Trzy polskie frazeologizmy i przysłowia, których brakuje mi w hiszpańskim

Hiszpański to język bogaty w najprzeróżniejsze wyrażenia i zwroty, które pomagają wyrazić słowami lub metaforycznie prawie wszystko. PRAWIE. Bo jednak prawie wszystko da się powiedzieć, ale są takie polskie zwroty, których w hiszpańskim po prostu nie znajduję. A nawet jeśli są ich jakieś odpowiedniki, to jednak nie TO. Ostatnio zabrakło mi trzech takich polskich (polskich do szpiku kości) frazeologizmów, które przedstawiam dzisiaj jako pierwsze trzy punkty mojej osobistej listy, którą dla własnych potrzeb nazwę Lista Wielkich Braków Hiszpańszczyzny

Lepiej dźwigać niż ścigać

Na pierwszym miejscu, niezbędne każdemu Polakowi “lepiej dźwigać niż ścigać” (znane też jako lepiej nosić niż się prosić). Prawda jasna jak słońce, z którą żyjemy za pan brat już od wczesnego dzieciństwa. Fraza, która niejednej Matce i Babce z Podkarpacia posłużyła za argument, żeby na każdą rodzinną eskapadę przygotować wielkie kosze jedzenia, zabrać ubrania zimowe-letnie i przejściowe (na wszelki wypadek), zakutać swe dzieciny i wnuczęta w dodatkowy szal i jeszcze coś na uszy, coś na głowę (może będzie wiało), parasol w garść (może popada?), zapasowe skarpetki, pelerynę, kapelusz na słońce. Jeszcze termosik z ciepłą herbatką się zmieści w plecaku, zanim jego opuchłe szwy ostatecznie się poddają temu dźwiganiu, lepszemu stokroć przecież od ścigania. Jest w hiszpańskim powiedzenie mejor pecar por exceso que por defecto (‚lepiej zgrzeszyć nadmiarem niż brakiem’) i praktycznie oznacza to samo, ale w mojej głowie od lat ten nadmiar kojarzył się z dźwiganiem, a brak ze ściganiem i nie mogę się przekonać, że to rzeczywiście to samo.

Obudzić się z ręką w nocniku

Nie mogę też przeboleć braku odpowiedniego zwrotu, które zastąpiłoby jedną z moich ulubionych mądrości Polaka Mądrego po Szkodzie, czyli “obudzić się z ręką w nocniku”. Oczywiście, mogę sparafrazować i powiedzieć neutralnie, że ktoś się zorientował za późno i nie na czas, ale gdzie tu ręka, gdzie nocnik? O ileż mniej bolesne jest przebudzenie po prostu “za późno” niż nasze przebudzenie z ręką muskającą ów nieszczęsny nocnik, nawet jeśli pusty, to jednak czasem w kontakcie z nieczystą materią? Brakuje mi tego wyrażenia kontaktu dotykowego z nocnikiem jako przenośni porażki u gapy lub roztargnionego śpiocha, jako nauczki na przyszłość.

Zastaw się, a postaw się

Wspominam też z rozrzewnieniem wielkiej wartości przysłowie około-świąteczne i powracające jak bumerang w okresie wzmożonej aktywności weselnej (wiosna/lato). Fura jedzenia? To mało, co powiedzą goście jeśli na stole NIE zostanie drugie tyle, ile sami już zjedli? Fontanna z płynnej czekolady, rzeźba z lodu, stół wiejski z prosiakiem, jaja przepiórcze, torty i ciasteczka, kawiar z Kamczatki, rzeki miodu, piwa i wina, prezenciki, obrusiki, bukiety z dziesiątek orchidei. “Zastaw się, a postaw się” jest takie swojskie, takie nasze, tak dobitnie oddaje tę potrzebę wynaturzonej polskiej gościnności ponad wszystko, tę rozrzutność okazjonalną, z którą później przyjdzie płacić zaciskając pasa… Może i w hiszpańskim znajdziemy tirar la casa por la ventana i costar un ojo de la cara, ale brakuje mi tego odniesienia do zaciągniętego długu, tego przepychu i obfitości w podtekście.

Nie wiem jaka jest rada na mój „problem” brakujących zwrotów. Zapomnieć? Przystosować się? A może… może tłumaczyć bezpośrednio na hiszpański, licząc na to, że za jakiś czas się przyzwyczają i przyjmą nasz mano en el orinal?