Nauczyciele języków, tak was zapamiętałam

Mając do czynienia z językami obcymi, mamy też do czynienia z nauczycielami, a niejednokrotnie sami w pewnym momencie zaczynamy o języku uczyć innych. W Hiszpanii nie obchodzi się wprawdzie Dnia Nauczyciela, ale z okazji tego się święta w Polsce zaczęłam sobie właśnie o nauczycielach rozmyślać. Kim oni dla mnie byli? Czy to właśnie im zawdzięczam to, gdzie dzisiaj jestem? Czy to dzięki nim mam dzisiaj wiedzę jaką mam? Jakim nauczycielem jestem ja? Te pytania poddałam również do rozważenia innym blogerom językowo-kulturowym i właśnie dzisiaj, 14 października, publikujemy na blogach specjalne teksty z dedykacją dla nauczycieli, czasem w samych pozytywach, czasem z nutką żalu. Zapraszam do czytania i dzielenia się Waszymi wspomnieniami (być może bardzo świeżymi, z ubiegłego tygodnia) o nauczycielach

Nauka języka to nie jest człowiek postawiony przed ścianą pełną zapisków i zasad gramatycznych. W nauce języka zawsze oprócz mnie – osoby uczącej się, są jeszcze inni. Nauczyciele, towarzysze rozmów, autorzy książek i stron internetowych, użytkownicy języka.

ddnaczAngielski, w(brew) brwi. Pani Basia

Dla mnie liceum to był ten moment, w którym zaczęłam się na poważnie uczyć języka angielskiego. Oczywiście, miałam już jakieś podstawy, ale właśnie w liceum zdecydowałam się na klasę o profilu językowym, a później na rozszerzoną maturę z angielskiego (tak, to była jeszcze ta “stara” matura). Lekcje języka angielskiego wspominam z dużym sentymentem, choć wiem, że doprowadzaliśmy naszą “psorkę” (tak kazali się nazywać niektórzy nauczyciele w moim LO) do szewskiej pasji. Ale wiecie co? Ona i tak w nas wierzyła. Pamiętam, że w czwartej klasie, w ramach przygotowania do matury organizowała nam dodatkowe (oczywiście darmowe) zajęcia raz w tygodniu o 7 rano. Wszyscy zainteresowani maturą rozszerzoną przychodzili na te dodatkowe lekcje, pisaliśmy rozprawki i rozwiązywaliśmy niezliczone ćwiczenia z transformacji zdań. To były czasy!

Z naszą nauczycielką angielskiego z tamtych czasów wiąże się pewna anegdota. Otóż był taki czas, że miałam wrażenie, że ona mnie bardzo nie lubi, ale zupełnie nie rozumiałam dlaczego. Po kilku tygodniach cichej niechęci czy podejrzliwości z jej strony, wreszcie wybuchła i zdecydowała się wyjaśnić mi, o co chodzi.

Chodziło o moją… wiecznie uniesioną drwiąco brew. Tak, to właśnie wtedy dowiedziałam się, że zupełnie nieświadomie przybieram czasem taki wyraz twarzy, jakbym osobę do mnie mówiącą miała w głębokim poważaniu.

Tak przynajmniej było w odczuciu pani Basi. Tamtego dnia, spędziłam cały wieczór przed lustrem ćwicząc bardziej neutralny wyraz twarzy, na następnej lekcji szczerze zaś wyjaśniłam, że ten bitch face był zupełnie niezamierzony z mojej strony i nie oznaczał żadnych złych intencji. Od tamtego momentu zapanował między nami pokój i wspólnie wkładałyśmy wszelki potrzebny wysiłek w to, żeby matura z angielskiego poszła śpiewająco (i tak było!).

Francuski i niebezpieczne “dobre rady”. Pani Magda

W ramach klasy językowej w liceum mieliśmy również lekcje z francuskiego dwa razy w tygodniu. To dopiero była zabawa! Nasza główna nauczycielka francuskiego była straszną dowcipnisią, cudnie przedobrzała francuski akcent i wymowę. Uczyliśmy się nie tylko gramatyki i słownictwa, ale też jakichś zakręconych wierszyków o ślimakach i wyliczanek. Wszystko szło świetnie, niestety, pani Magda poważnie się rozchorowała i musiała się wycofać z nauczania na dwa lata.

To były dwa lata pod znakiem nieobliczalnej pani A. na zastępstwie, która wprost UWIELBIAŁA tracić czas i zwalniać nas z lekcji. Przez kilka miesięcy tworzyliśmy z zaangażowaniem jakieś przedstawienie po francusku, którego nikt nie rozumiał. Gdy przyszedł dzień premiery, aktorzy wyszli na scenę z karteczkami zapisanymi swoimi kwestiami w wersji fonetycznej. Oczywiście świetnie się przy tym wszystkim bawiliśmy, ale francuskiego nauczyliśmy się bardzo mało. Dopiero czwarta klasa i powrót pani Magdy (zastała nas praktycznie w tym samym punkcie, w którym nas zostawiła dwa lata wcześniej) to był powrót do nauki… i jakimś trafem zapisałam się wraz z innymi dwoma śmiałkami na maturę ustną z francuskiego. I wtedy zdarzyło się coś, co prawie zaważyło o moim dalszym życiu.

Zaangażowana w nasze przygotowanie do egzaminu nauczycielka postanowiła przeprowadzić z nami wywiad i dowiedzieć się jakież to studia planujemy wybrać. Jako jedynej nauczycielce w szkole wyjawiłam jej mój zamiar składania papierów na filologię hiszpańską i co usłyszałam?

Poradziła mi, żebym nie porywała się z motyką na słońce i wybrała raczej język, który już znam chociażby w stopniu podstawowym. Studiowanie iberystyki z zerową znajomością języka było, według niej, zupełnym szaleństwem.

Co by było gdybym jej wtedy posłuchała? Kim byłabym teraz? Trudno powiedzieć. Nie porzuciłam jednak moich planów, mimo że tamta dobra rada nauczycielki mocno mną wstrząsnęła. Po czasie zrozumiałam, jak wielki autorytet może mieć nauczyciel i jaka z tym się wiąże odpowiedzialność. Jak można osiemnastolatkowi poradzić, co powinien robić z własnym życiem? Do czego może doprowadzić “dobra rada”, by nie podejmować ryzykownego, w czyimś pojęciu, kierunku studiów?

Zawdzięczam więc Pani Magdzie to, że moja decyzja o iberystyce została poddana próbie, musiałam ją podwójnie przemyśleć. Druga rzecz, której nauczyłam się dzięki niej to to, że nic, co powie nauczyciel nie przechodzi bez echa. Nauczyłam się więc ostrożnego ważenia słów w moich własnych kontaktach z uczniami. A francuski? Kontynuowałam naukę na studiach, ale nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dobrze znam ten język.

Hiszpański…?

Być może od początku myśleliście, że będę pisać właśnie o moich nauczycielach hiszpańskiego. Hiszpański zostawiłam na koniec, bo zaczęłam się go uczyć dopiero na pierwszym roku studiów. Kto wie, jak wygląda nauka języka wiodącego na filologii, może sobie wyobrazić jak to było. Ponad dziesięć godzin praktycznej nauki języka w tygodniu, już na pierwszym roku pierwsze zajęcia z literatury po hiszpańsku… Potem zajęcia bardziej specjalistyczne: fonetyka, językoznawstwo, gramatyka historyczna. Trudno mówić o tej nauce w ten sam sposób jak o nauce języka w szkole. Dlatego trudno mi tu wyłuskać jakąś bardziej osobistą historię, te wspomnienia z czasów nauki hiszpańskiego są zupełnie inne. Jedno Wam tylko powiem.

Na studiach, zarówno w Krakowie jak i w Walencji, zrozumiałam, że idealny nauczyciel to nauczyciel szczodry.  

Więcej na temat tego, jak rozumiem nauczycielską szczodrość możecie przeczytać w tym artykule. Miałam wielkie szczęście, że takich właśnie – szczodrych – profesorów spotkałam na swojej drodze. Oczywiście, nie tylko takich! Znalazły się też osoby, które próbowały mnie zniechęcić do związania z językiem kariery zawodowej… nieskutecznie!!

A jak to było, jak to jest z Waszymi nauczycielami? Dzisiaj jest wyjątkowa okazja do wspominków na ten temat… sami zobaczcie jaka długa lista inspirujących wzruszających wpisów powstała z tej okazji. Zapraszam do czytania dalej!

Chiny:
Biały Mały Tajfun – Dzień Nauczyciela
Francja:
Demain viens avec tes parents – Dzień Nauczyciela
Francuskie i inne notatki Niki – Wspomnień czar… w Dniu Nauczyciela
FRANG – 11 cech idealnego nauczyciela
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – Jak zostałam panią od francuskiego
Japonia:
Japonia-info.pl – Nauczyciel, który zmienił moje podejście do nauki języków
Niemcy:
Niemiecki w Domu – Cechy dobrego nauczyciela
Językowy Precel – Moje nauczycielki niemieckiego
Norwegia:
Norwegolożka – Nauczyciel idealny – czy istnieje?
Rosja:
Dagatlumaczy.pl – blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim – Dzień Nauczyciela – komu zawdzięczam znajomość rosyjskiego?
Wielka Brytania:
English Tea Time – Jak nauczycielka angielskiego wpłynęła na moje życie
Lanuage Bay
Angielski dla każdego – Dzień Nauczyciela 2016
English with Ann – Jak być dobrym nauczycielem
Włochy:
italia-nel-cuore – Dobry nauczyciel to skarb
Primo Cappuccino – Jakim nauczycielem języków obcych NIE być?
Wielojęzyczne:
uLANGUAGES – Dzień Nauczyciela 2016 i najbardziej inspirujący nauczyciel w moim życiu
Lingwoholik – Jaki wpływ na językoholizm mają nauczyciele?