De sofá y manta

Długie jesienne wieczory są świetną okazją do powrotów: jedni z nas wracają do dawno zarzuconego hobby, szydełkowania, pisania poezji, czytania kryminałów lub pieczenia babeczek. Dla innych są to powroty do życia w letargu: w fotelu, z kubkiem gorącej herbaty, pod wydzierganym przed laty kocykiem i, oczywiście, w
obowiązkowych puchatych kapciach na stopach.

Pisząc o tym, wybiegam nieco w przyszłość: w moim mieście ciągle świeci słońce a temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Jednak nawet zaprzyjaźnieni z piękną pogodą Hiszpanie znają to uczucie, gdy jedyne, na co mamy ochotę to zaszyć się w tym opisanym powyżej fotelowym, sennym raju i nie wyściubiać z niego nosa. Do tego właśnie sposobu spędzania wolnego czasu odnosi się wyrażenie de sofá y manta („kanapowo-kocykowy”): tarde de sofá y manta, finde de sofá y manta, plan de sofá y manta, domingo de sofá y manta. Nie ma się przed czym wzbraniać, sofa i kocyk od czasu do czasu wszystkich kuszą swym nieodpartym, przytulnym urokiem. A jeśli w dodatku za oknem pada, to czego chcieć więcej niż wygodnego gniazdka we własnym domu, dobrej książki lub filmu i filiżanki jakiegoś smakowitego parującego napoju?

Jakie u Was nastroje? Może właśnie ten dzień warto okrzyknąć dniem de sofá y manta?