Filologia hiszpańska w Polsce czy w Hiszpanii?

Czy zastanawiałeś się czasem, co różni studenta filologii hiszpańskiej z Hiszpanii i studentów „tego samego” kierunku z Polski, Niemiec albo Finlandii? (cudzysłów użyty jest tu celowo…).

Podczas moich wizyt na kilku uniwersytetach europejskich zdałam sobie sprawę, jak bardzo różni się życie, doświadczenie i oczekiwania studentów filologii hiszpańskiej w Polsce, Niemczech czy Finlandii od tych hiszpańskich. To jasne, że Hiszpan studiujący filologię hiszpańską w Hiszpanii wychodzi początkowo z dużo lepszej pozycji niż taki student niemiecki, który musi się najpierw nauczyć języka, a dopiero potem może się zacząć jakoś bardziej świadomie zastanawiać nad jego strukturami, historią, czy literaturą. Ale jeśli wydaje mi się, że to są tylko takie początkowe przeszkody, które z czasem można przeskoczyć.

Czy hiszpański student filologii jest lepszym studentem niż jego kolega z kierunku z innego kraju?

Niekoniecznie. Jest przecież wśród tych hiszpańskich filologów również spory odsetek osób, które jakoś z braku pomysłu na siebie po prostu poszły studiować swój własny język. Może poszły na łatwiznę, bo nie znały angielskiego? Może gdzieś po drodze zorientowały się, że to jednak nie to, może zawiodły się swoim wyborem, tak jak polski student polonistyki, który wyobrażał sobie, że wraz z dyplomem dostanie paszport Polityki, a tu nic, i pracy nie ma. Wierzcie mi, miałam okazję pracować z hiszpańskimi studentami filologii i nie wszyscy z nich to przysłowiowe orły. Gdy w Hiszpanii byłam na Erasmusie, był taki przedmiot „Norma i uso de español”, skupiający się na poprawnym użyciu języka (gramatyki, ortografii, słownictwa). Przedmiot obowiązkowy dla studentów wszystkich filologii, wybierany też masowo przez studentów przebywających na stypendium Erasmus. I wiecie co? Hiszpanie często oblewali ten egzamin. A najlepsze oceny dostało kilu studentów z wymiany…

Tak naprawdę pytanie, które powinnam brzmi: czy hiszpański student filologii MOŻE być dobry w tym co robi? Nie chodzi mi o jakieś szczególne predyspozycje czy zdolności, chodzi mi o możliwości. Czy MA MOŻLIWOŚĆ bycia dobrym filologiem? Zdecydowanie tak, może dobry, a nawet świetny, najlepszy. Już nawet nie chodzi o to, że praktycznie wyssał język hiszpański z mlekiem matki i nie musi się głowić nad użyciem rodzajników, ale dlatego, że już od samego początku studiów ma w swoim zasięgu ogromną ilość materiałów, książek i publikacji naukowych. Jest otoczony profesorami otwartymi na rozmowę i konsultacje. Może w ramach specjalnego kursu podyplomowego pojechać w odwiedziny do siedziby RAE w Madrycie. Może kiedyś posłucha na żywo wykładu któregoś z autorów Gramatyki opisowej z 1999. Może w ramach jakiegoś seminarium pozna osobiście twórców dzieł, które później zacytuje we własnej pracy magisterskiej. Może… bo MOŻE. Rozpościera się przed nim cały wachlarz możliwości dokształcania się i rozwijania. Powiedzmy sobie, to jest taki dosyć ekskluzywny hiszpański wachlarz, który niestety nie zawsze jest w zasięgu zagranicznych studentów tego samego kierunku.

A co może student filologii hiszpańskiej z fińskiej albo polskiej uczelni?

W ogromnym stopniu zależy to od jego wykładowców i całej jednostki, w której studiuje. Ale też od samego studenta, który nawet nie zawsze jest świadom tego, co studiuje, dlaczego, po co, za jakie grzechy. Najważniejsze jest podejście, chęci, zainteresowanie. Jeśli od pierwszego roku student filologii marzy tylko o tym, żeby wreszcie posadzić tyłek na wygodnym fotelu call center, to cóż, ma do tego prawo i pewnie będzie w przyszłości więcej zarabiał niż ja, która nigdy nie miałam takich aspiracji. Ale też na pewno nie będzie świetnym filologiem. Nauczy się języka, cudem pozdaje egzaminy z literatury i gramatyki opisowej, coś tam mu będzie świtać o hiszpańskiej geografii, ale niewiele poza tym.

Bo nie oszukujmy się, to że hiszpański student może, ale polski już nie nie jest już aktualnym argumentem. Hiszpańskie książki można dostać nawet w Polsce, a jeśli nie, to zamówić je przez internet. Prawie wszyscy studenci filologii wyjeżdżają na wymiany studenckie i mają okazję zapoznać się z krajem, kulturą i językiem, pobuszować w bibliotece. To już nie są dobra niedostępne, odległe, zarezerwowane dla szczęśliwców, którzy pojadą kiedyś „do ciepłych krajów”.

Na pytanie w tytule nie ma tak naprawdę odpowiedzi. Możesz zostać uznanym językoznawcą lub literaturoznawcą studiując w Lublinie, równie dobrze możesz nim być po studiach w Madrycie. Albo i nie. To tak naprawdę zależy tylko od Ciebie, Twoich oczekiwań, gotowości do podejmowania wyzwań i chęci.