Mucha mierda

Czy u Was też sesja? Egzaminy? Sześć filiżanek kawy na dobę?
Przypomniałam sobie ostatnio jak to na kilka dni przed moim egzaminem wstępnym na Iberystykę najpierw zaliczyłam bombardowanie ptasią kupą, a potem, przechodząc zatopiona w myślach, pływająca wręcz w stresie przedegzaminacyjnym, wstąpnęłam na końską minę leżącą na środku ulicy. Dwie kupy w tym samym tygodniu, czy to na pewno przypadek? Czy przypadkiem było też to, że zdałam tamten egzamin i mimo wielkiego oblężenia kierunku dostałam się na upragnioną Iberystykę? Przecież zwykło się mawiać, że taka przypadkowo atakująca nas kupa (z ziemi czy z powietrza) to właśnie nieomylny znak nadchodzącej pomyślności, jakiegoś szczęśliwego trafu bądź farta.
Słyszeliście więc zapewne, że po hiszpańsku możemy komuś życzyć powodzenia, na przykład przed egzaminem, powiedzieniem mucha mierda. W Internecie znajdziecie na pewno mnóstwo różnych wyjaśnień dla pochodzenia tego powodzenia, na przykład takich związanych z tearem i końską kupą (trupa teatralna radowała się widokiem gór końskich odchodów przed wejściem do teatru bo oznaczała ona dużą ilość widzów). Niestety nie mogę w żaden sposób potwierdzić słuszności tej tezy, czyżby kolejna miejska legenda?

Chyba bardziej mnie przekonują głosy, które mówią o zabobonach i przesądach, a dokładnie z często spotykanym przeświadczeniem, że coś złego zapowiada coś dobrego. Uwidacznia się to co najmniej w czterech znanych mi językach (a będę ogromnie wdzięczna jeśli podpowiecie mi przykłady z innych). Tak więc, aby komuś życzyć szczęścia, zwłaszcza przed jakąś szczególnie trudną życiową próbą, mówimy:
po hiszpańsku: mucha mierda
po polsku: połamania karku/nóg/pióra
po angielsku: break a leg
po włosku: in bocca al lupo („do gęby wilkowi”)
Co z tego wynika? Dla mnie, a przesądna nie jestem zupełnie, wynika jedynie ciekawostka językowa. Niestety, życiowe doświadczenie szybko pokazuje nam, że to nie jest tak, że jeśli przytrafi się nam coś złego, to jest to tylko zapowiedź czegoś dobrego. Język zaś pokazuje nam, że wielokrotnie jest niekonsekwentny w tym ustanawianiu „prawd ludowych”, bo przecież mówimy też, że nieszczęścia chodzą parami... Więc w końcu na czym stanęliśmy? Co po tej nieszczęsnej „kupie”, następna „kupa” czy też łut szczęścia i wygrana w lotka?
Pozostawiam Wam roztrzygnięcie tych kwestii, a wszystkim, którzy tego potrzebują, życzę połamania… życzę po prostu POWODZENIA! 
¡Mucha suerte!