Mientras duermes (film)

Dzisiaj postanowiłam dokarmić nieco zaniedbaną kategorię „kultura” i polecić Wam film. Nie chodzi tu o jakąś specjalną nowość, ale ja obejrzałam całkiem niedawno i zrobił na mnie duże wrażenie, co nie zdarza mi się zbyt często, więc ten wyjątek od reguły zasługuje sobie na komentarz. Chodzi mi o thriller Mientras duermes, tytuł przetłumaczony na polski jako Słodkich snów, z 2011 roku (reżyseria Jaume Balagueró, scenariusz Alberto Marini).
Może zacznę od tego, że w filmach cenię przede wszystkim pomysł na całość, lubię, gdy zwroty akcji mnie zaskakują. A jako że wyrosłam na fantastyce i sf, to lubię nawet w filmach nie z tych gatunków pewne przerysowanie, przesadę graniczącą z absurdem, satyrę, itd. Nie wystarcza mi sama „atmosfera” czy „klimatyczność”, ani w filmach ani w literaturze, potrzebuję czegoś więcej, jakiejś myśli przewodniej (wyrażonej wystarczająco jasno, żebym nie musiała jej na siłę wyłuskiwać za pomocą wyniesionych ze studiów technik interpretacji utworu).

Co jest takiego ciekawego w tym filmie?

Młoda dziewczyna, Clara, wieczna optymistka wprowadza się do mieszkania w pewnej kamienicy. Nie podporządkowuje się niepisanej zasadzie i ciągle się cieszy, weseli, raduje, wstaje rano pełna energii i nic nie jest w stanie jej przyćmić widzianego przez różowe okulary świata.
Nie godzi się na to César, portier. Zawód ten w Hiszpanii wciąż jest bardzo rozpowszechniony, wiele budynków ma takiego swojego portiera, który całe dnie siedzi w kanciapie, czyta jakieś tajemnicze pisma, notuje coś w pożółkłym kajecie i właściwie nie wiadomo, na czym ta jego praca polega. César, jak na portiera przystało, dysponuje kluczami do wszystkich mieszkań w kamienicy „na wszelki wypadek”. Już sobie wyobrażacie, co się dzieje dalej?
Mnie zmroziło, gdy zobaczyłam po raz pierwszy jak César włazi pod łóżko Klary, czeka aż dziewczyna zaśnie a potem wyczynia harce po jej mieszkaniu. Tak, POD ŁÓŻKO. Wszystkie koszmary z dzieciństwa nagle stanęły mi przed oczami. Ale żaden nie równał się temu, co dalej dzieje się w filmie…
Sami zobaczcie trailer:

Czy jest to film tzw. górnych lotów i sztuki przez duże S?

Nie wiem i nie interesowałam się tym, przyciągnął moją uwagę i zdołał utrzymać mnie w napięciu do samego końca, a nawet kilka godzin później.

Czy César posuwa się za daleko?

Stanowczo tak.

Czy strach się bać?

Nie, nie jest aż tak źle. Nie oglądam horrorów bo nie lubię się tak „bać”, a tutaj mamy thriller, który owszem, wprowadza dreszczyk i napięcie, ale nie wymaga chowania głowy pod koc. No chyba, że nie lubicie patrzeć na karaluchy.

 

Czy ta historia mogła przydarzyć się naprawdę?

Mam wielką nadzieję, że nie. Mam również nadzieję, że każdy ma tyle rozsądku, żeby przed zaśnięciem na wszelki wypadek zaglądnąć pod łóżko!