Były sobie dwa upały. Calor seco y calor húmedo

Obok niektórych tematów hiszpańskiej codzienności nie sposób przejść obojętnie. I tak, w ostatnich dniach temperatury są, siłą rzeczy, tematem przewodnim moich rozmów zarówno tutaj jak i na odległość. Mam wrażenie jakby zaledwie wczoraj pisała o ataku srogiej zimy. Tymczasem, jakoś niepostrzeżenie, przyszło lato i zanurzyliśmy się po uszy w upale.
Fascynuje mnie niezmiennie walka Upału Suchego z Upałem Mokrym, niczym postu z karnawałem, diety z aromatycznym kawałkiem pizzy.

Na wybrzeżu śródziemnomorskim sieje pogrom Upał Mokry (calor húmedo). Jest nieznośnie lepki, mokry, bo przy temperaturze do 40 stopni wilgoć w powietrzu utrzymuje się w okolicach 70-90%. To sprawia, że człowiek się poci, włosy ożywają własnym życiem, makijaże spływają po dekoltach, a prysznic właściwie nie robi żadnej różnicy.

W tym samym momencie w Madrycie szaleje Upał Suchy (calor seco). Parzą chodniki, rozgrzewają się budynki, mało kto się poci bo wszelka wilgoć paruje prawie momentalnie. Dokuczają za to piekące oczy, sucha skóra, delirium z odwodnienia przy 40 stopniach i zaledwie 20% wilgoci w powietrzu.

W połowie lipca lub w sierpniu przychodzi wreszcie ten dzień kiedy cała mapa Hiszpanii zabarwia się na czerwono-fioletowo (pierwsza, druga lub trzecia fala upałów, kto by to zliczył). To właśnie tego dnia Mokry ściera się z Suchym. A pojedynek jest nie byle jaki bo na szali leży tytuł Najpaskudniejszego Upału Hiszpanii. Oczywiście, w Madrycie (twierdzą że) mają gorzej (Suchy). Ale zaraz zaraz, przecież to nic w porównaniu z cierpieniami Malagi i Walencji (Mokry)! Rozmowa między odwiedzającymi się mieszkańcami tych miast wygląda więc tak:

A: Estos días en Madrid ha hecho muchísimo calor.
B: Ya, me lo creo, además, es un calor seco… 
A: Y en Valencia, ¿qué tal?
B: Muchísimo calor, no te lo puedes imaginar.
A: Claro, claro, es que además, es un calor húmedo…

I tak źle i tak niedobrze. Są tylko dwie rzeczy pewne. Jedna, że i tu i tam będą momenty, że najdzie człowieka ochota na zamieszkanie w lodówce. Druga, że rozmowa o upale (upałach) pozwala przełamać lody w każdej sytuacji, w windzie, w biurze, w kolejce po mleko…* Gdy upał doskwiera, wystarczy przełożyć na hiszpański pogodowe narzekania wyniesione z domu i przez chwilę poczuć się jakbyśmy biadolili z panią Tereską z warzywniaka na osiedlu.

*Warto więc się przygotować i zebrać odpowiednie słownictwo. Można zacząć od tego krótkiego artykułu po hiszpańsku. Pamiętajmy też, że stare dobre „que caloooor” jeszcze nigdy nie zawiodło.