Hacer un sinpa

Przesiadywanie w barach Hiszpanie mają we krwi. Z rana kawka albo kielonek czegoś mocniejszego, w południe tapas i piwko, wieczorem znowu kawka, potem znowu piwko… Mimo kryzysu, hiszpańskie ogródki piwne nadal są pełne klientów.

Do czego zmierzam?
Otóż z barami i restauracjami związany jest nikczemny proceder znany powszechnie jako hacer un sinpa, którego sklepowy odpowiednik: mangar, analizowaliśmy już jakiś czas temu. Pokrótce: hacer un sinpa to zamówić, zjeść i zwiać bez płacenia rachunku, logiczne jeśli rozwiniemy skrót: sin pagar. Rzecz, mogłoby się wydawać, nie taka trudna, biorąc pod uwagę fakt, że wykradane dobra wynosimy w miejscu zupełnie niewidocznym dla niedoświadczonych oczu, w naszym żołądku! Osobników, którzy zwykli uprawiać ten rodzaj kradzieży, nazywamy po prostu los sinpa.


Dla tych, którym niestraszne czytanie artykułów po hiszpańsku, zostawiam link do Cuidado con el sinpa, z El Mundo i notki z bloga Truco para hacer un sinpa. Postanowiłam jednak nie przytaczać tutaj żadnej z taktyk sinpa, żeby czasem ktoś nie pomyślał, że do kradzieży namawiam…
I na koniec najbardziej smakowity kąsek: o tym jak 200 biesiadników dokonało brawurowego sinpa w Vips… niemożliwe? Poczytajcie: Cena gratis para 200.

Osobiście nie byłam jeszcze świadkiem żadnego sinpa… a Wy?