Jak zwierzęta „mówią” po hiszpańsku?

Można się całe życie uczyć języków obcych, można się osłuchać z językiem, a nawet nabyć tak zwaną intuicję co do języka, która w razie wątpliwości pomaga nam w dobraniu odpowiedniego wyrażenia lub w zrozumieniu dwuznaczej wypowiedzi. Jedno, moim zdaniem, pozostaje niezmienne: nie nauczymy się słyszeć w obcym języku na tyle dobrze, żeby usłyszeć tak samo jak native.

Jak hiszpańskie ucho odbiera szemranie leśnego strumyczka?
Co słyszy, gdy za oknem rozlega się łomot grzmotu, który zdaje się przełamywać niebo na pół?

Jak odbiera rżenie źrebaka albo piszczenie myszki?

Jasiu, jak robi krowa?

Podczas gdy bez problemu znajdziemy w podręcznikach czy w Internecie listy wyrazów dźwiękonaśladowczych (czasowników takich jak rżeć, beczeć, ryczeć, itd.), jakie stosuje się dla określenia „mowy” poszczególnych zwierząt, trudniej już doszukać się konkretnych dźwięków jakie te zwierzęta wydają. Bo przecież to nie jest coś, czego uczymy się z książek, prawda? Te „słowa” są zazwyczaj jednymi z pierwszych już u malutkich dzieci, nawet takich dzieci-mieszczuchów, które dopiero za kilka lat podczas jakiejś wycieczki szkolnej zaglądną do obory i będą miały okazję potrzymać w malutkiej dłoni trzesącego się, żółtego kurczaczka.
Zosiu, a jak robi kura? Kokoko.
Zastanawialiście się kiedyś nad tym jak my sami, rodzice i osoby wychowujące dzieci, podpowiadamy im w jaki sposób interpretować te zwierzęce dźwięki i zamienić je na ludzkie sylaby? Czy nieskażone taką dorosłą podpowiedzią dziecięce ucho wpadłoby na te same dźwięki, czy może inaczej zinterpretowałoby kozie „meee”?

Co mówią zwierzęta po hiszpańsku?

A przechodząc do hiszpańskiego, skąd możemy się dowiedzieć jak koń, krowa, kot, pies i reszta ferajny mówią po hiszpańsku? Jednym z prostych, choć nie dla wszystkich dostępnych sposobów jest przetestowanie jakiegoś Hiszpana, dorosłego bądź przedszokolaka. A jeśli nie, to możemy zawsze posiłkowąć się Internetem. Znalazłam kilka ciekawych nagrań dzieci i dla dzieci, które wkraczają właśnie do magicznego świata zwierzęcej mowy. Ale uwaga! Trzeba znaleźć filmik z napisami… Na przykład, taki jak ten:

Jaki koń jest, niby każdy widzi. Jak rży, też każdy precież słyszy… ale nie da się ukryć, że Polak usłyszy ihaha, a Hiszpan ijiii ijiii /ichi ichi/. Inny przykład. O świcie, zaspane wioski podkarpacia kogut budzi donośnym kukuryku! Tymczasem, tysiące kilometrów dalej, dzielni uprawiacze oliwek słyszą od swoich kogutów quiquiriquí (kikirikí). Podczas spaceru po parku, nasze zdolne polskie ucho wychwytuje radosne ćwir-ćwir wróbli, podczas gdy ucho hiszpańskie słyszy tam pío-pío. Wiele dźwięków zwierzęcej mowy jest podobnych w naszych językach, i wygląda na to, że są zwięrzęta o języku uniwersalnym. Nie przysporzy nam kłopotu krowa, która robi takie samo muu na polskiej i na hiszpańskiej łące, miauczenie kota odbieramy podobnie jako miau, owca beczy niezmienne beee. 

A najmniej wyraźnie w tym zwierzęcym światku (oprócz wspomnianego już ptaszka) mówią chyba świnie i żaby. No bo przecież niewiele wspólnego ma nasze chrum-chrum z hiszpańskim (?) oink-oink ani re re kum kum z croa-croa (dla żab)?
Pozostaje jeszcze pytanie: czy polska żaba zrozumiałaby się z hiszpańską?