Falsos amigos #1. Baba

Dziś inauguracja nowego zakręconego i (bardzo) na luzie cyklu falsos amigos, „fałszywych przyjaciół”: słów, które są na pierwszy rzut oka i ucha złudnie podobne w hiszpańskim i w polskim, ale w rzeczywistości nie mają ze sobą nic wspólnego. A może jednak…

polski BABA

Oto mamy przed sobą określenie wielowymiarowe, które nawiązuje do poufałych stosunków męsko-damskich, siermiężnej kobiecości straganowo-rolniczej, innym razem, do zniewieściałej nad wyraz męskości; jednym słowem, baba to baba, przychylniej do niej podchodzimy tylko w okresie świątecznym gdy emanuje lukrowanym zapachem bakalii.

hiszpański BABA

W języku hiszpańskim pod tą samą postacią czai się ślina i glut, śluz i ślimaczenie. Baba kapie z otwartej z wrażenia gęby, z jęzora u dyszącego psa; baba się ciągnie za ślimakiem (nie przez przypadek ten bez skorupki zwie się babosa) i sączy się z rozciętej łodyżki rośliny.

I jak tu znaleźć wspólny mianownik? Wspomnijcie na tę hiszpańską babę gdy następnym razem znajdziecie się w zasięgu którejś z tych naszych, pyskatych bab soczystej wymowy.

A o hiszpańskim zwrocie caerse la baba (ślinka leci) przeczytacie tutaj.