Hiszpanie zapraszają

Z czym wiąże się przyjęcie hiszpańskiego zaproszenia? invitar jako prowodyra tematu, który dzisiaj podejmuję, choć jest on bardziej kulturowy niż ściśle lingwistyczny. Myślę, ba, wiem z własnych doświadczeń sprzed lat, że z tego tematu rodzi się spora część nieporozumień pomiędzy świeżo przybyłymi do Hiszpanii a tamtejszymi. Już banalne vamos a tomar algo łączy się z sytuacjami, z których czasem trudno wybrnąć bez popełnienia gafy. No bo, jeśli idziemy na kawę w czasie przerwy w pracy, albo na piwo z kolegami z kursu, to kto płaci?
Jeżeli jeszcze nie byliście w podobnej sytuacji, to na pewno czytaliście, że z reguły nie płaci się “każdy za siebie” lecz ktoś oferuje, że zaprosi resztę, innymi słowy ahora paga uno y luego otro (teraz zapłaci jedna osoba, następnym razem inna). Jednak nie jest już takie jasne kto to ma być i jak mają się zachować ci zaproszeni. No bo teoretycznie, jeśli jeden zaprasza na “rundkę” to na następną powinnien zaprosić ktoś inny i tak dalej aż wszyscy wszystkich zaproszą?
Nierealne.

Zawsze ktoś pozostanie komuś dłużny i zawiśnie w towarzystwie ta nieuchronna la próxima, ya me invitarás, przewidywana w przyszłości sytuacja odwdzięczenia się za tę niedźwiedzią przysługę. Trzeba więc mieć na uwadze, że wychodzenie z Hiszpanami to swego rodzaju błędne koło… No a jeśli spróbujesz się wybić i chyłkiem oddać swoją część rachunku zapraszającemu? Im mniej się znacie, im dalsze wasze relacje, tym większa pewność porażki. Bo zaprasza i już, nie ma zmiłuj. A wierzcie mi, to nie zawsze jest na rękę!

Dzielenie rachunku

Drugi niezwykle rozpowszechniony sposób płacenia w barach to dzielenie całego rachunku między wszystkich biesiadników (pagamos entre todos), w równych częściach, jadłeś roladki jagnęce czy talerz frytek, piłeś wino z 1995 czy wodę z kranu. Owszem, czasem ktoś się zlituje i dla szczególnego niejadka, który ledwie przełknął dwa liście sałaty, znajdzie się cena specjalna. Ale to tylko czasem. W większości przypadków wszyscy starają się zamawiać w podobnym przedziale cenowym, no ale jeśli przy stole są osoby niepijące a reszcie zachciało się wina to raczej nie ma co liczyć na odliczenie im niewypitych promili.

Powiecie mi pewnie, że to tak ładniej, bardziej elegancko, jeśli wszyscy płacą po równo a nie liczą się co do złamanego grosza bo ktoś tam miał dodatkową porcję keczupu. Może i ładniej, ale nie raz i nie dwa na takim “eleganckim” liczeniu chudzinom porftel najbardziej się wyszczupla, na rzecz pełnego brzucha łakomczuchów. A już szczególnie chudzinom-erasmusom. Wiecie co mam na myśli.

Zaproszenie na grilla

No dobrze, a o co chodzi z zaproszeniami typu hago paella en mi casa albo es mi cumple y estamos organizando una barbacoa? Uwaga. Najczęściej, zwłaszcza w gronie osób młodszych i wszelkich kręgach nie familijnych, zaproszenie to jest częściowe. Bardzo rzadko zdarzało mi się widzieć tego typu imprezy domówki, w których gospodarz wszystkim się zajmował, a przez “wszystko” mam na myśli paragon ze sklepu. Najczęściej gospodarz oferuje miejsce na spotkanie (swój dom czy ogród) i organizację tegoż (zakupy, gotowanie, podanie, sprzątanie) lecz rachunek ze sklepu dzieli się równo między wszystkich obecnych gości.

To rozwiązanie osobiście wydaje mi się genialne, bo przecież gospodarz spotkania już dał od siebie bardzo dużo: swój czas, chęci i siłę roboczą, która cały ten rozgardiasz później posprząta. My przychodzimy na gotowe ale dokładamy swoje trzy grosze, żeby było sprawiedliwie. Na pewno bardziej się to sprawdza niż proszenie, żeby każdy “coś przyniósł” bo wtedy jeden kupi szampana, drugi wykałaczki, a trzeciemu się zapomni.

Dobra rada: pamiętaj o drobniakach

Na koniec, uprzedzając komentarze i protesty, dodam jedno małe uściślenie. Wszystkie opisane niewygodne sytuacje zaistnieją, i to prawie na pewno, na początku naszego pobytu w Hiszpanii albo w sytuacjach gdy otaczają nas ludzie nowo poznani, dalsi znajomi, koledzy z pracy, jednym słowem, tacy pół-obcy, z którymi ciężko tak szczerze rozmawiać o pieniądzach i rachować się jak w otoczeniu starych dobrych przyjaciół wśród których nie ma tego typu tabu. A skoro sytuacje te są nie do uniknięcia, to jaka rada? Wychodząc lub idąc na nieformalne przyjęcie, obiad, paellę u kogoś w domu zawsze miejmy jakiś grosz w gotówce przy sobie. Najlepiej w małych banknotach i jakieś monety na końcówki… Za późno  na szukanie bankomatu gdy na pustym stole połyskuje już tylko rachunek do zapłacenia! I porada numer dwa: na domówkach brać dokładki!

Zapraszam do komentowania: zupełnie za darmo! I liczę na to, że nie ja jedna postrzegam hiszpańskie zapraszanie jako potencjalny problem kulturowy.