Macho

Ochłodzenie! Kryj się kto może! Wczoraj w nocy temperatura w Walencji spadła do ośmiu (tak, +8 stopni Celsjusza), a nam już uszy marzną. Wiatr się jakiś taki zerwał… i mimo cudnie świecącego słońca, czas już ponarzekać na pogodę. Hiszpanie też tak mają, że pogoda to jeden z lepszych tematów na rozmowę, zwłaszcza z nieznajomymi (idealnie nadaje się na small-talk).

Wbiegam szybko do kamienicy, popychana podmuchami tego „lodowatego” wiatru, witam się tradycyjnym i bezosobowym Hola z sąsiadami czekającymi na windę. Już jedziemy, a młoda sąsiadka z czwartego piętra zaciera skostniałe z zimna dłonie. Pociąga nosem i pomrukuje do mnie spod szalika:

¡Qué frío, macho!

Wiecie już pewnie, że podpis pod wpisami na blogu nie jest przypadkowy i że jestem kobietą. A wiedzieliście też, że nawet dziewczyny mogą do siebie mówić macho („samiec”, „macho”)??? I wcale nie ma się o co obrażać! To po prostu taki przyjacielski zwrot, jak nasze stara, kobieto, itd. albo hiszpańskie tía. Nie ma nic wspólnego z ubieraniem się na męsko czy meszkiem nad górną wargą 😉 Oczywiście, chodzi o zwrot używany w sytuacjach bardzo nieoficjalnych, przede wszystkim wśród młodzieży… W pewnym wieku można więc po prostu uznać za komplement to, że zwracają się do nas per macho!!