Nie całuj śledzia. O poprawności pocałunkowej i hiszpańskich dos besos

Pamiętacie kolegę Henia czy innego Miecia, który zawsze na powitanie podaje swą dłoń bez życia, bez energii, zimną i mokrą jak wyrzucony na sopockie molo śledź? Wiemy, że śledzia podawać się nie powinno, chyba że to śledzik w sosie śmietanowym na wigilijnym stole. Podanie zaś śledziowej dłoni zamiast zdecydowanego uścisku przy powitaniu jest typowym pierwszym błędem popełnianym przy poznawaniu nowych ludzi, na rozmowach kwalifikacyjnych i w innych podobnych sytuacjach, w których śledzia należy zostawić w słoiku, a z siebie wykrzesać dobre pierwsze wrażenie.

Śledź śledziem, Ale co jeśli Wam powiem, że można też źle kogoś pocałować w dwa policzki w czasie witania się z Hiszpanami? Nie ukrywam, że ten sposób pozdrawiania się często wzbudza we mnie mieszane uczucia, ale zaciskam zęby i całuję, bo wiem, że odmówienie dos besos (dwóch pocałunków w policzki) stojącej przed nami osobie, która już się nachyla, już się nastawia, już wydyma policzek w oczekiwaniu na pozdrowienie… to jakby spoliczkowanie jej dwiema sardynkami zimnej obojętności. Pocałować po prostu trzeba i dać się pocałować, takie zwyczaje.

Dos besos – podstawowe błędy

Wrócę jednak do tego, co w tym całowaniu może wyjść źle. Jeśli macie znajomych Włochów i Hiszpanów, to na pewno choć raz znaleźliście się w patowej sytuacji, którą nazwiemy sobie “dziubek w dziubek”, jako że Hiszpanie najpierw nastawiają policzek prawy, a Włosi lewy. Co wynika ze spotkania osób przyzwyczajonych do zasad panujących po innej stronie Morza Śródziemnego, łatwo się domyśleć. Twoja prawa, moja lewa, chwila zakłopotania, często zderzenie frontalne, jedno, może drugie, dziubek w dziubek i spóźnione żałowanie, że jednak nie podaliśmy sobie po prostu dłoni. To błąd kierunkowy należy do grupy klasycznych, podstawowych, coś jakbyśmy napisali może przez ż myśląc o Bałtyku. Drugi błąd klasyczny dotyczy liczby pocałunków, jakimi obdarzamy znajomych (a często nie tak znajomych) w Hiszpanii. Czasem trudno odrzucić koleżeńskie zwyczaje i pamiętać też o tym drugim policzku. Innym razem, ni stąd, ni zowąd ogarnia nas rubaszny nastrój rodem z urodzinowego przyjęcia u cioci Heli, na którym każdy wujaszek, każda cioteczka, nie mówiąc już o pociotkach niejasnego pochodzenia, ze wszystkimi witają się trzema głośnymi cmoknięciami, a jeśli to nie wystarczy, to kolejnymi trzema, bo przecież tak dawno żeśmy się kumie nie widzieli. Ale Hiszpanom nie można ani skąpić ani przesadzać, dwa i już.

Okazuje się jednak (ciocia Hela byłaby obruszona!), że błędy w tych hiszpańskich dos besos mogą się objawiać jeszcze inaczej, na poziomie dużo subtelniejszym. To już są błędy z wyższej szkoły jazdy, coś, o czym ja się dowiedziałam dopiero na poziomie zaawansowanym nauki hiszpańskości. Wszystko zaczęło się od następującego komentarza mojej koleżanki:

“Nie podoba mi się ten koleś. Nie dość, że taki jest wycackany, to jeszcze dziwnie całuje. Wiesz, on nawet cię nie muśnie policzkiem, wszystko robi w powietrzu!”

Dziwne pocałunki na powitanie mogą zepsuć Twoją reputację

Wspólny znajomy, o którym mowa już na zawsze będzie miał w mojej pamięci etykietkę “besa raro” (dziwnie całuje). Zdruzgotał mnie ten komentarz. To znaczy, że nie tylko musimy wiedzieć kiedy te dos besos wystosować, do kogo, w jakiej sytuacji, kto ma wyjść z inicjatywą, ile ich ma być (o podstawach dos besos pisałam już tutaj), ale technika też się liczy? Jak za głośno cmoka, to źle, zbyt soczyste całowanie tych dwóch policzków też nie jest miło widziane, bo makijaż, bo broda, bo przecież to tylko pozdrowienie, nie jesteśmy ze sobą aż tak blisko. Niby to takie pocałunki “udawane”, bo przecież trudno, żeby dwie osoby jednocześnie cmoknęły się w policzek, od takiego wywijania ustami łatwo o zmarszczki. Ale co z tego, że udawane, jeśli jednak muszą się odbyć? Nawet jeśli jest to gest symboliczny, to jednak ten symbol nie może ot tak sobie zawisnąć w powietrzu, musi być próba kontaktu, musi być muśnięcie, musi być szelest obcego ucha przy drugim obcym uchu, stuknięcie oprawek okularów, bliski powiew grzywek.

Od czasu, gdy usłyszałam tamten komentarz o koledze, który besa raro, nie mogę przestać myśleć o własnej technice, czy dobrze te besos udaję, czy może powinnam się bardziej przyłożyć? Czy mój przekaz jest jasny, czy jest w moich besos sympatia, radość ze spotkania, serdeczność i poddanie się wszechobecnej kulturze przyjaźni i amigos de sus amigos? Mam nadzieję, że moi znajomi odpowiedzieliby “tak” na wszystkie tu zadane pytania. W przeciwnym wypadku, trudno byłoby mi się pogodzić z alternatywą. Bo alternatywa oznaczałaby jedno… jestem towarzyskim śledziem, z tą drobną różnicą, że nie podaję na prawo i lewo oklapłej dłoni, lecz dwa zwiędłe besos w policzki.

Spotkaliście kogoś kto besa raro? A może sami czujecie się śledziami w morzu hiszpańskich besos

  • Anita

    Jak zwykle z pisarskim polotem i w jednej z moich ulubionych kategorii, super 🙂

    • Dziękuję i cieszę się, że się podobało 🙂

  • Anonim

    Bardzo lubię twoje artykuły, cieszę się, że piszesz o ciekawostkach bo często niby wydaje nam się, że nic one nie znaczą ( tak jak z tym chłopakiem co dziwnie całował 🙂 a jednak zmieniają w tym przypadku „pogląd” o nim, a przede wszystkim twoje artykuły są naprawdę przydatne dla osób chcących uczyć się hiszpańskiego „na serio” lub wiążących jakąś przyszłość z tym językiem . 🙂 Sama nie wiem jakbym się czuła w życiu codziennym bombardowana całusami od dopiero co poznanych osób,może dla nas, Polaków ta Hiszpańska otwartość może być onieśmielająca . Chciałabym Cię zapytać o trochę inną formę „kontaktu” a mianowicie patrzenie w oczy. Mnie, zawsze wpajano,żeby przy mówieniu, słuchaniu, kontakcie z inną osobą patrzeć jej w oczy, bo to po prostu wyraz uwagi i szacunku.Będąc w Hiszpanii czy na lekcjach hiszpańskiego w Polsce prowadzonych przez Hiszpanów zauważyłam , że czasem osoby , z którymi rozmawiałam unikały tego kontaktu wzrokowego.Czy po prostu to może ja je peszyłam czy może jest jakiś utarty zwyczaj, którego warto się trzymać , a może tak jak w Polsce jeśli Ci patrzę w oczy to Cię słucham (zazwyczaj 🙂 Dorota , (pozwolę sobie zwrócić się do Ciebie po imieniu ) pisz dalej swojego bloga bo jest wspaniały i pomaga naprawdę wielu osobom w poznawaniu tego cudownego języka 🙂

    • Oczywiście, że możesz po imieniu, ja też bym chciała, ale komentarz jest „anonimowy”… szkoda! Ciekawą kwestię poruszyłaś z tym kontaktem wzrokowym. Zaczęłam się teraz nad tym zastanawiać i chyba masz rację, to nie tak, że Hiszpanie unikają kontaktu wzrokowego, wręcz przeciwnie, rzeczywiście jest w dobrym guście patrzenie w oczy rozmówcy, ale chyba jednak nie cały czas, mam wrażenie, że jest to kontakt mniej intensywny, częściej przerywany… Od dzisiaj zabieram się za obserwacje w tym temacie, dam znać, jeśli poczynię jakieś bardziej konkretne ustalenia w tym temacie. Dzięki za inspirację!

      • Paula

        Też jestem ciekawa tego kontaktu wzrokowego 🙂

  • Powiem Ci , że z przywitaniami zawsze jest ciekawie. Dużo podróżuję zawodowo i do wielu krajów, więc nie da się ukryć, iż zapamiętanie (często zgoła odmiennych) zasad przywitania czy całowania na przywitanie nie jest łatwe zwłaszcza, że bywa, iż w ciągu 24 godzin jestem w dwóch innych krajach i często mam jednego dnia spotkania biznesowe przeplatane prywatnymi. Bywa zabawnie 😉

    • 😀 w takich sytuacjach łatwo o przywitaniową wpadkę… ale domyślam się, że często można to obrócić w żart i jakaś drobna pomyłka z naszej strony może być po prostu dobrym motywem wspólnych żartów z nowo poznaną osobą i w jakiś sposób przełamać lody. Prawda?

  • Anonim

    Jestem w Hiszpanii na wymianie studenckiej. Ostatnio jedna z koleżanek stwierdziła, że mój współlokator „całuje jak papież” , czyli zbyt wolno i zawsze blokuje kolejke w drzwiach. Na jednej z imprez usłyszałam od dopiero poznanej dziewczyny „Mira, es el quien besa como Papa”. Historia kolegi, który całuje jak papież jest już u nas legendą.
    P.S. To prawda, że Hiszpanie całują w prawo, a Włosi w lewo. W zasadzie mogę powiedzieć, że przez to całowałam się z Włochami setki razy ;p
    A Twój blog jest superancki, zawsze czekam na więcej 🙂

    • Świetny przypadek z tym całowaniem jak papież! Czyli czas poświęcony na dos besos też trzeba wziąć pod uwagę… Sprawa komplikuje się coraz bardziej! 😉 Życzę bardzo udanej wymiany studenckiej i pozdrawiam!

  • Ja doceniam to, że wiadomo, ile razy trzeba się całować, bo po polsku nie zawsze nie wiadomo, czy raz czy trzy. A to całowanie w powietrzu już nie raz zwróciło moją uwagę. Nigdy nie pomyślałam, że to kwestia higieniczna, raczej brak chęci. Ale to by się zgadzało… A ta poetycka interpretacja hiszpańskiego niedokontaktu („zawisnąć w powietrzu, musi być próba kontaktu, musi być muśnięcie, musi być szelest obcego ucha przy drugim obcym uchu, stuknięcie oprawek okularów, bliski powiew grzywek”) skojarzyła mi się z Miłością od pierwszego wejrzenia Szymborskiej:
    Były znaki, sygnały,
    cóż z tego, że nieczytelne.
    Może trzy lata temu
    albo w zeszły wtorek
    pewien listek przefrunął
    z ramienia na ramię?

    Czyżby krakowskie reminiscencje?

    • „Niedokontakt”, to strzał w dziesiątkę!! Zapisuję sobie na przyszłość.
      Krakowskie inspiracje na pewno gdzieś się jeszcze we mnie tlą, ale nie nawiązywałam do niczego konkretnie, dopuszczam więc dowolność skojarzeń i interpretacji 🙂

  • Sofi

    Bardzo ciekawy i interesujący wpis. Najbardziej zadziwiło mnie to, że w różnych krajach zaczyna się całować od lewego policzka, albo prawego. Tego nie wiedziałam. Czytam tego bloga codziennie. Zawsze są bardzo ciekawe wpisy. Ten jest wyjątkowy. Bardzo polecam Twojego bloga. Ogromnie Cię podziwiam, Doroto. 🙂

    • Droga Sofi, dziękuję za miły komentarz, cieszę się, że czegoś nowego dowiedziałaś się z tego wpisu. Pozdrowienia!

  • Sofi

    Ja też Cię pozdrawiam i czekam na kolejny wpis. 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  • Magda

    Ja obecnie jestem w Portugalii i na początku te całusy wprowadzały mnie w niezłe zakłopotanie. To że zawsze dwa i najpierw prawy doskonale wiedziałam ale że tak na dzień dobry jak się dopiero poznajemy?! Nie raz wyciągnęłam dłoń w celu „oficjalnego zapoznania” gdy mój portugalski rozmówca już mnie całował w policzki (a moja dłoń wbijała się w brzuch mojego potencjalnego nowego przyjaciela).
    Ale cóż, po kilku miesiącach spędzonych tutaj, kiedy pojechałam do domu na święta i witałam się z rodziną jednym ubogim buziakiem czułam się nieswojo, był taki samotny!

    Wpis wspaniały, zazdroszczę lekkości pióra 🙂

    • Ciekawe doświadczenia z Portugalii, widzisz, ja nie wiedziałam, że tam też zaczyna się od prawego. Z czasem człowiek się oswaja z tym całowaniem „obcych”, do tego stopnia, że ostatnio odruchowo w ten sposób przywitałam się z dwiema nowo poznanymi Polkami… wszystkie mieszkamy w Hiszpanii, to było jednak dziwne 🙂

  • Marzena

    Właśnie trafiłam na Twojego bloga!:) Bardzo fajne artykuły i ładne zdjęcia:) Jako ciekawostkę mogę napisać, że czasem nawet ilość tych besos może ulec zmianie w zależności od regionu:) Chodzi dokładnie o Wyspy Kanaryjskie:P Kiedy zaczęłam tam mieszkać i poznawać ludzi, kierując się żelazną zasadą, zawsze dawałam „dos besos”. Aż kiedyś na jednej imprezie rodowity „canario” nastawił mi tylko jeden policzek, a widząc zdziwienie na mojej twarzy powiedział, że oryginalnie na Gran Canarii daje się „un beso”. Po czym pamiętam, że za jakiś czas kolejny „canario” wspomniał coś o „tres besos”xD

    • Marzeno, miło mi Cię tutaj widzieć, mam nadzieję, że będziesz zaglądać regularnie 😉 Co do Wysp Kanaryjskich to nie miałam pojęcia, że tam jest inaczej (to wciąż destino na mojej podróżniczej wish-list ;), dobrze, że nam o tym mówisz, może kogoś uchroni przed popełnieniem gafy.

      Co do tego Kanarka, który chciał na Tobie wymusić TRES besos, nie podejrzewasz go o jakieś inne zamiary :>?

  • Ale super, nie widziałam tego wpisu 🙂
    Ja nie wiem, może i jestem śledziem, ale cóż, znajomi muszą mi to wybaczyć.

    Jedno Ci powiem: podczas czytania tego tekstu czułam się tak niekomfortowo! Szczególnie akapit „Wspólny znajomy (…) bliski powiew grzywek.”. Ojej, to jest właśnie to, czego nie lubię, broda, makijaż, przyklejasz się do kogoś, soczyste buziaki, mam takiego wujka z rodziny męża, który zawsze zostawia mi pół twarzy w ślinie, bo taki z niego besucón.. :O Chętnie bym przestała całować Hiszpanów na powitanie, niestety chyba się nie da. Ale to ja jestem takim odludkiem i nie lubię bliskiego kontaktu fizycznego 🙁

    • Wiem doskonale jak to jest! Ja też przez długi czas byłam „śledziem”, teraz już trochę mniej, ale tak samo jak Ty nie zawsze się czuję komfortowo w tej sytuacji. Porzucić „dos besos” się nie da, trzeba je pokochać 🙂 Nawet w sezonie grypowym…

  • Lexi

    Oj, sprawa przywitania zawsze wprawia mnie w zakłopotanie.. Pamiętam gardzące spojrzenie w oczach mojego nowo poznanego kolegi Hiszpana, gdy zamiast dos besos dostał ode mnie tylko mocny uścisk dłoni. Za to jego przyjaciel bez chwili zawahania, z inicjatywą powitał mnie dwoma buziakami, co w pewnym sensie przełamało lody. Do kogo w takim razie należy pierwszy krok?
    Aktualnie mieszkam za granicą i poznaję masę ludzi z różnych krajów. Prawda – Włosi zaczynają od lewej strony, jednakże ze względu na ich uwodzicielską naturę stwierdzam, że jest to sprytnie przemyślana zagrywka, żeby nasze usta spotkały się w wyniku „nieporozumienia”. Oczywiście żartuję, ale nie zdziwiłabym się gdyby tak było.
    Co więcej Turcy, Chorwaci, Serbowie, Portugalczycy, Albańczycy, znajomi z Ameryki Południowej i tak dalej i dalej i dalej… Oni wszyscy całują dwa razy, niektórzy ściskają przy tym dłoń, inni obejmują, ale co chciałam napisać? Te uprzejmości zawsze wydają mi się pełne ciepła podczas gdy nasze „jedynki” czy „trójki” są w moim odczuciu tylko formalnością, często przykrą formalnością.

    • Uścisk dłoni! Musiało kolegę zamurować 😉 W Hiszpanii niestety w ten sposób automatycznie stawiamy niewidzialną barierę między nami a nowo poznaną osobą. Ale rozumiem Cię, trudno się przemóc do tego całowania, zwłaszcza gdy dopiero co się poznaliśmy. Nie pomyślałam o polskich pocałunkach jako o „przykrych formalnościach”, ale coś w tym może być, rzeczywiście tutejsze buziaki często są bardzo serdecznie i czujesz, że Hiszpanie naprawdę chcą Ci pokazać, że cieszą się, że Cię widzą. Ale to też nie zawsze, myślę, że ślad formalności i tutaj jest widoczny.

  • Ebba

    Ja jestem z tych nietykalskich i nie przepadam za „dos besos”.
    Mieszkałam przez jakiś czas w Barcelonie i tam zdarzało się, że lokalsi
    sami wystawiali rękę na powitanie (i chyba nie było to aż tak mało
    popularne, bo moi inni znajomi, nie-Hiszpanie, też to zauważali). Może
    przez to, że Barcelona jest taka multi-kulti, sami mieszkańcy wiedzą, że
    obcokrajowcy nie zawsze chcą się całować? A może Katalończycy są po
    prostu „zimniejsi” niż reszta Hiszpanów? Albo mają już tak dość
    przyjezdnych, że ograniczają z nimi kontakt, więc decydują się na
    podanie ręki zamiast besos 😀

    P.S. Bywam na Twoim blogu już od
    dawna, ale to chyba mój pierwszy komentarz 🙂 Nie sądziłam, że teksty z
    językoznawczego punktu widzenia mogą być tak interesujące 🙂

    • Możliwe, że to, co zaobserwowałaś w Barcelonie to taki mix tych dwóch czynników: że Katalończycy są jednak chłodniejsi i to, że mają dużo do czynienia z z obcokrajowcami i wiedzą, że nie wszystkim odpowiadają dos besos.

      Bardzo Ci dziękuję za pierwszy komentarz, oby nie ostatni 😀

  • Subjuntivo przy tym to pikuś 😛

  • Paula

    Od jakiegoś czasu mieszkam w Sewilli i tutaj zawsze są dos besos 🙂 Pewnego razu zakładałam sobie konto w banku, obsługiwał mnie mężczyzna ok. 40-stki i kiedy już wszystkie papiery zostały podpisane wstałam, ten Pan również wstał i jak mnie pożegnał?? Dos besos na pożegnanie 🙂 Haha! To dopiero mnie zdziwiło….
    Ale podoba mi się ta tradycja na przywitanie oraz na pożegnanie. Kiedy pojechałam do Polski chciałam dać nowo poznanemu mężczyźnie dos besos… i jak już zaczełam to przypomniałam sobie, że to nie Hiszpania, a ten Pan zareagował dość dziwnie… no i tyle 🙂 Pozdrawiam

    • A to ciekawe! Jednak bank to taka bardzo formalna sytuacja, przecież ten mężczyzna nigdy nie będzie Twoim „kumplem”… Mam wrażenie, że chciał w ten sposób pokazać Ci, że jesteś tak miło i serdecznie witana w bankowej społeczności, to może być nawet taka ich strategia, żeby bardzo po przyjacielsku traktować nowych klientów, czyli potencjalnie, osoby, które będą zostawiać w banku sporo pieniędzy. Potem jeśli coś pójdzie nie tak i na przykład podniosą Ci opłaty za konto nie będziesz się mogła oburzyć, bo to przecież Twoja „rodzina i przyjaciele” z banku, na pewno nie zrobiliby czegoś, żeby Cię skrzywdzić 🙂

      Oczywiście, w Polsce nie przejdzie! ;D

  • Basia

    Cześć:) jak tak czytam Twojego bloga to czasem zastanawiam się czy nie popełniam jakiegoś błędu, np. kiedy w Polsce na powitanie całuję w dwa policzki, ale nie tak „niedokontaktowo” tylko normalnie. Zauważyłam, ze ludzie różnie na to reagują. Chyba muszę to zmienić. Ciekawie piszesz, zaglądam regularnie. Pozdrawiam 🙂

    • Basiu, nie wiem! Ja już też się w tym gubię, przenoszę zwyczaje hiszpańskie do Polski i na odwrót i nigdy do końca nie wiem, czy wszystko jest poprawnie… ale też taka prawda, że dawno się przestałam tym przejmować, „wszystkim nie dogodzisz” jak mawia moja Babcia, ma rację 😀

      • Basia

        Słowa Twojej Babci brzmią krzepiąco 🙂 P.s. co byś poleciła osobom, które same uczą się hiszpańskiego? Czuję, że nie robię żadnych postępów i mimo, że znam sporo gramatyki nie potrafię rozmawiać po hiszpańsku. Uczę się dla przyjemności, nie znam niestety nikogo, kto by mówił po hiszpańsku. Pozdrawiam 🙂

        • Basiu, musisz po prostu się przełamać i zacząć mówić! Najpierw możesz próbować rozmawiać sama ze sobą, do lustra, komentować to, co właśnie robisz… ale najlepiej poszukaj partnera do konwersacji (tandem lub jakieś forum internetowe). I przede wszystkim dużo dużo słuchaj po hiszpańsku, staraj się powtarzać.