El tiempo entre costuras. Krawcowa z Madrytu (książka)

Wczoraj skończyłam czytać bestseller Marii Dueñas El tiempo entre costuras, przetłumaczony na polski jako Krawcowa z Madrytu. Myślę, że to powieść dosyć dobrze znana polskim czytelnikom, kilkoro z Was dawało znać na fb, że ją czytało. Książkę pożyczyła mi znajoma, zabierałam się do niej kilka razy, bo uznałam, że powinnam wyrobić sobie własne zdanie na temat hiszpańskiej kultury importowanej do Polski. Chcecie się dowiedzieć, jak książka Dueñas wypadła w mojej ocenie?

Krótko o treści. Główna bohaterka, Sira Quiroga, to młoda i naiwna dziewczyna, która w Madrycie uczy się zawodu krawcowej u boki swojej matki. Niby ma wyjść za mąż, potem się zakochuje w nie tym, co trzeba, pojawia się wielki spadek po ojcu, o którego istnieniu nie miała pojęcia… Nie dzieje się nic takiego aż do momentu, gdy ze swoim kochankiem wyjeżdża do Maroka i zostaje tam przez niego porzucona na pastwę losu. Potem wplątuje się (zawsze jakby mimo woli, rzadko myśląc sama za siebie) w polityczne zagrywki, jakieś szpiegostwo, szemrane interesy; słowem, staje się (nie ukrywajmy, nieco na siłę) częścią historycznych wydarzeń rozgrywających się w Hiszpanii w latach 30 ubiegłego wieku. Wszystko to na 600 stronach grubaśnego czytadła.

Przyznam, że początkowo powieść mnie wciągnęła, napisana jest ładnym, bogatym językiem, w pierwszej części pojawiają się autentyczne zwroty akcji (albo sama w sobie AKCJA), czego później już nie mogłam się doszukać.

Szybko jednak zrozumiałam, że to nie książka dla mnie i że zarzut, jaki muszę jej postawić jest, niestety, nie do obronienia.

Zamiast pokazywać co się dzieje, opowiada, że się wydarzyło

Jest taki moment, gdy Sira poznaje pociągającego reportera z Anglii, którego tajemnicza misja sprowadza do Maroka. Spędzają razem coraz więcej czasu, Sira pomaga mu zdobyć ściśle tajne informacje, zaczyna go darzyć sympatią. Słowem, czuć miętę na kilometr. I co się dzieje? Dowiadujemy się z jednego opisowego akapitu, czegoś (mniej więcej) takiego: „zbliżyliśmy się do siebie, między naszymi ciałami wytworzyło się coś w rodzaju kosmicznego przyciągania i kilka razy znaleźliśmy się na krawędzi szaleństwa, jednak ja (Sira) nie pozbierałam się jeszcze po ostatnim związku i nie dałam się ponieść pasji, którą oboje odczuwaliśmy”. Tak, i koniec.

To wszystko, co dostajemy po ponad 300 stronicach leniwej lektury na temat szycia, cerowania, mierzenia, łażenia po przyjęciach marokańskiej arystokracji i biadolenia na temat tego nieszczęsnego Ramiro, który ją zostawił dwa lata temu? Dla mnie w dobrej powieści wszystko to, co streściłam powyżej powinno się WYDARZYĆ, to znaczy, czytelnik sam ma być świadkiem tego iskrzenia, sytuacji, w których poskramiana pasja i uczucia wychodzą na wierzch, napięcia, jakie wytwarza się pomiędzy dwiema osobami, które się pragną, a zarazem nie mogą się do siebie zbliżyć.

Dalej takich momentów jest mnóstwo. Sira opowiada nam jak to „przez ostatni rok dużo pracowałam i wzięła udział w wielu niesamowitych wydarzeniach, które pomogły jej wyrosnąć z głupiutkiej dziewczynki na świadomą kobietę”, ale to, co dostaje czytelnik to głównie wewnętrzny monolog bohaterki, a nie rzeczywiste wydarzenia, przygody, które na pewno pomogłyby utrzymać pewien poziom napięcia w powieści. Bo bez napięcia, po co czytać? Kolejne klientki zakładu krawieckiego, kolejne przyjęcia z politycznym podtekstem, kolejne wstawki z historii Hiszpanii, ale wszystko to z boku, z głowy; akcja zagadana na śmierć.

Praktycznie połowę powieści przekartkowałam, przeczytałam po łebkach (albo po dialogach), chcąc doczytać do końca, który, swoją drogą, wcale nie zmienił mojego zdania o całości.

Czy warto sięgnąć po tę książkę?

Z portali czytelniczych, na które zajrzałam, wynika, że tak. Wiele osób ją poleca i zachwyca się zarówno przedstawioną historią jak i główną bohaterką (której ja niestety nie zdążyłam polubić). Z reakcji czytelników wygląda na to, że książka to prawdziwy hit, serial na niej oparty również bił tutaj w Hiszpanii rekordy popularności. Nie mogę więc nikogo z czystym sumieniem odwieść od tej lektury. Niestety nie mogę też jej tak po prostu radośnie polecić tylko dlatego, że dobrze się sprzedaje.

Ciekawa jestem, czy mieliście podobne odczucia w czasie czytania? A może to ja się nie znam na literaturze popularnej?