De sobaquillo

Według niektórych dzienników, kryzys sprawił, że hiszpańskie rodziny spędzające lato na plaży, zamiast stołować się w restauracjach i barach, decydują się same sobie zorganizować posiłek na świeżym powietrzu. Według mnie, to zwyczaj o tradycji, która zdecydowanie przerasta lata kryzysu. Hiszpanie po prostu uwielbiają pikniki! Wieczorami na plaży aż roi się od rozkładanych stolików i koców, a nieuważny przechodzeń może się potknąć o jedną z niezliczonych przenośnych lodóweczek, którymi usiana jest promenada. A w lodóweczkach? Sałatka jarzynowa, sałatki z makaronem, tortilla, kanapki, wędliny, ser, oliwki, a do tego oczywiście jakiś deser, jakiś napitek, lód dla ochłody… smakowicie.

Przejdźmy jednak do rzeczy: chciałam Wam zdradzić nie taki znowu sekret, że taki sposób jedzenia, gdy biesiadnicy sami sobie szukują potrawy w domu i przynoszą je później na miejsce pikniku lub spotkania ze znajomymi, nazywa się comer de sobaquillo. Oczywiście, można również cenar de sobaquillo, czyli w identyczny sposób ale w porze kolacji. Co ciekawe, mimo że to wyrażenie jest bardzo powszechnie używane, słowniki, które konsultowałam milczą na ten temat. 

Skąd się powiedzienie wzięło? Wytłumaczenie wydaje się proste. Każdy z biesiadników przynosi sobie coś do jedzenia „pod pachą” (sobaco – „pacha”, tutaj zdrobnione na sobaquillo gdyż sobaco ma wydźwięk dość negatywny w hiszpańskim). Oprócz użycia czasownikowego, mamy również rzeczowniki: comida/cena de sobaquillo.
Z tego co wyczytałam, cenar/comer de sobaquillo jest wyrażeniem typowym dla okolic Walencji (cóż za przypadek) i wiąże się ze sposobem spożywania posiłków w czasie Fallas. Są jednak dowody na to, że nie jest to wyrażenie obce reszcie Hiszpanów. Najlepszy przykład we wczorajszym dzienniku wieczornym, który ma przecież zasięg krajowy.
Jeśli zainteresowało Was to wyrażenie, polecam lekturę wątku na jego temat w archiwum Cervantesa. A jeśli znacie inne regionalne warianty, koniecznie napiszcie!