałam jej przesadne przerażenie naszym zimnem dopiero wtedy, gdy zaczęła mi coś opowiadać o krótkich dniach, reniferach i świętym Mikołaju: pomyliła Polonię z Laponią.

Padali jak muchy

Skrajnie inna była natomiast reakcja pielęgniarki, która badała mi ciśnienie przy okazji rutynowych badań. Miała okazję odwiedzić Polskę w celach turystycznych w sierpniu zeszłego roku. Było tam wtedy tak gorąco, że w jej słowach

Polacy padali jak muchy, a nawet ja sama wciąż byłam oblana potem

W jej słowach drżało przejęcie losem bliźnich z kraju na wschodzie. W końcu kto jak kto, ale rodowita mieszkanka Walencji wie, co to znaczy paskudny upał odbierający chęć do życia. A mimo wszystko, najgorszy upał jaki sobie zapamiętała, to właśnie ten polski. W jej pamięci nasz kraj już na zawsze pozostanie synonimem europejskiego kotła z wrzącą smołą.

Moja córka studiowała medycynę w Krakowie

Zawsze mnie zaskakuje to, ilu Hiszpanów miało jakiś kontakt z Polakami lub zwiedzało Polskę. Mnóstwo! Mój lekarz rodzinny, na przykład, przy każdej okazji wspomina o tym, jak świetnie jego córka sobie radziła na Erasmusie w Krakowie. Była zachwycona miastem, uczelnią, jakością nauczania. Odwiedzili ją kilkakrotnie całą rodziną i od tamtej pory wszyscy darzą Polskę szczególnym sentymentem. A Polacy w przychodni mają zapewnione przemiłe traktowanie.

Była tu taka Dorota, znasz ją?

Zauważyliście kiedyś, że sam fakt bycia Polakiem niejako zobowiązuje do tego, żeby znać dokładnie wszystkich innych Polaków z miasta i okolic (a czasem nawet z kraju)? Takie miałam wrażenie, kiedy prowadzący grecką tawernę Grek zagadnął mnie na temat swojej znajomej Polki Doroty, która również mieszkała jakiś czas w Walencji, ale właśnie niedawno przeprowadziła się do Grecji z mężem. CZY JA JEJ PRZYPADKIEM NIE ZNAM?? Niestety, nie miałam przyjemności.

Jakie są Wasze historie?