Vender la moto

Mało kto lubi gdy ktoś go oszukuje lub naciąga, nawet jeśli w grę nie wchodzą kwestie pieniężne. Przecież równie drażniące są momenty gdy ktoś ściemnia nam na swój temat, opiewa swe wdzięki i zdolności wielkimi słowami, ochami i achami bajeruje, a potem dopiero przekonujemy się, że to wszystko nieprawda, że zostaliśmy paskudnie otumanieni, jednym słowem, że próbowano nam żywcem i bez znieczulenia wcisnąć kit.
źr. google

W naszym ciepłym (przynajmniej na południu i w lecie) hiszpańskim kraju z kitem niewiele ma się do czynienia. Okna często sa pojedyncze, nieszczelne, przepuszczające wodę, wiatr, komary i zapachy z kuchni sąsiada z dołu. Nie starczyłoby kitu nad Wisłą, żeby to wszystko pozalepiać! Dlatego też, zamiast wciskać kit, Hiszpanie sprzedają motory. No tak, bo tę nieszczęsną akcję bajerowania, oszukiwania i ściemniana, którą starałam się opisać, po hiszpańsku możemy określić właśnie jako vender la moto. Gdy ktoś próbuje nam sprzedać (wcisnąć lub upchać) motocykl, nie ufajmy mu tak od razu! Obejrzymy tego darowanego dwukołowego konia dobrze, zaglądnijmy mu w zębatki, żeby czasem nie okazało się, że zardzewiałe…

¡No me vendas la moto! możemy powiedzieć z oburzeniem, gdy przyłapiemy kogoś na gorącym uczynku. ¿Me estás vendiendo la moto? zapytajmy wyzywająco, aby ukrócić zawczasu niecne próby wciskania. 
No chyba, że ktoś się od razu stawi na pięknej lśniącej wuesce czy innym romecie, wtedy zawsze jeszcze pozostaje nam droga negocjacji…