Czy warto wyjechać na kurs językowy?

Przy okazji konkursu Sprachcaffe, w którym jak wiecie, można wygrać, między innymi, kursy językowe za granicą, zaczęłam się zastanawiać: czy warto wziąć udział w kursie językowym za granicą? A może jest to wręcz konieczne, żeby dogłębnie poznać język obcy danego kraju?
źródło: Sprachcaffe

Ja nie miałam okazji uczyć się żadnego z języków, które znam (lepiej czy gorzej) na kursie językowym za granicą. Francuskiego i angielskiego uczyłam się w szkole, hiszpańskiego i włoskiego, na studiach, niemieckiego zaczęłam się uczyć w Hiszpanii. Prawie wszystkie z tych języków poznałam w zadowalającym mnie stopniu… PRAWIE. Miałam to szczęście, że mogłam pomieszkać przynajmniej dwa miesiące w krajach, w których mówi się tymi językami, oprócz Francji. Tam byłam tylko przejazdem i nigdy nie miałam okazji wykorzystać nabytych zdolności językowych w codziennych sytuacjach. I to chyba dlatego nie mówię po francusku.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie każdy będzie miał możliwość wyjazdu i wypróbowania swoich językowych sił w codziennych starciach z nativami. Czy kurs językowy za granicą może dać podobne rezultaty? Nie sądzę. Przecież tygodniowy pobyt w zamkniętym ośrodku z grupą innych osób uczących się języka sprzyja raczej rozmowom z tym właśnie innymi uczestnikami kursu i w dodatku, najczęściej w naszym języku, imprezom i zwiedzaniu… ale nie rozmawianiu z tybulcami! Pobyt na kursie nie jest więc, moim zdaniem, przydatny ani do poprawy płynności językowej, ani do nabycia praktyki w rozmowach z rodowitymi użytkownikami języka. Natomiast uważam (teoretyzując, bo nie mówię z własnego doświadczenia) tego typu kurs, na przykład w jakimś uroczym zakątku Meksyku, Argentyny czy Hiszpanii, może mieć wiele innych zalet:
  1. Nic tak nie zmotywuje nas do nauki jak wyprawa do fascynującego nas kraju i obcowanie z jego kulturą, klimatem i kuchnią.
  2. Na codzień będziemy otoczeni bodźcami sprzyjającymi przyswajaniu języka; mam tu na myśli napisy, szyldy, menu, brzmiące w tle hotelowej recepcji radio, reklamy, ogłoszenia z głośników w metrze, przekupki zachwalające swoje produkty na targu… Język będzie nas w naturalny sposób atakował ze wszystkich stron!
  3. Przez tych kilka godzin nauki dziennie przyswoimy sobie więcej materiału niż czasem przez tygodnie nauki w domu. Słówka łatwiej będzie zapamiętać gdy poznamy je w autentycznym kontekście. No bo i jak tu zapomnieć, że leżeliśmy sobie pod palmą (palmera) i się opalaliśmy (broncearse) słuchając szumu fal (olas)??
  4. Nawet jeśli tylko przez tydzień, to będziemy w stanie chłonąć język i specyfikę jego kraju wszystkimi zmysłami. Zasmakujemy potraw, które znaliśmy tylko z obrazków i przekonamy się czy Hiszpanie rzeczywiście tak głośno mówią. Przez zaledwie kilka dni nagromadzimy wystarczająco dużo wrażeń, by umilić nam naukę przez wiele następnych miesięcy, już po powrocie do domu.
To tyle, jeśli chodzi o moją teorię. Zgadzacie się ze mną? Przekolorowałam? A może sami byliście już na jakimś kursie językowym za granicą i możecie tą moją teorię potwierdzić lub obalić argumentami z Waszego doświadczenia? A jeśli właśnie naszła Was ochota, żeby na własnej skórze sprawdzić jak to jest (a potem nam o tym opowiedzieć), to już wiecie co robić: weźcie udział w konkursie i… jedźcie!