Zwrotów nie przyjmujemy! (o zapisach na kursy językowe)

Tak to już jest, że ludzki ród rozkoszuje się w narzekaniu na wszelkiego typy administracje, biura i urzędy. I zazwyczaj mamy absolutną rację: instytucje, zwłaszcza te publiczne często działają do bani. Czasem jednak możemy się miło zaskoczyć. Spotkało mnie to ostatnio, a że historia związana jest poniekąd z językami, nie zawaham się nią podzielić. 
Kolejka w dniu rekrutacji na kurs niemieckiego w Walencji
źródło: El Pais

Zapisałam się w styczniu na kurs niemieckiego od podstaw tutaj, w Walencji. Generalnie w tutejszych szkołach językowych można zapłacić wszystko z góry lub opłacić kurs w 2-3 ratach (przy czym ostateczna kwota wzrasta nieco w porównaniu do płacenia wszystkiego na raz). Najczęściej gdy płacimy z góry nie ma później możliwości zwrotu pieniędzy, możemy sobie śmiało z kursu rezygnować, ale inwestycji nie odzyskamy. Tak też było z moim kursem niemieckiego: można się wycofać i odzyskać pieniądze minus 30 euro na opłaty administracyjne pod warunkiem, że… kurs się jeszcze nie rozpoczął. Po pierwszych zajęciach nie ma już o czym marzyć. Od początku wydawało mi się trochę nie fair. Co z dopasowaniem kursu do potrzeb ucznia? Co ze sprawdzeniem czy grupa nam odpowiada? Nie ma odwrotu.

W tym tygodniu zapisałam się na kolejny kurs (A2) niemieckiego w Niemczech (wyjeżdżam na trzy miesiące, ale nie martwcie się, blog jedzie ze mną!). Chociaż na odległość i przez e-mail potraktowano mnie z taką wyrozumiałością, że prawie się wzruszyłam. 
Mogłam wybrać dni w których najbardziej mi odpowiadają zajęcia, ale jeśli coś by się zmieniło, to będę mogła przeskoczyć do innej grupy. 
Mogłam się zapisać przez Internet i dostałam odpowiedź na maila następnego dnia (ciekawe, tego samego dnia dostałam odpowiedź z hiszpańskiej szkoły: na maila którego im wysłałam w sierpniu!!*) 
Wreszcie doszliśmy do kwestii płacenia. Po pierwsze, kurs kosztuje 5 (!!) razy mniej niż w Hiszpanii. Po drugie, tak, niechże się nie martwię, mogę zapłacić już po przyjeździe. Najlpiej byłoby zapłacić w drugim tygodniu zajęć, tak żebym już była pewna że kurs odpowiada moim oczekiwaniom. Niemiecki profesjonalnizm i dokładność: stereotypy (te znane Hiszpanom) się sprawdzają. Niemieckie ceny: zaskakująco niskie! Czy tam naprawdę tak jest czy miałam po prostu ogromne szczęście?!

* Nie wiem czy słyszeliście, ale teraz w Hiszpanii panuje szał na punkcie nauki niemieckiego, zwłaszcza w pierwszych tygodniach września. Liczba uczniów zainteresowanych tym językiem wzrosła do 20%! W tym roku w publicznej szkole językowej znalazłam się na 3560 miejscu listy, przyjęto 200 pierwszych osób.