Pierwsze oznaki wiosny na wybrzeżu śródziemnomorskim

W ciepłych, śródziemnomorskich regionach Hiszpanii, a więc także w prowincji Walencji, trudno mówić o jasno określonych czterech porach roku. Powiedziałabym nawet, że osoba przybywająca z Polski prawie nie dostrzega zmian pór roku przez na początku swego pobytu tutaj. Przez cały rok mamy zielone drzewa (np. palmy, fikusy i cytrusy nie zrzucają liści na zimę) i świeci słońce, kwitną jakieś kwiaty. Mieszczuchom na nic nie przydają się zimowe buty, a czapki nosi się bardziej dla ozdoby niż żeby chronić uszy przed mrozem… Ale jednak. Coś się zmienia. Wnikliwemu obserwatorowi nie umkną subtelne sygnały przyrody i otoczenia, że kończy się zimowy marazm i zaczyna się coś innego. Jakie są niezawodne znaki, że to już ten czas?

Wiosna w Walencji

  1. Pachnie kwiatem pomarańczy (azahar). Właśnie teraz, na przełomie marca i kwietnia rozkwitają drzewka cytrusowe, a zapach ich kwiatów jej zniewalający. To jakby mieszanka jaśminu i skórki pomarańczowej, aromat obok którego trudno przejść obojętnie. Nie wiem tylko jak z tą „obojętnością” u alergików, bo całe miasto jest spowite w żółtych chmurach pyłku kwiatowego (między innymi, z kwiatów pomarańczy).
  2. Pojawiają się ptaki. O ile przez cały rok widać w mieście brudne gołębie i kołujące nad dachami mewy i rybitwy, to tylko na wiosnę słychać taki ptasi rozgardiasz. Kosy, szpaki, chyba nawet słowiki (oceniam „na ucho”) jeszcze nie chowają się w gęstwinach parków przed palącym słońcem i wyśpiewują na całe gardło w samym centrum miasta (miłośnikom ptaków i języków obcych polecam ten wpis w Językowej Oazie).
  3. Pada deszcz. Może brzmi trywialnie, ale opady deszczu nie są czymś na porządku dziennym w tych okolicach. Właśnie wczesna wiosna jest tym okresem, w którym z groźnie wyglądających ciemnych chmur może coś popadać. W czasie letnich miesięcy nawet najczarniejsza chmura rzadko uroni jakąś kroplę. O ile w ogóle pojawią się chmury!
  4. Góry kwitną. Wystarczy wyjechać zaledwie kilkanaście kilometrów za miasto, żeby poczuć aromat śródziemnomorskich łąk: pachnie rozmaryn, tymianek, kwiaty migdałowców, świeże igły pinii, maki… Jest bardziej zielono i kolorowo niż w którymkolwiek innym momencie roku! A w korytach górskich rzeczek i strumyków można nawet dostrzec nitkę wody, która w lecie zupełnie zanika.
  5. Czerwoni i „porozbierani” turyści. Wiosenni turyści nie tylko pojawiają się masowo, ale też od razu przywdziewają letnie stroje i przy okazji chodzą czerwoni jak raki, spieczeni na pierwszym wiosennym słońcu. Na ulicach widać więc walkę puchowej kurtki z koszulką i sandałków z kozaczkami (bo tubylcy wciąż jeszcze ubierają się ciepło!). Kiedyś dziwiłam się, jak oni mogą przy 20 stopniach nosić zimowe buty i kurtki… ale teraz już to doskonale rozumiem. Przecież przed nimi jeszcze co najmniej 5 upalnych miesięcy! Letnie ubrania jeszcze zdążą się im znudzić.

P.S. Blado wygląda to wszystko w porównaniu z wybuchem wiosny jaki widzę teraz wokół siebie Gdzie? Oczywiście w Polsce!