8 apellidos vascos (film)

Gdy pisałam artykuł o pięciu filmach hiszpańskich ktoś z Was zapytał mnie czy widziałam „8 apellidos vascos” (2014, reż. Emilio Martínez-Lázaro). Film ten był na mojej liście „do obejrzenia w wakacje” i choć wakacje już dawno się skończyły, wreszcie mogę powiedzieć: obejrzałam, śmiałam się, eskerrik asko y agur.


Historia jest banalna, wręcz kiczowata i takie były też założenia twórców filmu. W skrócie: Baskijka  Amaia, porzucona przed ołtarzem przez narzeczonego, zapija swe smutki w andaluzyjskiej knajpie, w Sewilli. Pijana i wściekła próbuje się wyładować na poznanym przypadkowo typowym Andaluzyjskim „paniczyku” Rafie (włosy zaczesane do tyłu na żelu, eleganckie ubranko, lakierki plus przaśne poczucie humoru). Z wyładowania nic nie wychodzi bo dziewczyna zasypia (u niego w łóżku). Dla romantycznego Rafy jest już jednak za późno: strzała amora dosięga go mimo przesądów i strachu przed Baskami zaszczepionymi w nim od dzieciństwa. Bierze więc sprawy w swoje ręce i rusza do jej ojczyzny, mrocznego i przerażającego Kraju Basków (takim przynajmniej go widzi). 
Możecie już sobie wyobrazić ciąg pomyłek i komicznych sytuacji, które z tego wszystkiego wynikną. Rafa będzie udawał Baska (wymyśli sobie nawet imię i 8 nazwisk: Antxon Arguiñano, Igartiburu, Erentxun, Gabilondo, Urdangarín, Otegi, Zubizarreta, Clemente) by udowodnić swoje baskijskie korzenie z dziada pradziada. Będzie musiał się zmierzyć ze wszystkimi stereotypami związanymi z Baskami: że jedzą na potęgę, że ciągle wojują o niepodległość na ulicach, że ich dziewczyny są  buńczucznymi babo-chłopami ze szpecącymi fryzurami i nie znają się ani na żartach ani na romantycyźmie.

Czy warto obejrzeć ten film?

Myślę, że tak. Mimo prześmiewczego tematu i banalnej fabuły, ten film może nas naprawdę czegoś nauczyć. Po pierwsze: stereotypów jakie wciąż pokutują na temat Andaluzyjczyków i Basków. Stereotypów, które nierzadko mają w sobie ziarno a nawet więcej prawdy. Po drugie, od strony językowej ten film może wzbogacić nasze słownictwo i znajomość akcentów: zderzenie akcentu z Sewilli porównany z północnym akcentem baskijskim daje efekt wybuchowy. Po trzecie, film może być okazją do zapoznania się z prawdziwą kulturą Basków i ich językiem i nauczenia się choć kilku podstawowych słówek.

Minusy?

Myślę, że w wersji z dubbingiem ten film bardzo dużo traci, wielka część humoru oparta jest na żartach językowych (i dotyczących różnic dialektalnych).
Z drugiej strony, nie będę Was oszukiwać: w wersji oryginalnej trzeba dobrze nastawiać ucha, żeby wszystko wychwycić i zrozumieć. Dochodzą do tego liczne nawiązania do rzeczywistości baskijskiej, które nie wszyscy będą w stanie zrozumieć bez zagłębienia się w temat (od czego jest Wikipedia!)

Podsumowując

Film polecam. Dla osób o zaawansowanej znajomości języka: w wersji oryginalnej (albo z napisami hiszpańskimi). Ewentualnie, z napisami po polsku. W ostateczności, z dubbingiem. Myślę, że historia miłości dwóch osób, które są jak ogień i woda, jak północ i południe, może sama w sobie rozbawić wszystkich, a te językowo-kulturowe smaczki tylko dodają jej pikanterii.