Czym pachnie lato w Hiszpanii?

Pisałam już o moich wakacyjnych hiszpańskich smakach. Dzisiaj, sącząc smakowite, chłodne gazpacho, napiszę Wam czym według mnie pachnie hiszpańskie lato. Nie wszystkie zapachy są przyjemne, nie wszystkie chciałabym wspominać gdy w zimowe wieczory, przytulona do grzejnika myślę o błogich dniach, w których nie musiałam się owijać wełnianymi szalami by móc normalnie funkcjonować. Ale wszystkie te zapachy, zarówno te przyjemne jak i te, które zaliczylibyśmy raczej do kategorii smrodków razem tworzą niepowtarzalny aromat lata, wolności, rozgrzanych chodników, omdlałych palm, rażącego słońca i zatłoczonej plaży.

1. Zapach morza

Nie wiem jak można opisać zapach morza inaczej niż po prostu tak, że pachnie morzem. Kilometrowe przestrzenie słonej wody, która białymi bałwanami rozbija się o brzeg i mieni się słonecznymi cekinami na horyzoncie. Pachnie świeżością, rybą, małżem, jodem, solą. W wietrzne wieczory zapach jest ostry, prawie nieprzyjemny. Tak jakby wzburzone wody starały się nas od odepchnąć jak najdalej od swojego terytorium.

2. Zapach plaży

To nie to samo, co zapach morza. Tutaj pachnie inaczej. Na dzikich plażach pachnie pobliską roślinnością, krzewinkami i ziołami, które wdzierają się na plażę. Zapach jest odurzający, leśno-łąkowy, rozmarynowy, tymiankowy, żywiczny i słodki. Na plażach turystycznych, natomiast, pachnie zupełnie inaczej. Tutaj olejki eteryczne zostają zastąpione olejkami i kremami do opalania.

3. Zapach przedmieścia

Podmiejskie rezydencje w okolicach Walencji są miejscami wyjątkowymi. Kryją się za wysokimi parkanami porośniętymi jaskrawo kwitnącą bugenwillą. Zazwyczaj są to duże jednorodzinne domy z zadbanymi ogrodami, w których centralne miejsce zajmuje okolony palmami basen a na uboczu stoi wymurowane palenisko-grill. Dlatego przedmieścia i dzielnice rezydencyjne pachną mieszanką słodkiego jaśminu i aromatycznego dymu: na paleniskach rodziny przyrządzają sobie paellę lub przypiekają mięso i ryby.

4. Zapach miasta

To najmniej przyjemny z letnich zapachów. Miasto jest duszne, przepełnione wilgocią, która do godzin południowych unosi się w powietrzu białawą mgiełką. W centrum ulice, choć regularnie zamiatane i myte, lepią się od brudu, rozlanych napojów, resztek jedzenia. Kontenery na śmieci szybko się przepełniają, a ich zawartość fermentuje ze zdwojoną siłą pod naciskiem słońca. W dodatku z pól położonych na północ od miasta, w rejonie Alboraya, zwanym również spichlerzem Walencji, nadciąga uporczywy zapach świeżo rozlanego nawozu, który przywodzi wspomnienia wakacji na wsi.
Gdyby zsumować te wszystkie aromaty, powstałaby mieszanka wybuchowa. Ale nie zamieniłabym żadnego ze składników na inny!