Tienes mala cara

Tak, ty, ty i ty. Masz złą twarz. Tak przetłumaczymy dosłownie wyrażenie tener mala cara. 

Twarzy nie da się ukryć, trudno ją też zmienić, można delikatnie poprawić… ale mimo to, czasem pojawiają się na niej tak silne ślady zmęczenia, wypieki niewyspania, odciski wewnętrznych bolączek i słabości wszelkiego rodzaju, że nie damy rady ich zasmarować nawet najbardziej kryjącym fluidem. Dlatego gdy usłyszymy tienes mala cara powinniśmy zrozumieć, że się wydało: wydało się, że jesteśmy zmęczeni, głodni, że boli nas głowa, albo że nie wytrzymujemy już psychicznie po trzech godzinach bezowocnych zebrań w pracy.

Nie tyle samo wyrażenie wydaje mi się godne uwagi, co kontekst jego użycia i swoboda z jaką Hiszpanie obrzucają się nawzajem „oskarżeniami” o niedobrze wyglądające lico. Odniosę się tu oczywiście do jak najbardziej subiektywnych doświadczeń z ubiegłego tygodnia. Otóż mieliśmy od poniedziałku do środy kurs w pracy, po pięć godzin dziennie, od 9 do 14. Kurs okazał się komplentym gniotem i stratą czasu i energii. Już w pierwszy dzień tych tortur koleżanka z pracy zmartwiła się moim stanem. Źle się czujesz? Coś nie tak z twoją gębą (tienes mala cara). Nie, nie czułam się źle, wydawało mi się tylko, że zostałam uwięziona w jakimś wyjątkowo monotonnym dniu świstaka, z którego nie ma ucieczki. Następnego dnia, gdy kolejna, inna tym razem koleżanka stwierdziła, że mi coś twarz szwankuje (tienes mala cara), zaczęłam się martwić. Może coś rzeczywiście jest nie tak? I stało się coś niesamowitego: trzeciego dnia wieczorem padłam zmorzona jakąś grypową gorączką. Czy Hiszpanie potrafią czytać z twarzy? Czy umieją odgadywać pierwsze symptomy przeziębienia z oczu, zanim sam przeziębiony zda sobie sprawę, że nadchodzi atak wirusa?

Zastanawiające jest też to, że oni (one, zwłaszcza kobiety lubują się w odczytywaniu twarzowych znaków) po prostu bez żadnego skrępowania rzucają tym swoim niedobrze ci na twarzy na prawo i lewo. Wiem co mówię, w czasie trwania tego samego kursu, usłyszałam ten sam komentarz skierowany do dwóch innych dziewczyn, która rzekomo miały mala cara (nie jednocześnie). Osobiście niczego takiego nie zauważyłam. Jedna z nich była, owszem, lekko rozczochrana. Ale poza tym… chyba nie ośmieliłabym się komuś tak bezczelnie zwrócić uwagi, że wygląda na chorego/zmęczonego/cierpiącego.

Po przeanalizowaniu całej sytuacji, dochodzę do jednego wniosku: TROSKA. Troska jest odpowiedzią na wszystkie pytania, jakie nasuwają się w związku z tym wyrażeniem. To, co w naszej kulturze mogłoby zostać uznane za naruszenie cudzej przestrzeni osobistej, tutaj jest oznaką zatroskania, przejmowania się drugim człowiekiem i jego samopoczuciem. Widzę, że kiepsko wyglądasz, więc powiedz mi co cię gnębi. Myślę, że tylko w takim sensie powinniśmy rozumieć tienes mala cara. Pozytywnie. Nie chodzi o wytykanie słabości ani o wtrącanie się w nieswoje sprawy. Nie kryje się za tym intencja zrobienia komuś przykrości, ani przyprawienia go o kompleksy. Jednym jedynym powodem dla którego ktoś mówi ci tienes mala cara jest jego sympatia i szczere zatroskanie. Może więc nasza odpowiedź, nawet jeśli rzeczywiście cierpimy jakieś straszne katusze, powinna po prostu brzmieć: „dziękuję (że się o mnie martwisz, amigo)”?