¡Cuídate! czyli językowe rozważania o zdrowiu Hiszpanów

Zdrowie to nie temat do żartów, ale można do niego podejść na luzie co też dzisiaj czynię i niezupełnie na serio poruszam tutaj kwestię kondycji zdrowotnej Hiszpanów i Polaków. Czy jesteśmy bardziej chorowici niż nasi bracia znad Morza Śródziemnego? Czy wirusy łatwiej się nas chwytają, a nasze polskie uszy są bardziej wrażliwe na przeciągi? I wreszcie, zagadka z dzieciństwa, czy rzeczywiście nasze cztery litery są bardziej narażone na „wilki” czające się na zimnych powierzchniach, na których przysiadamy czasem w plenerze??

Czy w Hiszpanii nie grasują wilki?

To co mogę powiedzieć o zdrowiu naszych przyjaciół Hiszpanów opiera się na zupełnie innych argumentach niż te, którymi mógłby się posłużyć lekarz. Jesteście ciekawi, czy są jakieś językowe przesłanki, które wskazują na to, że Hiszpanie są zdrowsi niż my?

Wszyscy mówimy sobie „na zdrowie” gdy wznosimy toast lub kichamy (¡salud!).

Pozdrawiamy się serdecznie gdy kończymy list lub e-mail (saludos, un saludo, un cordial saludo).

Ale czy i w innych sytuacjach życzymy sobie ZDROWIA z tą samą częstotliwością? Moja teza jest taka, że nie, bardzo jestem ciekawa czy przyznacie mi rację pod koniec tego wpisu.

W czasie świąt, z okazji urodzin, imienin, Dnia Mamy, Babci i Dziadka, w polskich życzeniach nie może zabraknąć zdrowia, dużo zdrowia i przede wszystkim zdrowia, bo jak się ma zdrowie to ma się już to, co najważniejsze. Zdrowia, szczęścia, pomyślności to praktycznie utarta fraza. Hiszpanie z tych okazji życzą sobie zazwyczaj wesołości i szczęścia (¡felicidades!), ale kwestie zdrowotne poruszane są rzadziej, mam wrażenie, że dopiero wtedy, gdy ktoś rzeczywiście podupada na zdrowiu albo jest w kiepskiej formie. Czyżby chodziło o to, że dopóki zdrowia nie brakuje, lepiej nie kusić losu?

Gdy wybieramy się w podróż samolotem lub maluchem po polskich drogach (już nie takich dziurawych), życzymy sobie szerokiej drogi, a oprócz tego nie powinno też zabraknąć standardowego „uważajcie na siebie”, bo na drodze, w drodze, czyhają na nas różne niebezpieczeństwa, rozbójnicy i bakterie. Polskie „uważaj na siebie” niejednokrotnie mnie zastanawiało, zwłaszcza gdy zaczęłam je porównywać do hiszpańskich formułek. Zazwyczaj pojawia się w sytuacjach, w których nie mamy żadnego realnego wpływu na to, czy coś nam się stanie czy nie. Nieważne, jak bardzo będę na siebie uważała i tak mogę zachorować na grypę. Jeśli jadę samochodem, nawet jeśli będę uważała, nie mogę zapewnić, że reszta kierowców będzie również przejmować się moim i swoim zdrowiem.

Zadbaj o siebie, gdy na uważanie jest już za późno

I od tego właściwie zaczęły się moje rozważania o kondycji Hiszpanów. Oni mówią sobie cuídate dopiero wtedy, gdy coś złego zaczyna się dziać. Jesteś przeziębiony i zwolniłeś się z pracy, bo głowa ci pęka? Ktoś na pewno przejmie się twym losem i powie, żebyś o siebie dbał. Jesteś smutny, zdruzgotany, nie masz siły ani ochoty na nic? Twoi znajomi i przyjaciele zmartwią się, pożyczą, żebyś szybko doszedł do siebie (mejora, ánimo), a w międzyczasie dbał o siebie.  Bo cuídate nie jest naszym „uważaj na siebie żeby coś ci się nie stało”, ale raczej dbaj o siebie i wracaj do zdrowia jak najszybciej, bo wiem, że nie jesteś w 100% formie.

Wracając do początkowego pytania. Czy Hiszpanie są zdrowsi? Nie wiem! Ale sposób w jaki (nie) życzą sobie zdrowia bez powodu i nie martwią się na zapas o cudze zdrowie (uważaj!!) sprawia, że wydają się silniejsi, jakby zarazki i niebezpieczeństwa się ich tak nie imały tak jak nas. Czy wyjaśnienie całej zagadki leży w klimacie? Przecież oni nie wiedzą, co to znaczy brnąć do pracy w ciemnościach, w śnieżycy i zawiei, z oblodzonymi wąsami i okularami!

Nie mam jeszcze ostatecznej odpowiedzi na temat kondycji Hiszpanów i chętnie poznam inne opinie na ten temat, najlepiej opierające się na kolejnych językowych argumentach. Może na początek zastanówmy się wspólnie, kiedy po raz ostatni na hiszpańskiej ziemi na pytanie „jak się masz?” ktoś odpowiedział nam: „Paaanie stara bida, łamie w kościach, zdrowie już nie to samo…”