Dzieci, ryby i cała reszta: koniec milczenia!

Koniec roku akademickiego i szkolnego zbliża się wielkimi krokami. Może jeszcze nie jest za późno? Może zdążę Cię jeszcze przekonać, żebyś się odezwał, żebyś przemówiła? Dzisiaj Dzień Dziecka, ale Ty już zapomnij o dzieciach i rybach, które rzekomo głosu nie mają. To już Ciebie nie dotyczy.
Spotykam się z osobami, które uczą się hiszpańskiego, mają jakieś podstawy, rozumieją co się do nich mówi, a mimo to, odpowiadają na większość pytań milczeniem. Polscy studenci kierunków filologicznych, i coś mi mówi, że nie tylko filologicznych, jak ognia unikają otwierania swoich szacownych dziobów w trakcie zajęć. Czy są jakieś pytania, uwagi? A skądże, przecież tutaj wszystko jest jasne, nawet jeśli przez ostatnie 60 minut wykładano nam użycie trzech czasów przeszłych na raz. Tylko cymbał by się jeszcze dopytywał, prawda?

Chodzi o to, że nie. Cymbał to ten, co sobie zapisuje pytania na marginesie, licząc, że może znajdzie na nie odpowiedź w książce albo w internecie. Dlaczego nie pyta i błądzi? Powodów może być kilka.

Po pierwsze, uczono nas od małego, że dzieci i ryby głosu nie mają. Chyba nawet nie zdajemy sobie sprawy jak głęboko w nas osiadły te słowa i jakim mocnym supłem zawiązały nam język na długie lata po tym, jak już wyszliśmy z tego dziecięcego, milczącego etapu w naszym życiu. Uczeń gimnazjum to jeszcze dziecko? A liceum? Studenci to nadal „dzieci”? Tak, jeśli podchodzą do swoich studiów jak do kolejnego etapu „szkółki”. Przychodzą, notują biernie, coś tam przeczytają na zaliczenie, modląc się od pierwszego dnia zajęć, żeby tylko nie było to zaliczenie ustne. Bo będzie trzeba mówić!

Zauważyłam, że na hiszpańskich uczelniach jest inaczej. Studenci zawsze mają jakieś pytania. Śmiało podchodzą do wykładowcy po zajęciach, w godzinach konsultacji, pod drzwiami profesorów ustawiają się olbrzymie kolejki. Hiszpański system uczy dzieci nie milczenia i spuszczania oczu, tylko domagania się, walczenia o swoje. Nie mówię, że są bardziej ciekawi, bardziej dociekliwi czy odważniejsi, bo tak nie uważam. Uważam polską młodzież za najodważniejszą na świecie: to właśnie młodzi Polacy podbijają inne kraje i kontynenty, imponując pracodawcom na całym świecie swoim zaangażowaniem, lojalnością, kulturą i wiedzą. Hiszpanie tacy nie są, boją się tego, co obce. Ale nie boją się podnieść ręki w czasie zajęć i zapytać, nawet jeśli pytanie jest głupawe, bo wychodzą z założenia, że nie ma głupich pytań. Chcę wierzyć, że to nie wina polskich wykładowców, że studenci milczą.

No tak, ale Ci Hiszpanie, oni przecież wyssali hiszpański z mlekiem matki, nie popełniliby takiej gafy jak ty, kiedy w zeszłym tygodniu powiedziałeś „marÍposa” z akcentem w złym miejscu i spaliłeś się ze wstydu, poprzysięgając sobie, że już przenigdy nie odezwiesz się na forum publicznym.

Oto i drugi powód studenckiego (i nie tylko) milczenia. Nie odzywają się, bo im głupio, że może przypadkiem źle odmienią czasownik andar w indefinido albo pominą jakiś rodzajnik. Serio? Naprawdę myślicie, że Wasz nauczyciel, najprawdopodobniej polskiego pochodzenia, nie popełnia błędów nigdy? Owszem, popełnia. Ale wie jak z nich wybrnąć. Zna strategie, dzięki którym może nawet swobodnie ominąć problematyczne słówko, nieregularny czasownik. To są strategie, które i Ty musisz poznać. Posłuchaj jak mówi Twój hiszpański profesor, hiszpańscy znajomi. Są nativami, prawda? Mówią często urywanymi zdaniami, zawieszają głos, zastanawiają się, szukają słowa, które utknęło gdzieś na końcu języka. Powtarzają się. Nie są idealni. Język nie jest idealny. Może na papierze powinniśmy dążyć to tego, by jak najmniej było tych potknięć, zastanowień, powtórzeń. Może tam powinniśmy szukać słowa najlepiej oddającego treści, które chcemy przekazać. Ale w mowie? W mowie to działa inaczej. W mowie, każde zdanie jest walką o przetrwanie: o to, by nas wysłuchano i o to, żebyśmy mieli szansę powiedzieć coś jeszcze. A skoro mowa to walka, wszystkie chwyty są dozwolone. Korzystaj z tego co masz!

A co masz? Jakie strategie pomagają w wypowiadaniu się nie tyle „płynnym” ile mającym ręce, nogi i odrobinę sensu? O tym już niedługo. Bądźcie czujni, bo dostaniecie łatwą receptę na przeniesienie Waszego hiszpańskiego na poziom co najmniej C1. Niedługo.