Harmonogram picia na każdy dzień

Przy okazji wpisu o porze obiadowej otrzymałam ciekawego maila, w którym jeden z Czytelników dzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami, co do problematyki picia codziennego. Otóż trudno przejść obojętnie obok faktu, że w hiszpańskim harmonogramie dnia poszczególne napoje, zimne i gorące, mają dosyć jasno określone miejsce i czasami nieopatrzne zamówienie piwa lub kawy o nieodpowiedniej godzinie może zburzyć nasz wizerunek jako osoby idealnie zaadaptowanej do hiszpańskiej codzienności.
W zaciszu własnego domu każdy sobie pije to, na co akurat ma ochotę. Wielkie cappuccino o 18.00? Nie ma sprawy. Grzane piwo do kolacji? – dopuszczalne. Oczywiście przy zasłoniętych oknach, lepiej takie rzeczy zachować dla siebie, przecież każdy ma jakieś swoje dziwactwa. Kwestie picia komplikują się nieco gdy wychodzimy do ludzi, do baru, restauracji, i trzeba coś zamówić. Warto wtedy znać kilka zasad obowiązujących w hiszpańskim społeczeństwie, żeby nie wypaść na dziwoląga i żeby reszta towarzystwa nie wybałuszała na nas oczu w trakcie zaspokajania pragnienia.
Wyobraźmy sobie, więc: pragnienie, suchość w ustach, ręce drżące w przeczuciu nadchodzącego odwodnienia… co pić? Jak żyć?

WODA

Woda (agua) jest dopuszczalna o wszystkich porach dnia, między posiłkami lub do posiłków. Woda gazowana (agua con gas) jest w Hiszpanii rzadkością, w restauracjach bywa droższa niż woda niegazowana.

SOK

Sok (zumo) pija się głównie do śniadania, albo w czasie wyjścia do baru, gdy nie mamy ochoty na inne zimne napoje. Raczej nie podaje się soków do dużych posiłków typu obiad, kolacja. Jeśli chodzi o smaki to pomarańczowy jest oczywiście standardem, można też bez problemu dostać sok ananasowy, wieloowocowy, brzoskwiniowy, pomidorowy… większe problemy mogą być przy zamówieniu soku jabłkowego, czarna porzeczka niech pozostanie w strefie marzeń i fantazji.

KAWA

Z kawą (café) sprawa się lekko komplikuje. O poranku, do śniadania, praktycznie do 11-12, można zamówić praktycznie wszystkie rodzaje kawy, choć popularna jest kawa z mlekiem (café con leche) lub espresso z mlekiem (cortado, café expreso con leche). Po posiłkach (również po kolacji, choćby było już po północy), do deseru lub po deserze można śmiało zamówić kawę, ale raczej jakąś małą, podawaną w małej filiżance lub szklaneczce „małą czarną” (café solo), cortado, lub wariacje na ich temat (np. kawę z likierem, kawę z mlekiem skondensowanym). Popołudniową porą, w okolicach podwieczorku może to być znowu kawa z mlekiem popijana do jakiegoś ciastka lub przekąski.

PIWO

Hiszpanie lubią pić piwo (cerveza) o każdej porze dnia. Już przed południem, do drugiego śniadania, zaczynają z cañas (szklanka), quintos, botellines (0,20 l) lub tercios, medias (0,33 l) nawet jeśli są w pracy lub na uczelni (taką ilością raczej się nie upijają). Szklaneczka piwa jest dobrym pomysłem o każdej porze dnia jeśli wychodzimy ze znajomymi do baru, siadamy w barowym ogródku i mamy ochotę na coś orzeźwiającego (hiszpańskie bary prześcigają się w chłodzeniu piwa, podanie piwa ciepłego lub letniego zawsze spotyka się z głośnymi protestami). Piwo można też zamówić do obiadu lub do kolacji. Ale uwaga: nie PO zjedzeniu. Gdy jedzenie znika ze stołu, dopuszczalnymi napojami są już tylko kawa, herbata lub coś mocniejszego (kieliszek słodkiego likieru).

HERBATA

Jeśli chodzi o herbatę () to wciąż picie herbaty nie jest jakoś szczególnie popularne. Herbatki ziołowe (infusiones), herbatę czerwoną, zieloną lub czarną możemy zamówić w restauracji po obiedzie lub kolacji (zamiast kawy), nie spotka się to ze zdziwieniem reszty biesiadników, jako że w tej herbatce po obiedzie dostrzega się walory wspomagające trawienie, rozluźniające. O każdej innej porze dnia, picie herbaty może wywołać zdziwienie, ktoś może na przykład pomyśleć, że jesteśmy chorzy albo mamy problemy żołądkowe.

WINO

Wino (vino) podaje się do posiłków (obiad, kolacja) i nie jest to traktowane jako jakiś szczególny luksus. W normalnych restauracjach i barach zawsze istnieje opcja vino de la casa, czyli takie najtańsze, najzwyklejsze wino wytrawne (przede wszystkim białe lub czerwone), którego marki możemy nawet nie znaleźć w menu. Poza tym lampkę takiego wina-zwyklaka można sobie zamówić w barze, w ogródku, na równi z piwem. Co do kolorystyki i dobierania wina do posiłku to wybaczcie, zupełnie się na tym nie znam. Z tego co obserwuję, każdy wybór jest dobry. Jeśli ktoś lubi tylko wino czerwone, zamawia właśnie takie, niezależnie od tego, co ma talerzu.
Zaskoczeni? Czy tylko utwierdziłam Was w tym, co od dawna wiedzieliście? A może macie inne szklankowo-kieliszkowe doświadczenia?